
Nowotwór znowu chce odebrać moją córeczkę! Pomóż mi ją ocalić!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
W jednej sekundzie zawalił mi się świat. Rak kory nadnerczy zabiera moją sześcioletnią córeczkę!
Dwa lata temu otrzymaliśmy właśnie taką diagnozę. Guz mierzył aż 16 cm – chirurdzy usunęli całość wraz z nerką. Wierzyliśmy, że to koniec, że wszystko już będzie dobrze. Trzy miesiące po operacji wróciłam z Nastką do domu w sercu na zawsze żegnając się z onkologią dziecięcą.

Anastazja wróciła do normalności, do radości i beztroski dziecięcej, która nie trwała długo. We wrześniu koszmar powrócił… Koszmar, z którego nie obudzimy się tak szybko. Nastusię zaczął boleć brzuszek tak bardzo, że karetką została przetransportowana do szpitala. Drżałam i nie mogłam zebrać myśli w oczekiwaniu na wyniki. Gdy lekarz poprosił mnie do gabinetu, czułam, wiedziałam, że nie usłyszę dobrych wiadomości. Pokazał zdjęcia USG, a ja od razu zauważyłam ogromną zmianę. Guz jest jeszcze większy od poprzedniego! W jednej sekundzie ziemia usunęła mi się spod nóg. Przypomniały mi się wszystkie najgorsze momenty, ten strach, którego nie jestem w stanie wyrazić słowami.
Guz ma 20 cm i znajduje się w nieoperacyjnym miejscu. Byłam załamana, największy dramat naszego życia powrócił ze zdwojoną mocą. Staram się przegonić czarne myśli i skupić na działaniu, na uratowaniu mojej córeczki. Muszę ją ochronić i walczyć o jej życie!
Najważniejszą sprawą jest resekcja guza za pomocą lasera. Udało nam się znaleźć miejsce, które daje nam największą gwarancję na powodzenie zabiegu. Opłacenie operacji to koszt ponad stu tysięcy złotych! Sama nie mam szans, by zdobyć te pieniądze w tak szybkim czasie. Jestem mamą trzech córek i bieżące wydatki pochłaniają nasz budżet.

By ratować moje dziecko, jedynym wyjściem jest zbiórka i szczery apel z prośbą o wsparcie leczenia. Od kilku tygodni Anastazja spędza czas w łóżku, nie może już chodzić, w jej organizmie zbiera się woda, widoczne są liczne obrzęki całego ciała. Widzę, że Nastusia cierpi, ale mimo wszystko stara się znaleźć w sobie siłę na uśmiech. Ten uśmiech daj mi nadzieję i siłę.
Teraz mam najważniejsze zadanie – ocalić swoją córeczkę. Uratować nim nowotwór rozpanoszy się po jej organizmie, niszcząc wszystko, co napotka na drodze. Możemy odwrócić ten los, jest jeszcze czas!
Monika – mama Nastki
Wpłaty
- 20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa5 zł
- Julia40 zł
- Anonimowa pomagaczka10 zł
- Wpłata anonimowa10 zł