❤️Deszcz złotówek dla Zosi❤️

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Jedna zlotowka to tak niewiele , a jednak gdy w ten sposób pomyśli 100 osób konto Lenusi zasili 100 zł ❤️ Pomagajmy , dobro wraca!
Tuląc wymęczone ciało mojej córeczki, błagam o pomoc, o ratunek… Nie ma we mnie już żadnych oporów czy wstydu, że muszę prosić. Proszę całym sercem, bo moje dziecko umiera! 16 października powinnyśmy już być w Hiszpanii, gdzie zacznie się leczenie ratujące życie Zosi! O ile zdążymy zebrać taką gigantyczną sumę… Błagam, pomóż!
Moja piękna, ukochana córeczka Zosia ma dopiero 5 lat. Latem stan jej zdrowia zaczął się nagle pogarszać. 17 sierpnia zdiagnozowano guza Wilmsa z przerzutami do obu płuc i wątroby. Wystarczyła sekunda, tych kilka słów od lekarza, by wszystko przestało się liczyć. Czułam, że wpadam do jakiejś otchłani, jakby ktoś wyssał ze mnie w jednej chwili całą radość i wszystkie dobre wspomnienia. Pozostała tylko rozpacz...
Po biopsji w znieczuleniu ogólnym, pierwszej w życiu Zosi, ale niestety nie ostatniej, zdiagnozowano raka czwartego stopnia nerki lewej. Powiedzieć, że to był szok, to nic nie powiedzieć. Byliśmy zmiażdżeni…
W dniu 30.08.2021 po diagnostyce przepisano nam protokół leczenia, zgodnie z którym przechodzimy 6 sesji chemioterapii w Czernihowie.
Pierwsza chemioterapia przyniosła nam straszne nudności, dziecko cały czas wymiotowało, stawało się słabe na naszych oczach. Nie tylko rak wysysał z niej życie, ale także wyniszczające leczenie, które jest jak wyścig – kto pierwszy się mu podda? Moja malutka córeczka, czy nowotwór?
Po dwóch cyklach chemii Zosia straciła 5,5 kg. Teraz waży zaledwie 18 kg, jest maleńka i krucha jak ptaszek. Aż trudno mi uwierzyć, ile wytrzymała i jak jeszcze wiele będzie musiała znieść…
, bo nie udało się zredukować ciśnienia w ciągu nocy. Kolejne dni były koszmarem. Napady drgawkowe się powtarzały. Na skutek jednego z nich Zosia przestała oddychać…
Ciężko mi o tym mówić, ciężko znów wracać do wydarzeń sprzed kilku dni. Jeszcze trudniej było jednak być obok, patrzeć, jak z własnego dziecka uchodzi życie i nie móc zrobić absolutnie nic! Mogłam tylko modlić się, by Zosia wróciła, by się nie poddawała...
Na nasze wołanie o pomoc odpowiedział szpital w Hiszpanii (Barcelona). Tam Zosia ma większe szanse na przeżycie, na skuteczną terapię i wyleczenie! U nas nie ma na to żadnej nadziei… Niestety, musimy zebrać gigantyczną kwotę w bardzo krótkim czasie! Nowotwór nie czeka, zabija mi dziecko…
Zosia dopiero zaczyna żyć. Jak pozwolić jej odejść, jak mam bezradnie patrzeć na jej ogromne cierpienie!? Bardzo często ją przytulam. Pod dłońmi czuję jej wychudzone ciało, a ustami całuję łysą główkę. Tulę ją, jakbym desperacko próbowała ją przy sobie zatrzymać, szczelnie oddzielić od świata, tak, by została ze mną na zawsze, by nie zabrał mi jej nowotwór… Błagam, pomóż…
Julia, mama Zosi
Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiły
bezpośrednio na subkonto Podopiecznego:
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku

Jedna zlotowka to tak niewiele , a jednak gdy w ten sposób pomyśli 100 osób konto Lenusi zasili 100 zł ❤️ Pomagajmy , dobro wraca!
Tuląc wymęczone ciało mojej córeczki, błagam o pomoc, o ratunek… Nie ma we mnie już żadnych oporów czy wstydu, że muszę prosić. Proszę całym sercem, bo moje dziecko umiera! 16 października powinnyśmy już być w Hiszpanii, gdzie zacznie się leczenie ratujące życie Zosi! O ile zdążymy zebrać taką gigantyczną sumę… Błagam, pomóż!
Moja piękna, ukochana córeczka Zosia ma dopiero 5 lat. Latem stan jej zdrowia zaczął się nagle pogarszać. 17 sierpnia zdiagnozowano guza Wilmsa z przerzutami do obu płuc i wątroby. Wystarczyła sekunda, tych kilka słów od lekarza, by wszystko przestało się liczyć. Czułam, że wpadam do jakiejś otchłani, jakby ktoś wyssał ze mnie w jednej chwili całą radość i wszystkie dobre wspomnienia. Pozostała tylko rozpacz...
Po biopsji w znieczuleniu ogólnym, pierwszej w życiu Zosi, ale niestety nie ostatniej, zdiagnozowano raka czwartego stopnia nerki lewej. Powiedzieć, że to był szok, to nic nie powiedzieć. Byliśmy zmiażdżeni…
W dniu 30.08.2021 po diagnostyce przepisano nam protokół leczenia, zgodnie z którym przechodzimy 6 sesji chemioterapii w Czernihowie.
Pierwsza chemioterapia przyniosła nam straszne nudności, dziecko cały czas wymiotowało, stawało się słabe na naszych oczach. Nie tylko rak wysysał z niej życie, ale także wyniszczające leczenie, które jest jak wyścig – kto pierwszy się mu podda? Moja malutka córeczka, czy nowotwór?
Po dwóch cyklach chemii Zosia straciła 5,5 kg. Teraz waży zaledwie 18 kg, jest maleńka i krucha jak ptaszek. Aż trudno mi uwierzyć, ile wytrzymała i jak jeszcze wiele będzie musiała znieść…
, bo nie udało się zredukować ciśnienia w ciągu nocy. Kolejne dni były koszmarem. Napady drgawkowe się powtarzały. Na skutek jednego z nich Zosia przestała oddychać…
Ciężko mi o tym mówić, ciężko znów wracać do wydarzeń sprzed kilku dni. Jeszcze trudniej było jednak być obok, patrzeć, jak z własnego dziecka uchodzi życie i nie móc zrobić absolutnie nic! Mogłam tylko modlić się, by Zosia wróciła, by się nie poddawała...
Na nasze wołanie o pomoc odpowiedział szpital w Hiszpanii (Barcelona). Tam Zosia ma większe szanse na przeżycie, na skuteczną terapię i wyleczenie! U nas nie ma na to żadnej nadziei… Niestety, musimy zebrać gigantyczną kwotę w bardzo krótkim czasie! Nowotwór nie czeka, zabija mi dziecko…
Zosia dopiero zaczyna żyć. Jak pozwolić jej odejść, jak mam bezradnie patrzeć na jej ogromne cierpienie!? Bardzo często ją przytulam. Pod dłońmi czuję jej wychudzone ciało, a ustami całuję łysą główkę. Tulę ją, jakbym desperacko próbowała ją przy sobie zatrzymać, szczelnie oddzielić od świata, tak, by została ze mną na zawsze, by nie zabrał mi jej nowotwór… Błagam, pomóż…
Julia, mama Zosi
Wpłaty
Wygląda na to, że nie było tutaj żadnych wpłat.
