Wydostać Kacperka z uścisku raka!

DobryKlik.pl
organizator skarbonki

Dobryklik.pl realizuje już 47 cel. Jest nim pomoc dla Kacperka!




Pomóc można na dwa sposoby:

Wchodząc na stronę dobryklik.pl, gdzie każde odsłonięcie obrazka oznacza 10 groszy dodanych do zbieranej puli.

oraz dokonująć dobrowolnej wpłaty klikając "WESPRZYJ"
 

__________________________________________________

OPIS CELU:

Przerażone oczy Kacperka na oddziale onkologii, to najgorszy widok na świecie. Kolejna chemia, którą przyjmuje nie może mu już pomóc. W ten sposób staramy się zatrzymać czas, którego bieg dla naszego synka oznacza kolejny nawrót raka. My znamy ten oddział z największego koszmaru w naszym życiu. Dla Kacperka wszystko tutaj jest nowe i niezrozumiałe. Straciliśmy jedną szansę i dlatego tym razem nie możemy się poddać.

Historia zatoczyła koło. Bardzo podstępne, niesprawiedliwe i bezwarunkowe koło życia i śmierci. Właśnie, teraz kiedy powstaje ta historia, życie Kacperka spoczywa na szali. Szansę, która jeszcze jest, trzeba jak najszybciej wykorzystać.

Raka, który zagnieździł się w oczku Kacperka, odkryło słońce w lutym tego roku. Jeden błysk, dosłownie moment, który zaważył na całym życiu naszego synka. Kiedy pojawia się niepokój, trudno jest go wyciszyć. Internet to, co zauważyłam, bezpośrednio powiązał z hasłem – nowotwór. Wtedy pojawił się strach już racjonalnie uzasadniony. Wszystkie nasze myśli krążyły wokół tego świecącego oczka. Kiedy jest się rodzicem, troska o własne dziecko przesłania wszystko inne. Gdy jest się rodzicem z przeszłością taką jak nasza, troska momentalnie przeradza się w panikę.

Następnego dnia byłam już w gabinecie pediatry, po południu u okulisty. Pani doktor wysłuchała wszystkich moich podejrzeń, popatrzyła sceptycznie i stwierdziła, że nie ma podstaw do przeprowadzenia badania. Gdy w końcu udało jej się zajrzeć w oczko Kacperka, zaniemówiła. W oczku faktycznie coś było, coś białego, coś, co wzbudzało niepokój i co trzeba było jak najszybciej zbadać. Na skierowaniu do Kliniki Okulistycznej w Katowicach znajdował się duży napis – podejrzenie retinoblastoma! Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że pod tą nazwą skrywa się rak, który będzie czyhał na życie mojego synka.

Pani doktor pochyliła się i powiedziała „Trzymaj się Kacperku, życzę Ci powodzenia”. Po tych słowach mój świat się zawalił. Płakałam tak, że nie pamiętam drogi do domu. Wszystkie złe wspomnienia wróciły, wszystkie obrazy z przeszłości, o której nie chciałam pamiętać, stanęły znów przed oczami. Pierwsza diagnoza nie dawała nam w ogóle miejsca na domysły. To nie były przypuszczenia, ale jeden, krótki, druzgocący wyrok. Nowotwór złośliwy oka, umiejscowiony w polu widzenia, tak wielki, że przesłania ¾ gałki ocznej Kacperka! Guz w dodatku zaczął się rozpadać, a jego odpryski znajdowały się w ciele szklistym. Szok! Nie mogliśmy w to uwierzyć? Dlaczego? Nie było żadnych niepokojących objawów, zeza, odbłysków na zdjęciach. Jak rak mógł się tak bardzo ukryć i umknąć naszej czujności. Wróciliśmy do domu ze skierowaniem do Górnośląskiego Centrum zdrowia dziecka w Katowicach, na oddział onkologii, hemoterapii i chemioterapii, ten sam oddział…

11 lat temu na tym oddziale walkę o życie przegrała nasza pierwsza córeczka, Oleńka. W tym samym miejscu 8 miesięcy walczyliśmy o jej życie, płakaliśmy i modliliśmy się o cud. Cud się nie przydarzył. Nowotwór złośliwy jamy brzusznej i miednicy, o najgorszej złośliwości, spotykanej wśród dzieci, odebrał nam naszą córeczkę. Wydzierał nam ją 8 miesięcy, podczas których patrzyliśmy, jak słabnie, jak jej skóra robi się szara, jak pękają jej usta, traci siły i apetyt. Patrzyliśmy, jak gaśnie najważniejsza osoba w naszym życiu, jak cierpi. W 2005 roku straciliśmy ją na zawsze. Nasze serca pękały na myśl o tym, że już nigdy nie uda nam się jej przytulić, nie usłyszymy jej słodkiego głosiku. Przegraliśmy z rakiem walkę o nasze ukochane dziecko. Zaszliśmy na sam koniec naszej wytrzymałości psychicznej. Teraz koszmar powrócił.

Dlaczego?

W połowie marca trafiliśmy na oddział. Kacperek przeszedł komplet badań, począwszy od morfologii, laryngologa, usg brzuszka, rtg klatki piersiowej po rezonans głowy. Lekarzy szukali nowotworu wszędzie, a my umieraliśmy ze strachu. Nowotwór był tylko w oczku. Ulga? Jak tutaj w ogóle mówić o uldze. Synek został zakwalifikowany do chemioterapii ogólnej, która miała zahamować wzrost guza i zapobiec przerzutom. W międzyczasie przeszliśmy konsultacje w Klinice Okulistyki i Onkologii Okulistycznej w Krakowie gdzie diagnoza z Katowic potwierdziła się – guz wewnątrz gałkowy o typowych cechach siatkówczaka w obrębie gałki ocznej lewej wraz z licznymi odpryskami w komorze ciała szklistego i na obwodowych częściach siatkówki. Z uwagi na to, że guz był niejednolitego kształtu i posiadał odpryski, zaproponowano nam zabieg brachyterapii, polegający na wszczepieniu płytki radioaktywnej do oka. Zabieg niósł za sobą wielkie ryzyko, ale nie mogliśmy czekać, bo guz był ogromny.

Po zabiegu oczko było mocno spuchnięte i obolałe, a do tego wymagało zakrapiania 3 razy dziennie. Gdy wypisano Kacperka do domu, zakrapiać musieliśmy my. Kacperek nie chciał, bolało go, płakał, a my płakaliśmy z nim, bo ile można patrzeć na cierpienie dziecka? Czekaliśmy niecierpliwie na dobre wieści. Każde kolejne USG, to nadzieja na to, że guz zacznie się obkurczać, że zniknie, że w końcu wygramy. Niestety zmiany nie następowały. Kolejne badania wykazywały, że guz zatrzymał się w miejscu. Do Krakowa jechaliśmy pełni nadziei. Marzyliśmy o tym, by stał się cud, by lekarze powiedzieli, że guza nie ma, że możemy zabrać Kacperka do domu i zapomnieć o tym piekle. Stało się zupełnie na odwrót. Gdy zbadano naszego synka, wybudzono go po badaniu, lekarze wezwali nas do siebie. Szliśmy na drżących nogach, bez oddechu bo gra toczyła się o najwyższą stawkę. To starcie przegraliśmy.

Lekarze zasugerowali usunięcie gałki ocznej. Co prawda guz się obkurczył do 2-3 mm i był nieaktywny, ale w ciele szklistym nadal znajdowały się aktywne odpryski, które nie były w zasięgu promieniowania. Mogą one w każdej chwili dostać się do siatkówki i tworzyć nowe guzy. Nasz synek żyje z tykającą bombą zegarową w oku.

Na wieść o usunięciu oka zrobiło mi się słabo. Tyle godzin na oddziałach, 6 cykli silnej chemii, malutkie rączki pokłute od wenflonów, totalnie wyniszczony organizm i żadnego oddechu, żadnej perspektywy na to, że będzie dobrze. Mąż zachował zimną krew i stanowczo stwierdził, że będziemy szukali ratunku dalej, do skutku. Nie możemy pozwolić sobie na błąd. Chemia dotętnicza nie ma szans dotrzeć do odprysków guza w ciele szklistym. Kacperek musi żyć, dlatego walka o jego zdrowie, oko i życie zaczęła się od nowa. Decyzja była tylko jedna.

Walka o najwyższą stawkę musi odbyć się pod opieką najlepszych specjalistów na świecie. Jedyna szansa na Kacperka czeka w Stanach Zjednoczonych u dr. Abramsona w Nowym Jorku. Onkologiczny koszmar w naszym życiu rozpoczął się na nowo. Kaperek ma jednak szansę, której nasza Oleńka nie miała. Błagamy Was, pomóżcie nam uratować naszego synka. Nie pozwólcie, żeby rak odebrał nam Kacperka. Nie mamy czasu,  a nowotwór w każdej chwili może zagrozić życiu naszego dziecka które tak bardzo kochamy.

Poomoc.pl i Dobryklik.pl 

postanowiły wesprzeć zbiórkę kwotą 20 000zł

Wsparli

37,20 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowy Pomagacz

20 zł

aska

uda się, trzymam kciuki bardzo mocno
50 zł

Sebastian

Chciałbym wam jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
100 zł

monika

20 zł

Sylwia

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
Wsparło 535 osób
20 344,50 zł (101%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość