Błąd lekarski i okrutne okaleczenie... Proszę, pomóż mi odzyskać uśmiech!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 229 osób
8 500 zł (3,83%)
Zbiórka na cel
Operacja przeszczepu nerwu do oka i przeszczepu nerwu do policzka

Sylwia Karolkiewicz, 39 lat

Tarnów Opolski, opolskie

stan po wycięciu guza mózgu - lewostronny paraliż twarzy

Rozpoczęcie: 18 Marca 2019
Zakończenie: 18 Października 2019

02 Lipca 2019, 15:16
Moja córka ma mój uśmiech... Sprzed tragedii. Nie tracę nadziei, że kiedyś się uśmiechnę!

Sylwia Karolkiewicz

Gdy patrzę na moją córeczką, widze siebie sprzed lat — uśmiechniętą, szczęśliwą. Tak wiele osób mówi mi, że jest do mnie taka podobna, że uśmiecha się, jak ja! Mówią tak starzy znajomi, którzy jeszcze mnie taką pamiętają... 

Od wielu lat nie jestem w stanie się uśmiechnąć, bo przez błąd lekarzy pół mojej twarzy jest sparaliżowana. Gdy próbuję się uśmiechnąć, wygląda to tak, jakby grymas wykrzywił mi twarz. 

Operacja to moja jedyna nadzieja, za którą nie jestem w stanie zapłacić. Jestem radosną osobą, proszę, pomóż mi sprawić, że w końcu będzie to widać na mojej twarzy! 

Robię, co w mojej mocy, ale sama nie dam rady. Jeśli choć możesz udostępnić moją zbiórkę, będę bardzo wdzięczna! Za każde, najdrobniejsze nawet wsparcie, z całego serca dziękuję.

Nie poddaję się!

Czy uśmiech może być powodem do smutku? Czy wygrana z guzem mózgu może oznaczać tragedię? Niestety, dla mnie tak… Ciężka codzienność i strach przed spojrzeniami towarzyszą mi już od dawna. Chociaż przeżyłam, moja twarz, bardziej niż wielka blizna na głowie, nie pozwala zapomnieć o traumie. Od lat mam jedno marzenie — móc w końcu uśmiechnąć się moim dawnym uśmiechem, a nie grymasem, który wykrzywia moją twarz… Bardzo proszę, pomóż mi.


Jestem Sylwia, mam dopiero 39 lat, ale już większą część mojego życia oglądam w lustrze twarz, w której się nie rozpoznaję. Moja historia zaczęła się dawno temu. Gdy pierwszy raz rozbolała mnie głowa, miałam 16 lat. Ból był ogromny, przestałam słyszeć. Lekarz powiedział mamie, że to skutek powikłań po przebytej ospie i mam się z tym pogodzić, bo już do końca życia będę niedosłyszeć. Jaki był powód, by nie wierzyć lekarzowi? Ból powoli ustawał, wszystko wracało do normy. Po dwóch latach nastąpiła tragedia…

Sylwia Karolkiewicz


Miałam 18 lat, byłam pełną życia i energii dziewczyną. Jak każda nastolatka miałam wielu przyjaciół i uwielbiałam się bawić. Pozytywne nastawienie do życia i uśmiech mnie nie odstępowały na krok. Uśmiech... Coś, o czym musiałam zapomnieć. Coś, co lekarze mi odebrali… Ból głowy był nie do wytrzymania, traciłam przytomność. W pewnym monecie koleżanki wyniosły mnie z lekcji, nie dałam rady utrzymać się na nogach. Trafiłam do szpitala. Potem usłyszałam coś, co obróciło moje życie w gruz.


Siedziałam sama, na ciemnym korytarzu. Podszedł do mnie lekarz, zapytał o nazwisko. Gdy odpowiedziałam, rzucił, że mam guza mózgu. Nie uwierzyłam, mówiłam, że to na pewno pomyłka! Dopiero gdy lekarz za trzecim razem powtórzył, że na pewno nie, że mam guza w głowie i czeka mnie operacja, wpadłam w najczarniejszą rozpacz. Byłam sama, a on powiedział to w taki sposób, jakby mówił o pogodzie. A ja przecież umierałam! Na oślep biegałam, by znaleźć telefon. Zadzwoniłam do chłopaka, on pobiegł po moich rodziców. Pamiętam tylko, że gdy przyjechała mama, zapytałam jej, czy będę mogła mieć dzieci. Nie przyszło mi do głowy, że przecież mogę nie przeżyć…


Konieczna była pilna operacja. Przed nią zgolili moje długie, piękne włosy… Poprosiłam pielęgniarki, żeby zrobiły mi warkocz. Miałam go potem jeszcze przez wiele lat… Przed operacją przyjechała do mnie cała rodzina. Myślałam, że chcą mnie podtrzymać na duchu. Dopiero później mama mi powiedziała, że przyjechali się pożegnać. Lekarze powiedzieli im, że nie wiadomo, czy przeżyję.

