
Ania ma szansę zobaczyć świat! Uwolnij ją ze szponów mroku!
Cel zbiórki: Terapia komórkami macierzystymi - 10 podań
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Terapia komórkami macierzystymi - 10 podań
Aktualizacje
❗️Kosztowna terapia musi rozpocząć się natychmiast. Pomocy
Robimy, co możemy a mimo to wciąż nie mamy środków, by zapewnić Ani kosztowną terapię ❗️
Najnowsze badania wskazały, że dotychczasowa diagnoza była błędna, dlatego wszelkie testy i leczenie zaczynamy niejako od początku.

Walczymy każdego dnia, podejmujemy mnóstwo prób, a terapia komórkami macierzystymi wciąż pozostaje odległym marzeniem. Niestety, zdajemy sobie sprawę, że każdy dzień oczekiwania na jej rozpoczęcie, jest dniem, w którym zmniejszamy nasze szanse na odzyskanie przez Anię wzroku.
My już nie prosimy, my błagamy o pomoc!
Rodzice
Ania może natychmiast rozpocząć terapię. Jest tylko jeden problem...
Dostaliśmy informację ze szpitala, że komórki macierzyste są gotowe do podania. Marzenie o zdrowiu córeczki jest na wyciągnięcie ręki, ale na drodze pojawił się poważny problem: nie mamy środków! Bez nich nie możemy ruszyć do szpitala, a szanse na ratunek córeczki maleją...

Ania rośnie, rozwija się, jest ciekawa świata. We własnej przestrzeni porusza się z łatwością, bo zapamiętuje ustawienie przedmiotów. W innych ma duże problemy...
Chciałabym pokazać jej świat, wspólnie zachwycać się widokami, a nie tylko opowiadać, co widzę. Opowiadać o świecie, uczyć tego, czego jeszcze nie wie, razem odkrywać.
Błagam, pomóż mi ratować dziecko! Każdy dzień opóźnienia niszczy nasze nadzieje na szczęśliwą przyszłość.
Opis zbiórki
Kiedy na świat przyszła Anulka, wszystko nabrało nowego znaczenia. Była taka malutka, krucha i bezbronna. Pierwsze spojrzenie, myśl, że zrobię wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo i szczęście. Szybko okazało się, że to będzie trudniejsze niż zakładałam. Następnego dnia po przyjściu na świat, córeczka dostała wysokiej gorączki. Lekarze mieli pewne podejrzenia, podali lekarstwa. Później podjęto decyzje o transporcie do innego szpitala. Jechałam za karetką z nadzieją, że leki zadziałają i Ania będzie bezpieczna. W myślach powtarzałam słowa modlitwy.
Kiedy dotarłyśmy na oddział wszystko wydawało się powoli dochodzić do normy. Pierwszy promyk nadziei na to, że sytuacja się poprawi. Przez tydzień czuwałam przy łóżeczku, czekając na lepsze informacje, a później to mój organizm się poddał i zachorowałam. Pielęgniarki i lekarze powiedzieli, że muszę opuścić oddział, bo jestem dla niej zagrożeniem. Pękało mi serce, ale dla jej bezpieczeństwa musiałam wyjść. Zamykając za sobą drzwi, połykałam łzy. Zostawiałam na oddziale zdrowiejące dziecko, więc pocieszałam się, że niedługo wrócimy do domu i zaczniemy wspólną przygodę. Zamiast planowania kolejnych dni wspólnej przygody, odbierałam telefony ze szpitala. Z czasem znienawidziłam ten dźwięk. Zawsze zwiastował złe wieści. Przetaczanie krwi, infekcja, zagrożenie. Bałam się, co może się jeszcze wydarzyć. Ta przerażająca niepewność i bezsilność…

W końcu pojechaliśmy do szpitala, mogłam zobaczyć naszą kruszynkę, dotknąć jej miękkiej skóry, przytulić… I wtedy usłyszałam tę przerażającą wiadomość: Anulka nie będzie widzieć. Słowa, z którymi zostawił nas lekarz to uszkodzony nerw wzrokowy. Nie wiedzieliśmy co dalej. Dowiedzieliśmy się, że lekarstwo na tę chorobę nie istnieje. Byłam przerażona, miałam ochotę krzyczeć i pytać wszystkich “dlaczego my?!”.
Kolejne komplikacje zdrowotne sprawiły, że w umiejętności, które każde dziecko nabywa naturalnie, nasza córka musiała włożyć mnóstwo wysiłku. Obniżone napięcie mięśniowe, problem z witaminami i składnikami odżywczymi wpłynął na to, że rozwój Anulki bardzo się opóźnił. Zaczęła chodzić mając 4 latka… Mimo problemów i komplikacji poznaje świat tak jak potrafi. Nie widzi tego, co ją otacza, ale wszystko jej opowiadamy. Dotyk zastępuje jej oczy. Tak bardzo chciałabym pokazać jej świat. Pójść i pozwolić jej chłonąć świat, po prostu. Cieszyć się widokiem, zabawkami, tym co zwyczajnie w codziennym życiu zachwyca.

Lekarze długo nie widzieli rozwiązania. Tak naprawdę nikt do końca nie jest w stanie powiedzieć, ile widzi Anulka. Brak określonej wady i stopnia uszkodzenia nerwów wzrokowych, powodowało, że leczenie nie było możliwe. Ania zrobiła niesamowite postępy, sprawnie porusza się po pomieszczeniach, chętnie uczestniczy w zajęciach, nawiązuje kontakt z innymi dziećmi. To nasza mała bohaterka, jesteśmy dumni, że możemy razem z nią kroczyć tą drogą. Po wielu latach walki pojawiła się nowa możliwość. Na to, by Ania dostała coś, czego nigdy nie miała: możliwość oglądania świata. Naszą szansą jest terapia komórkami macierzystymi. Kiedy o tym usłyszeliśmy, chcieliśmy od razu ruszyć do działania, planować terapię. Niestety, okazało się, że leczenie jest potwornie drogie, a my nie możemy zapewnić Ani tego, czego najbardziej teraz potrzebuje. Wzrok naszej córeczki został wyceniony na ponad 100 tysięcy złotych. Nie wyobrażam sobie nawet takiej kwoty, a co dopiero posiadanie… Potrzebujemy pomocy! Anulka zasługuje na to, co najlepsze, a zdrowie to coś, czego sami dać jej nie możemy. Każda złotówka to cegiełka na leczenie naszego dziecka. Proszę, błagam… Pomocy!
Ania pokazała nam, jak wielką moc mają codziennie podejmowane wyzwania. Jest jeszcze małą dziewczynką, a przeżyła więcej niż niejeden dorosły. Znosi to dzielnie, choć czasem widzę, że ma dość. Nie wiem, na ile jeszcze wystarczy jej sił. Wiem, że mogę dać jej lepsze życie. Samodzielność. Proszę, pomóż mi!
___
Zbiórkę Ani można wesprzeć biorąc udział w licytacjach na grupie: Bazarek i Pomoc Dla Ani Fabjańskiej z Głogowa (otwiera nową kartę)
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Anonimowa Pomagaczka10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł

