
Wznowa - świat się zawalił❗️Jestem Iwona, jestem mamą i bardzo chcę żyć!
Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie wznowy nowotworu w Barcelonie
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
31 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Kasiawspiera już miesiąc
- Anonimowy Pomagaczwspiera już miesiąc
- Halinawspiera już miesiąc
Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie wznowy nowotworu w Barcelonie
Aktualizacje
Tak zmienia RAK... Choroba nie odpuszcza❗️Błagam Cię o pomoc, by wygrać tę walkę o życie!
Kochani Darczyńcy, zwracam się do Was z głębi serca, bo tylko dzięki Waszej pomocy wciąż tu jestem i mam szansę walczyć... Ostatnie badania przyniosły mały cień nadziei - niektóre zmiany są mniej aktywne, ale nowotwór nie daje za wygraną. Niestety choroba wciąż jest aktywna, agresywna i nie odpuszcza.
Przede mną kolejny, niezwykle trudny etap: następne cykle chemioterapii, immunoterapia, radioterapia i prawdopodobnie operacja. Każda kolejna chemia dosłownie sprowadza mnie do ziemi i doszczętnie wykańcza. Po pierwszym cyklu byłam tak bezsilna, że przez dwa tygodnie mogłam tylko leżeć w łóżku. Przez to ciągłe unieruchomienie w szpitalu na moich plecach pojawiły się bolesne odleżyny...
Tak jak dotychczas, w trakcie cykli i tydzień po nich moje nogi całkowicie odmawiają posłuszeństwa – jestem wtedy zmuszona korzystać z wózka inwalidzkiego. Moje ciało drastycznie słabnie, bardzo schudłam, a moje mięśnie zanikają i tracę masę mięśniową, z czego potrzebna jest bardzo intensywna rehabilitacja.
Gdy po ciężkich cyklach w końcu przychodzą momenty, że dochodzę do siebie, staram się z całych sił robić postępy i chodzić coraz więcej. Niestety nogi jednak odmawiają posłuszeństwa i stawiają ogromny opór...

Organizm jest tak wycieńczony, że w trakcie chemii nie jestem w stanie nic jeść ani pić. Moja waga drastycznie spadła i wynosi obecnie zaledwie 43 kilogramy. Dłuższy czas byłam ratowana dokarmianiem przez sondę, ale przez ciężki stan zapalny i drastyczny spadek odporności lekarze musieli ją natychmiast usunąć, bo zagrażała mojemu życiu.
Gdy patrzę w lustro, widzę jak kruche stało się moje życie. Nowotwór zabiera mi siły, wagę i możliwość normalnego funkcjonowania, ale nie potrafi odebrać mi jednego – ogromnego pragnienia, by po prostu żyć. Nie mogę i nie chcę zmarnować szansy, którą daje mi leczenie.
Jestem z całego serca wdzięczna każdemu z Was z osobna za to, że jesteście częścią mojej drogi. Bez Waszego wsparcia ta droga już dawno by się skończyła. Za każdą wpłatę, gest i obecność dziękuję Wam z całego mojego serca.
Choć moje ciało słabnie, moja wola walki jest niezłomna. Jednak koszty leczenia są ogromne, a bez Waszych otwartych serc po prostu nie dam rady. Jesteście moją jedyną szansą na ratunek. Błagam Was, nie zostawiajcie mnie... Nie teraz.
Iwona
Opis zbiórki
Mam na imię Iwona, mam 36 lat i właśnie usłyszałam słowa, które odbierają człowiekowi grunt pod nogami. Wznowa. Trzy nowe ogniska. Jedno w wątrobie, dwa na jajnikach. Jeszcze chwilę temu próbowałam uwierzyć, że najgorsze już za mną, że może w końcu będę mogła normalnie żyć i patrzeć spokojnie w przyszłość. Że ten ból brzucha nie zwiastuje najgorszego... Niestety. Dziś znowu stoję do kolejnej walki o własne życie i proszę o pomoc, bo nie mam innego wyjścia!
Najbardziej boli mnie myśl, że mój syn Kacper właśnie zdaje maturę. Zamiast spokojnie myśleć o swojej przyszłości, patrzy na mamę, która po raz kolejny walczy, by po prostu zostać obok niego. Syn stracił tatę, gdy miał zaledwie kilka lat… Nie wyobrażam sobie, że i mnie miałoby zabraknąć w jego życiu.
Mimo że jestem dość młodą osobą, to w życiu wycierpiałam już naprawdę dużo. Od 2017 roku zmagam się z endometriozą. Jest to straszna choroba powodująca bóle nie do wytrzymania. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Nagle pojawiła się nadzieja na normalne życie. Poddałam się operacji, dzięki czemu zaczęłam żyć na nowo - bez bólu!

Odzyskałam sens życia. Znowu byłam szczęśliwa i spełniona. Nie trwało to długo… W 2020 roku poczułam, że znowu dzieje się coś niedobrego. Bolało mnie całe ciało, niestety trwała pandemia i odsyłano mnie od lekarza do lekarza. Dwa lata walczyłam o diagnozę, która okazała się tragiczna!
Usłyszałam wyrok – guz prawego nadnercza, 16-centymetrowy. Świat się awalił, ale mimo wszystko postanowiłam walczyć. 11 lipca 2022 roku poddałam się operacji usunięcia guza, węzłów chłonnych oraz prawego nadnercza. Wierzyłam, że będzie już tylko lepiej. Jednak badania histopatologiczne kolejny raz nie były dla mnie łaskawe.
Zdiagnozowano przerzuty na węzły chłonne. Usłyszałam dodatkowe, bardzo gorzkie słowa: “Niestety, ma Pani ogromnego pecha. To rak dziecięcy, neuroblastoma…” Tak, neuroblastoma to nowotwór, który atakuje głównie malutkie dzieci. Jest bardzo złośliwy i agresywny, cechuje się dużą śmiertelnością i skłonnością do nawrotów. Nikt nie wie, dlaczego za ofiarę tym razem wybrał mnie - 36-letnią kobietę...
Przez to, że jako dorosła osoba choruje na nowotwór typowy dla wieku dziecięcego, jestem bardzo trudnym przypadkiem... W poszukiwaniu ratunku wyjechałam do Barcelony, gdzie leczy się najtrudniejsze przypadki pacjentów z neuroblastomą. Pacjentów takich jak ja.

Leczenie było bardzo ciężkie. Byłam na skraju życia i śmierci... Zniszczona fizycznie i psychicznie. Ważyłam 40 kg przy wzroście 172 cm. Ledwo stałam. Nie mogłam jeść, całymi dniami wymiotowałam, bolało mnie całe ciało... Morfina nie pomagała, wyłączała mnie tylko na chwilę ze świadomości... ale i tak z opowieści bliskich słyszałam, że mówiłam wtedy o własnym pogrzebie. Widzę ten ból w oczach syna i mamy, to dla nich walczyłam i wiedziałam, że nie mogę się poddać...
Myśl, że znowu mnie to czeka, jest przerażająca... Lekarze nie zostawili złudzeń - przede mną osiem cykli chemioimmunoterapii. Osiem kolejnych etapów bólu, strachu, wyniszczającego leczenia i niepewności, czy organizm da radę. Ale nie mam wyjścia. Nie mogę się poddać, bo poddanie to po prostu czekanie na śmierć. Jestem twarda. Będę walczyć do ostatniego oddechu i ostatniej kropli w żyłach.
Nie jest łatwo prosić o pomoc. Każde takie słowo kosztuje mnie bardzo dużo. Niestety leczenie jest bardzo kosztowne, bo dawki dobierane są w zalezności od wagi. Człowiek chciałby być silny, samodzielny, nie obciążać nikogo własnym cierpieniem. Ale choroba odbiera nie tylko zdrowie - odbiera też poczucie bezpieczeństwa i siły. Dziś muszę przełknąć strach i wstyd, bo wiem, że sama nie dam rady przejść przez tę walkę.
Błagam o pomoc, bo bardzo chcę żyć. Dla siebie. Dla mojego syna. Dla wszystkich chwil, których jeszcze nie zdążyliśmy razem przeżyć.
Iwona

➤ Zbiórkę Iwony można także wspierać poprzez LICYTACJE (otwiera nową kartę)
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa35 zł
- Maria20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Jola Elżbieta20 zł