Sylwia Karolkiewicz


Podczas pierwszej operacji guza udało się usunąć tylko częściowo. Był wielkości kurzego jajka i przesunął lewą półkulę na prawą. Mogłam umrzeć w każdej chwili! Gdyby dwa lata wcześniej tamten lekarz wysłał mnie na badania, dziś nie byłabym w tak strasznym stanie! Mam do dziś ogromny żal… Gdy mój chłopak, Mariusz, zobaczył mnie po operacji, osunął się na ziemię. Podobno było aż tak źle. Nie minął miesiąc, gdy kolejny raz trafiłam na stół. Tym razem wycięli prawie całego guza, ale okrutnie mnie okaleczyli…


Gdy się obudziłam, nie mogłam się ruszyć. Gdy piłam albo jadłam, wszystko wylatywało mi nosem i ustami. Miałam sparaliżowane pół twarzy… Okazało się, że podczas operacji lekarze uszkodzili mi nerwy. Już nigdy miałam się nie uśmiechnąć… Wszystkiego uczyłam się na nowo. Na początku nie mówiłam, nie chodziłam. Cierpiałam, bo lekarze pozbawili mnie urody, włosów i paznokci, a dla młodej dziewczyny przecież to tak ważne. Mimo poturbowania emocjonalnego znalazłam w sobie ogromne pokłady sił, by wrócić do zdrowia.


Mijały lata, Mariusz został moim mężem, urodziło nam się dwoje wspaniałych dzieci. Gdy przeglądam stare zdjęcia, na żadnym się nie uśmiecham. Wtedy wyglądam jeszcze gorzej. Moje oko się nie domyka, wdał się stan zapalny, przez który dzisiaj niedowidzę. Skutki operacji doprowadziły mnie do wielu przepłakanych nocy, ciężkich dni i niewyobrażalnego bólu. Jeździłam po całej Polsce, by szukać ratunku. Kilka lat temu miałam możliwość odzyskać swoją twarz, odbudować nerwy, ale lekarze poszli na łatwiznę — wszczepili mi w oko złotą blaszkę, dzięki której oko miało się domykać. Nie zadziałało, a blaszka nadal tam jest… Potem na wszystko było już za późno…

Sylwia Karolkiewicz


Od 21 lat marzę o tym, by móc jeszcze zobaczyć w lustrze swoją prawdziwą twarz. Twarz, której nie znają moje dzieci…  Niedawno lekarze z Monachium dali mi iskierkę nadziei, że będę mogła ponownie się uśmiechać, że będę szczęśliwa! Podczas konsultacji lekarz powiedział mi, że Polki są najpiękniejsze i że zwróci mi mój uśmiech. Wtedy łzy szczęścia leciały strumieniami z moich oczu. W Monachium czekają mnie dwie operacje — pierwszą będzie usunięcie płytki i przeszczepienie nerwu, by oko w końcu się domykało. Podczas kolejnej lekarze przeszczepią mi wiązkę nerwu do tego, który nie działa, by mógł się zregenerować. Do pół roku po operacji będę miała w końcu normalną twarz!


Niestety, by odwrócić skutki lekarskich błędów, muszę sama zebrać ogromne pieniądze. Nie jestem w stanie, dlatego odważyłam się poprosić o pomoc. Jeszcze kilka lat temu pewnie bym się bała, ale teraz, gdy szansa jest na wyciągnięcie ręki, po prostu muszę spróbować. Patrzę na moją córkę, ona jest tak bardzo do mnie podobna. Te same oczy, ten sam uśmiech… Uśmiech, który kiedyś mi odebrali, ale teraz mogę go odzyskać z Twoją pomocą! Bardzo proszę…


Sylwia

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 229 osób
8 500 zł (3,83%)