Grzegorz Żurek - zdjęcie główne

Wyrwał się ze szponów śmierci, teraz walczy o sprawność! Nasz tata potrzebuje pomocy!

Cel zbiórki: Półroczna rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Grzegorz Żurek, 48 lat
Biały Kościół, małopolskie
Nowotwór złośliwy odbytnicy, niewydolność oddechowa, zator płucny, dysfagia
Rozpoczęcie: 17 sierpnia 2021
Zakończenie: 2 listopada 2021
55 153 zł(41,76%)
Wsparło 877 osób
Spoczywaj w pokoju

Cel zbiórki: Półroczna rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Grzegorz Żurek, 48 lat
Biały Kościół, małopolskie
Nowotwór złośliwy odbytnicy, niewydolność oddechowa, zator płucny, dysfagia
Rozpoczęcie: 17 sierpnia 2021
Zakończenie: 2 listopada 2021

Opis zbiórki

Dla taty jesteśmy w stanie poruszyć niebo i ziemię, by w końcu zakończyć pasmo jego udręk i niekończącego się smutku. Tata wszedł do szpitala na własnych nogach, a wyjechał z niego jako roślina. Zawsze był człowiekiem aktywnym, nieustannie uśmiechniętym, w ciągłej gotowości do pomagania innym. Teraz sam potrzebuje pomocy i prosimy o nią w jego imieniu… 

Tata trafił do szpitala 1 lipca z powodu niedrożności jelit. Zaburzenie zagrażało jego życiu. Lekarze podjęli natychmiastową decyzję o przeprowadzeniu operacji. Stan taty był ciężki, dlatego przez kolejne dni przebywał w śpiączce farmakologicznej. 

Ciągle wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze... Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy dalszych wieści od lekarzy. Niestety, kiedy w końcu przyszły, całkowicie różniły się od tych, które kreowaliśmy w naszych głowach. Okazało się, że tata ma ogromnego guza – nowotwór w bardzo zaawansowanym stadium, rozsiany po otrzewnej i z naciekami na miednicę!

Grzegorz Żurek

Nie było czasu do stracenia. Lekarze rozpoczęli walkę. Mimo wielu trudności i komplikacji, po długiej operacji, w końcu udało się usunąć zagrażający życiu guz. Niestety, razem z nim musiało zostać usunięte jelito grube, a na jelicie cienkim została założona stomia...

Tata po 4 dniach został wybudzony ze śpiączki. Mimo naszych obaw był całkowicie kontaktowy i sprawny! Byliśmy szczęśliwi. Powróciła nadzieja, a razem z nią nieopisana radość. I kiedy wydawało nam się, że teraz cierpienia naszej rodziny się skończą – dostaliśmy informację, że tata zaraził się groźną bakterią. Niezwłocznie został umieszczony w izolacji, gdzie przez kolejne dni nie mogliśmy się z nim zobaczyć... Byliśmy załamani, jednak gorliwie wierzyliśmy w dobre zakończenie tej historii. 

Grzegorz Żurek

Niestety przyszedł 9 lipca, a razem z nim kolejne druzgocące wiadomości: „Stan Pana Grzegorza znacznie się pogorszył”. Nasze nogi się ugięły... Dalsze informacje docierały do nas z wielkim opóźnieniem… Doszło do niedotlenienia mózgu oraz wykryto pooperacyjny zator płuc! Tata doznał rozległego udaru i nie był w stanie wybudzić się ze śpiączki... 

Lekarze przewidywali, że tata umrze w krótkim czasie. Delikatnie zasugerowali, że to dobry moment na ostatnie pożegnanie... Nikt się tego nie spodziewał. Nie chcieliśmy w to wierzyć. To nie był odpowiedni czas – tak wiele jeszcze mieliśmy w planach... Wspólne chwile spędzone z tatą odtworzyły się w naszych głowach niczym poklatkowy film. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, całego życia stanęły przed oczami... Byliśmy zrozpaczeni, jednak chyba w każdym z nas tlił się wątły płomień nadziei... To były najgorsze momenty naszego życia. 

Grzegorz Żurek

Nie wiedzieliśmy, kiedy stanie się najgorsze. Lekarze przeczuwali koniec w najbliższych godzinach. Jednak mijały godziny, za chwilę dni, a tata ciągle był z nami. To był cud! On zawsze kochał życie i czerpał z niego garściami. I właśnie wtedy, dawał nam kolejną cenną lekcję – determinacji i wytrwałości. 

Minęło kilka tygodni. Tata się nie poddał i uciekł z objęć śmierci. Obudził się i do dziś jest przytomny, jednak według specjalistów – niekontaktowy, w stanie wegetatywnym, ze spastycznym porażeniem czterokończynowym...

Grzegorz Żurek

W międzyczasie otrzymaliśmy wyniki badań histopatologicznych, w których okazało się, że wcześniejsza diagnoza lekarzy była mylna - tata nigdy nie miał nowotworu, a guz, który został mu wycięty, był zwykłym stanem zapalnym! Ciężko opisać słowami, co wtedy czuliśmy... 

Byliśmy pewni, że lekarze, określając tatę niekontaktowym – są po raz kolejny w wielkim błędzie! Nie było w nas zgody na ich słowa. Odwiedzaliśmy tatę codziennie i każdego dnia widzieliśmy jego próby skontaktowania się z nami. Wiemy, że tata nas słyszy i rozumie, jednak jego stan nie pozwala dać nam odpowiedzi.

Grzegorz Żurek

Po krótkim czasie od wybudzenia się taty lekarze przekazali nam informację, że nie są już w stanie nic więcej zrobić. Poczuliśmy się bezradni i zdezorientowani. Nie wiedzieliśmy, co dalej mamy robić... Szpital zaproponował zabranie taty do domu lub umieszczenie go w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, w którym nie ma perspektyw na poprawę jego stanu!

Chcąc walczyć o życie ukochanego ojca, zdecydowaliśmy się umieścić go w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym, gdzie zajmą się nim odpowiedni specjaliści. Nieustannie wierzymy, że tata szybko do nas wróci. Już wielokrotnie pokazał, jak bardzo chce żyć... 

Niestety koszty turnusu w takim ośrodku są ogromne i znaczenie przekraczają nasz domowy budżet. Skoro tata nie ma możliwości zawalczenia o swoje zdrowie – musimy to zrobić za niego! Nie możemy latami bezczynnie patrzeć, jak jest więziony we własnym ciele... Zrobimy dla niego wszystko, dlatego błagamy o pomoc... 

Rodzina 

Wpłaty

Sortuj według