
Podczas karmienia piersią poczułam guzek... Dziś walczę z rakiem dla męża i naszych dwóch synków❗️ Proszę pomóż❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczwspiera już miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Jeszcze niedawno życie było prawie „jak z bajki". Kochający mąż, przyjście na świat naszego drugiego synka i dni toczące się swoim powolnym rytmem. Wydawało się, że tego rodzinnego szczęścia nic nie da rady zniszczyć. Jednak rok temu, podczas karmienia Piotrusia, poczułam na piersi guzek. Trzymałam moje maleństwo w ramionach i miałam wrażenie, jakbym spadała w otchłań…
Na początku ze wszystkich sił starałam się zachować spokój. W końcu to najpewniej związane z karmieniem piersią, prawda? Może pokarm, może opuchlizna… Jak najszybciej skonsultowałam się z lekarzem, który przeprowadził szereg badań. Ich wynik wywrócił cały mój poukładany świat do góry nogami. Rak piersi.
Szok. Rozpacz. Niedowierzanie. No bo jak to? Takie dramaty zawsze dzieją się przecież gdzieś daleko... Nie było jednak czasu, by nad czymkolwiek się zastanawiać, jak najszybciej trzeba było rozpocząć leczenie. Przecież mam kochającego męża, dwóch cudownych synków – mam dla kogo żyć!

Razem z mężem musieliśmy być silni dla synów – 8-letniego wówczas Frania i 2-letniego Piotrusia. Wiedzieliśmy, że dzieci widzą i rozumieją więcej, niż nam się wydaje, więc już na początku powiedzieliśmy im, że mama jest chora i będzie musiała przejść trudne leczenie. Żadne słowa nie są jednak w stanie przygotować dzieci na widok mamy, która traci dawną radość życia, traci siły, traci włosy… Widziałam jak Franio i Piotruś to wszystko przeżywają.
Zawsze starałam się być obecną i zaangażowaną mamą, jednak między wlewami musiałam zająć się przede wszystkim sobą. To ja potrzebowałam pomocy, zrozumienia i wsparcia. Mój mąż, Łukasz, przejął większość obowiązków w domu i tych, związanych z opieką nad dziećmi – a także nade mną.
Życie zaczęło kręcić się wokół codziennej walki – o wszystko. Walki o możliwość kolejnych wlewów. Walkę o odpowiednie wyniki. Wiedziałam, że nie ma innej drogi, jednak po każdym wlewie parę dni z życia było całkowicie „wyjętych”. Gdy tylko zaczynałam czuć się choć trochę lepiej – przychodził czas na następny wlew. Do tej pory przeszłam 12 cykli tzw. chemii białej, 4 cykle chemii tzw. czerwonej oraz dwie operacje.

Przede mną najpewniej chemioterapia w tabletkach, radioterapia, kontynuacja pooperacyjnej immunoterapii, jak również rehabilitacja ręki. Choć moje leczenie jeszcze się nie zakończyło, ale aby mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy potrzebne będą dodatkowe konsultacje specjalistyczne, leki i suplementy, badania i fizjoterapia. Nie działam sama, bo obok najsilniejszej chemioterapii realizuję indywidualny program onkologiczny oparty na diecie i wsparciu psychoterapeutycznym.
Strach przed rozwojem choroby jest ogromny. Jednak za każdym razem, gdy patrzę na męża i synów to czuję, że jeszcze większa jest nadzieja na to, że nowotwór uda się wyleczyć – raz na zawsze. Że przed nami jeszcze wiele wspólnych, pięknych chwil. Że będę obecna przy wszystkich najważniejszych momentach w ich życiu, by ich wspierać.
Każdego dnia walczę nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o to, by być dla moich chłopaków mamą – obecną, zdrową i pełną życia. Daję swoje 100% - dla siebie, dla męża i moich synów. Niestety, koszty leczenia i rehabilitacji są bardzo wysokie. Dlatego proszę, pomóżcie mi wyzdrowieć!
Edyta
- Wpłata w ramach Stałej PomocyWpłata anonimowa5 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Izabela50 zł
Masz dla kogo żyć, nie poddawaj się !!!
- Wojskowy20 zł
- Wpłata anonimowa200 zł
❤️
- Pozdrawiam Beata100 zł
Dużo zdrowia dla Pani💙