Zbiórka zakończona
Anna Walasek - zdjęcie główne

PILNE: Ania została mamą, 5 miesięcy później doznała udaru❗️Pomóż nam zawalczyć o jej życie❗️

Cel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym, leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Anna Walasek, 37 lat
Mińsk Mazowiecki, mazowieckie
Krwotok mózgowy do pnia mózgu, niewydolność serca, przewlekła niewydolność oddechowa, zespół porażenny
Rozpoczęcie: 13 października 2023
Zakończenie: 1 stycznia 2024
194 698 zł(101,68%)
Wsparło 2819 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0363382 Anna

Cel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym, leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Anna Walasek, 37 lat
Mińsk Mazowiecki, mazowieckie
Krwotok mózgowy do pnia mózgu, niewydolność serca, przewlekła niewydolność oddechowa, zespół porażenny
Rozpoczęcie: 13 października 2023
Zakończenie: 1 stycznia 2024

Rezultat zbiórki

Napisać dziękuję to tak jakby nic nie napisać...

Słowami bardzo ciężko wyrazić wdzięczność, którą czuję. 

Dziękuję Wam za wsparcie i każdą przekazaną złotówkę. Dziękuję za obecność w trudnych chwilach. Dzięki Wam moja walka o żonę stała się odrobinę łatwiejsza.  

Mam nadzieję, że dobro, którym tak licznie nas obdarowaliście wróci do Was ze zdwojoną siłą!

Kamil – mąż Ani

Aktualizacje

  • CIĘŻKI STAN❗️Ania na intensywnej terapii❗️

    Tak trudno uwierzyć w wydarzenia ostatnich tygodni. Jeszcze trudniej jest się z nimi pogodzić... 

    Ania trafiła na intensywną terapię w bardzo ciężkim stanie! Jej życie znów jest zagrożone!

    Lekarze zadecydowali o wprowadzeniu jej w śpiączkę farmakologiczną i podłączaniu pod respirator. Nasz świat ponownie się zatrzymał, w lęku co przyniosą najbliższe dni...

    Zanim do tego doszło Ania była w dobrym stanie. Czuliśmy, że osiągnęliśmy tak wiele, lecz okrutny los ponownie z nas zadrwił. Nie wiemy, ile nam zabrał z tego, co do tej pory udało się wypracować...

    Anna Walasek

    W ostatnich tygodniach stan mojej żony poprawiał się. Widziała i słyszała, gdy do niej mówiliśmy. Co prawda wciąż nie mówiła, ale mimo to był z nią dobry kontakt, przez kiwnięcie głową na "tak" lub kręcenie głową na "nie". Udało się nawet usunąć tracheotomię. 

    Widzieliśmy też pierwsze efekty rehabilitacji. Prawa ręka i noga były coraz sprawniejsze, pojawiło się napięcie mięśniowe oraz kontrolowane ruchy w niewładnej dotąd lewej ręce i nodze. Ania potrafiła utrzymać głowę i wykonywać nią delikatne ruchy. 

    Co ważne, wszystko dobrze rozumiała i pamiętała, na dziesiątki zadanych pytań zawsze odpowiadała bezbłędnie.

    Powoli zaczęliśmy odczuwać ulgę, każdego dnia widzieliśmy, jak do nas wraca, wierzyliśmy, że jest już bezpieczna.... Niestety pod koniec listopada jej stan dramatycznie się pogorszył, badania wykazały między innymi zapalenie ucha, bakteryjne zapalenie płuc i zakażenie COVID-19. Przez pierwsze kilka dni Ania była leczona w izolacji.

    Anna Walasek

    Aż pewnego wieczoru otrzymałem telefon ze szpitala: "Stan pana żony mocno się pogorszył. Jest nieprzytomna, ciśnienie krwi niebezpiecznie spadło. Została przewieziona na Oddział Intensywnej Terapii, jest niewydolna oddechowo i krążeniowo, co bezpośrednio zagraża jej życiu". Znów pojawił się ten sam strach...

    Bardzo ciężki stan utrzymywał się przez kolejne dni. Byłem u Ani, gdy tylko mogłem, chwytałem za rękę i prosiłem o CUD... Czułem, że ponownie tracę moją ukochaną żonę, mamę naszego synka... Nie dowierzałem...

    W miniony weekend lekarze podjęli decyzję o wybudzeniu. Ania wciąż jest w bardzo ciężkim stanie, nie oddycha samodzielnie. Jest bardzo osłabiona. Jednak nie możemy się teraz poddać... 

    Ania reaguje na leczenie. Choć mam świadomość, że nasza walka zaczyna się od nowa, zrobię wszystko, by ją z tego wyciągnąć. Dlatego dziś jeszcze bardziej potrzebuję Waszego wsparcia. 

    Proszę o każdą złotówkę, o udostępnienie tej informacji dalej! Robię wszystko, co w mojej mocy, dzielę swój czas pomiędzy Anię i naszego synka. Jednak bez Was nie damy sobie rady!

    Kamil Walasek, mąż Ani

Opis zbiórki

Byliśmy szczęśliwym małżeństwem, ja i moja żona – 35-letnia Ania. W kwietniu tego roku na świat przyszedł nasz wyczekiwany synek – Nikoś. Każdego dnia cieszyliśmy się życiem i wspólnym wychowywaniem dziecka. Wszystko było takie, jak sobie wymarzyliśmy.

Niestety nasze szczęście trwało krótko. 6 września wszystko się zmieniło. Był piękny słoneczny dzień, wybraliśmy się w odwiedziny do domu rodzinnego żony. W pewnym momencie Ania poczuła nagły, silny ból głowy i brak czucia w lewej ręce. Nie czekałem ani chwili dłużej – natychmiast chwyciłem za telefon i wezwałem pogotowie.

Potem wszystko rozegrało się w ciągu kilku minut. Ania słabła, zaczęła bełkotać, ostatnie wypowiedziane kilkukrotnie słowa brzmiały "malutkie dziecko", aż w końcu straciliśmy z nią kontakt. Przestała oddychać!

Z pomocną rodziny staraliśmy się utrzymać Anie przy życiu do przyjazdu karetki, wykonując resuscytacje. Nigdy wcześniej tak bardzo nie bałem się, jak wtedy.          Nie mogłem pojechać do szpitala, zostałem w domu z naszym synkiem. W nocy zadzwonił telefon, usłyszałem: "Pana żona doznała rozległego udaru krwotocznego, stan jest krytyczny, z medycznego punktu widzenia nie ma szans na przeżycie, można przyjechać, pożegnać się z żoną".

Cały mój świat w jednej sekundzie runął. Jak to mam pożegnać się z żoną? Przecież zaledwie kilka miesięcy temu zostaliśmy rodzicami wspaniałego dziecka, które potrzebuje mamy, potrzebuje nas dwojga! To niemożliwe...

Ania przeżyła dobę, po kolejnych badaniach lekarze zdecydowali się na operację zabezpieczenia uszkodzonych naczyń. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Anię wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną, nie była w stanie samodzielnie oddychać.

Po około dwóch tygodniach pobytu na oddziale intensywnej terapii zaczęto ją wybudzać. Niestety w jej organizm wdały się ostre stany zapalne, między innymi zapalenie płuc oraz gruczołów piersiowych ze względu na przerwane karmienia dziecka.

Dzięki ogromnej pracy specjalistów, silnej woli życia, dziś jej stan jest stabilny, ale nadal bardzo ciężki. W chwili obecnej przebywa na oddziale neurologii. Ania słyszy i rozumie nas, jest w stanie ruszyć prawą ręką, prawą nogą oraz otworzyć oczy, co daje nam motywację do walki o jej samodzielność.

Ania potrzebuje intensywnej, całodobowej opieki w specjalistycznym ośrodku rehabilitacji z udziałem neurologa, fizjoterapeuty, neurologopedy i wielu innych specjalistów. Przed nami na pewno długie miesiące, a nawet lata żmudnej i kosztownej rehabilitacji (miesięczny koszt wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych).

Liczymy na Waszą pomoc! Tutaj naprawdę liczy się czas, każdy dzień bez rehabilitacji odbiera jej szansę na powrót do nas. Wierzymy, że dobro wraca!

Dziękujemy za każde wsparcie!

Kamil, mąż Ani

Anna Walasek

Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową.

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Patrycja Piecychna
    Patrycja Piecychna
    Udostępnij
    100 zł
  • Jacek Teper
    Jacek Teper
    Udostępnij
    100 zł
  • Urszula Skalmierska
    Urszula Skalmierska
    Udostępnij
    120 zł
  • Jacek Teper
    Jacek Teper
    Udostępnij
    50 zł
  • Wiola
    Wiola
    Udostępnij
    20 zł

    Trzymam kciuki żeby Ania wróciła do zdrowia.

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł

Ta zbiórka jest zakończona, ale Anna Walasek wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj