Zbiórka zakończona
Aleksander Skok - zdjęcie główne

Chęć życia nie zna wieku... Pomóż Panu Aleksandrowi odzyskać sprawność!

Cel zbiórki: 4-miesięczny pobyt w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym

Organizator zbiórki:
Aleksander Skok, 85 lat
Bielsk Podlaski, podlaskie
Stan po usunięciu krwiaka podtwardówkowego
Rozpoczęcie: 13 stycznia 2022
Zakończenie: 29 kwietnia 2025
5051 zł(4,34%)
Wsparły 192 osoby

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0172544 Aleksander

Cel zbiórki: 4-miesięczny pobyt w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym

Organizator zbiórki:
Aleksander Skok, 85 lat
Bielsk Podlaski, podlaskie
Stan po usunięciu krwiaka podtwardówkowego
Rozpoczęcie: 13 stycznia 2022
Zakończenie: 29 kwietnia 2025

Rezultat zbiórki

Drodzy Darczyńcy! 💚

Z całego serca dziękujemy za Wasze wsparcie! Każda, nawet najmniejsza wpłata to dla nas nieoceniona pomoc! Nigdy nie zapomnimy o Waszej dobroci!

Z wdzięcznością 💚

Rodzina Aleksandra

Opis zbiórki

U Aleksandra wykryto krwiaka podtwardówkowego! Za nim walka o życie i kilka operacji, a przed nim wciąż walka o sprawność!

Aleksander nie musi pozostać zamknięty w swoim ciele. Ma przed sobą wiele lat. Pomóżcie mu, by nie cierpiał. Starszy człowiek również zasługuje na szansę. Nie musi być poza nawiasem służby zdrowia...

W lipcu 2021 roku mój tata Aleksander, mając 80 lat, był w stanie robić pompki. W sierpniu – zaledwie miesiąc później – leżał w szpitalu, walcząc o życie!  Na skutek błędnie dobranego leku upadł. Okazało się, że ma przewlekłego krwiaka podtwardówkowego, przeszedł 3 operacje neurochirurgiczne i w sumie 6 narkoz. Dawano mu 3% szans na przeżycie. Teraz walczy o odzyskanie częściowej sprawności.

Tato bardzo chce rozmawiać, ale z rurką tracheostomijną nie potrafimy go zrozumieć. Wciąż leży, choć stan jego zdrowia pozwalałby mu już siedzieć, przynajmniej na wózku. W ramach rodziny wykonujemy przy tacie wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Odsysamy wydzielinę z płuc, karmimy PEG-iem, już prawie wyleczyliśmy wielkie poszpitalne odleżyny i ranę pooperacyjną na głowie.

Aleksander Skok

Ze względu na spastyczność, jednak nie jesteśmy w stanie rozruszać taty. Z dnia na dzień jego mięśnie sztywnieją coraz bardziej. Wkrótce minie 5 miesięcy od pierwszej operacji, a my skazani na siebie walczymy, by tato nie cierpiał tak mocno z powodu przykurczy. Niestety wypadł też z państwowej służby zdrowia, bo nie jest umierający, więc żadne hospicjum domowe mu nie przysługuje, a rehabilitacja na NFZ będzie dopiero za pół roku.

Ze wszystkim mamy pod górkę, bo na przepiękną wieś na Podlasiu, gdzie tato zamieszkał ze mną po szpitalu, żaden lekarz, czy pielęgniarka, a tym bardziej rehabilitant nie chcą niestety przyjechać, a pacjent nie nadaje się do transportu do poradni. Macierzysty POZ, gdzie tata był zapisany, odmówił pomocy. Interwencje w Funduszu Zdrowia niewiele pomogły. Byliśmy przeganiani z poradni do poradni. Aż w końcu tatą zajął się lekarz z sąsiedniej wsi, taki sam starszy pan.

Tata jest zbyt ciężki, byśmy mogli samodzielnie go rehabilitować. Zdobyliśmy sprawności pielęgniarzy niemal w pełnym zakresie, ale z neurorehabilitacją nie radzimy sobie sami.

A to historia choroby taty: Zaczęło się od wysokiego ciśnienia, które tata dostał po śmierci szwagra. Lekarz podczas teleporady przypisał  mu na uspokojenie lek na… padaczkę, w dodatku w zbyt dużej dawce, bo w kamerce tato wydał się wielkim facetem. Na skutek tego tacie drastyczne spadło ciśnienie. Słaniał się, w nocy upadł. Lekarz z pogotowia uznał, że neurologicznie jest dobrze. Kazał tylko stopniowo odstawić lek.

Przez kolejny miesiąc tato miał zachwiania równowagi. Badania neurologiczne nic nie wykazywały. Kiedy w końcu przewieziono tatę do szpitala, na SORze stwierdzono tylko odwodnienie i ciągnące się skutki uboczne leku na padaczkę. Podczas kroplówki  tato stracił przytomność. Wówczas tomograf wykazał krwiak podtwardówkowy przewlekły. W szpitalu powiatowym nie było oddziału neurochirurgii. Operował zwykły chirurg. Tato miał nie przeżyć. Wmawiano nam, że zaraz umrze, bo jest stary. Nie słuchano nas, że miał wcześniej świetną kondycję, nigdy nie chorował, a koronawirusa zwalczył w kilka dni.

Po tygodniu okazało się, że tato żyje, ale operację trzeba powtórzyć. Kolejna operacja w powiatowym szpitalu nie przyniosła poprawy.  Trzymano tatę i czekano na śmierć. Nie chciano udzielać rodzinie informacji, co się dzieje, oprócz tej, że zaraz tato umrze, bo ten wiek…

Gdy pooperacyjne zdjęcia tomografii mózgu zobaczył profesor neurochirurg z Warszawy, powiedział, że jest duża szansa i powinniśmy przewieźć tatę do dobrego ośrodka, gdzie jest oddział neurochirurgii. Udało się.  Cudowni lekarze z Białegostoku wyjęli część czaszki taty, ale sprawili, że nie tylko przeżył, ale również wybudził się ze śpiączki. 

Aleksander Skok

Obecnie jedynym ratunkiem i ostatnią szansą na możliwość rozruszania taty, ulżenia w cierpieniu  i powrotu do mówienia jest neurologiczny turnus rehabilitacyjny, którego miesięczny koszt wynosi około 25 tysięcy złotych. Zgromadziliśmy część środków, ale nie możemy zwlekać dłużej, bo tato całkowicie zamknie się w swoim sztywnym ciele. Dlatego prosimy Was o pomoc!

Rodzina Aleksandra

Wpłaty

Sortuj według

Ta zbiórka jest zakończona, ale Aleksander Skok wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj