Superbohater Jaś ponownie potrzebuje pomocy!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 318 osób
169 341,22 zł (110,57%)
Zbiórka na cel
terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku - 8 podań i koszty przelotu

Jaś Bisztyga , 23 miesiące

Banino , pomorskie

Zamartwica urodzeniowa, encefalopatia niedotlenieniowo - niedokrwienna, padaczka

Rozpoczęcie: 8 Maja 2019
Zakończenie: 6 Sierpnia 2019

Zobacz wszystkie zbiórki

25 Lipca 2019, 14:51
Udało się!

Kochani, bardzo dziękujemy za wszystkie wpłaty, dobre słowa i wsparcie. Jesteście niesamowici. Dzięki Wam możemy pomoc Jasiowi w walce o zdrowie i samodzielne życie. Wierzymy, że kolejny przeszczep przyniesie równie wiele dobrego jak pierwszy. Przed nami długa i ciężka praca ale z takim wsparciem nawet najbardziej strome wzgórze pokonamy z podniesioną głową. Dziękujemy Wam za wspólną walkę o życie naszego Synka, naszego cudu życia, którego siła i determinacja do życia jest większa niż nie jedna góra. Obiecujemy, że nigdy się nie poddamy a szanse, którą dostajemy będziemy wykorzystywać na 150% każdego dnia. 

Jaś Bisztyga

Ostatnio kupiliśmy tymbarki, które kupujemy w ważnych chwilach i jak zwykle powiedziały coś dobrego. Przed pierwszą kwalifikacją w zeszłym roku, kiedy mieliśmy wątpliwości czy tam lecieć, pod kapslem był napis „poleć ze mną!”. Zdecydowaliśmy się bez wahania. Wczoraj Filip pomyślał o Jasiu i miał wpis „jesteś cudem!”, ja pomyślałam o wyjeździe do Bangkoku i miałam pod kapslem „nie jesteś sam”. Tak Jaś jest cudem - przeżył 23 minuty reanimacji, a lekarze nie dawali 1%, że przeżyje i wiemy, że nie jesteśmy sami, dlatego nigdy nie tracimy wiary i nadziei, że Jaś będzie zdrowy i razem pokonamy wszystkie przeciwności.

 
Lecimy do Bangkoku - 28.09-25.10 ❤️ Dzięki Wam! Dziękujemy z całego serca Zbiórka będzie jeszcze otwarta przez kilka dni, gdyż sporo osób chce jeszcze wesprzeć Jasia w codziennej walce o zdrowie. Środki zebrane powyżej 100% przeznaczymy na rehabilitację syna po powrocie. 

Kasia, Filip i Jasio 

Na zdjęciu wyżej widzicie dwóch najbliższych mojemu sercu mężczyzn. Ten młodszy chciałby kiedyś być tak duży i silny, jak ten większy. Niestety będzie to bardzo trudne... Nasz syn Jaś urodził się właściwie martwy. Lekarze spisali go na straty. Nie dawali maleństwu żadnych szans i kazali nam się z nim pożegnać. On jednak, za bardzo chciał żyć i się nie poddał. Wrócił i niedawno skończył półtora roczku, a my każdego dnia walczymy o jego zdrowie i sprawność. Fatalne skutki porodu zostaną z nim już jednak na zawsze, a oprócz intensywnej rehabilitacji jedyną szansą na poprawę i lepszą przyszłość jest terapia komórkami macierzystymi. Już raz dzięki wsparciu wielu wspaniałych ludzi udało nam się wyjechać do Bangkoku i terapia przyniosła rewelacyjne efekty. Musimy tam polecieć raz jeszcze! Oto historia naszego synka:

Jaś Bisztyga

Ciąża przebiegała bez komplikacji. Nie było żadnych ostrzeżeń ani przesłanek, że coś może pójść nie tak. Niedawno minęło 1,5 roku od tamtych wydarzeń, ale moje przerażenie jest tak samo świeże i bolesne, jakby wydarzyło się wczoraj. Podczas akcji porodowej pojawiły się komplikacje, podjęto decyzję o cesarce. Za późno. Nagle obudziłam się na patologii ciąży i zupełnie nie wiedziałam co się stało. Z radością zadzwoniłam do mamy i przyjaciółki, nie mając świadomości, że coś poszło nie tak.

Dzień, który miał stać się najpiękniejszym w życiu, przerodził się w koszmar, którego nie byliśmy sobie nawet w stanie wyobrazić. Maleństwo rosło we mnie przez 9 miesięcy, planowałam gdzie będę z nim chodzić na spacery, a nagle początek jego samodzielnego życia miał okazać się szybkim końcem. Jaś urodził się w głębokiej zamartwicy, reanimowali go przez 23 minuty. Powróciło tętno, ale przez kolejne 10 dni oddychać za niego musiała maszyna - respirator. Leżał tam samotny pod plątaniną przewodów, a ja tak bardzo chciałam go przytulić. Nie mogłam jeść, spać, myśleć. Wiedziałam, że muszę dla niego być twarda.

Jaś Bisztyga

Lekarze nie musieli nic mówić, wystarczał pusty wzrok i gest bezradnie rozkładanych rąk. Kazali się z nim pożegnać. Po kilku dniach jednak pojawiły się pojedyncze samodzielne oddechy i zostaliśmy postawieni przed dramatycznym wyborem. Mieliśmy zgodzić się na odłączenie Jasia od respiratora bez możliwości ewentualnej reanimacji. Na szczęście syn podjął decyzję za nas i po prostu zaczął oddychać własnymi siłami. Kamień, który wtedy spadł nam z serca, słychać było w całej okolicy.

Kolejne tygodnie spędziliśmy w hospicjum. Jasiu jest na świecie już 1,5 roku, a przez ten czas przeszedł już kilka zapaleń płuc i oskrzeli, dopadła go też padaczka ze 150 atakami dziennie. Ma dużą spastyczność i wzmożone napięcie, a każdą wolną chwilę poświęcamy na rehabilitację.

Jaś Bisztyga

Dzisiaj przez lekarzy jest opisywany jako cud. Po 7 miesiącach zaczął samodzielnie połykać, po 10 zjadł pierwszą zupkę. Po 11 miesiącach po raz pierwszy się uśmiechnął, a w naszym życiu pojawił się promyk nadziei. Niedotlenienie okołoporodowe, niczym tsunami, wyrządziło niewyobrażalne szkody w mózgu Jasia, jednak widzimy, że jego skutki można jeszcze złagodzić. Pomóc nam w tym może jedynie terapia komórkami macierzystymi.

Dzięki wsparciu wielu wspaniałych osób polecieliśmy w styczniu na miesiąc do Bangkoku. Tamtejsi lekarze, mając ogromne doświadczenie, wspaniale opiekowali się Jasiem. Syn otrzymał 300 mln komórek w 6 podaniach w ciągu 25 dni i miał zapewnioną przez ten czas opiekę również rehabilitantów w formie  rehabilitacji ruchowej, rehabilitacji buzi i ręki, elektrostymulacji mózgu, aquaterapii, komory hiperbarycznej i akupunktury.

Jaś Bisztyga

Minęły już prawie 4 miesiące. Jaś ma lepszą koordynację ruchową, bez problemu obraca głowę. Odpuściło znacznie napięcie mięśni, co ułatwia układanie go w pozycji siedzącej. Poprawiła się stabilizacja mięśni brzucha, a Jasiu lepiej się pionizuje. Otworzył rączki, które wcześniej były zaciśnięte. Poprawia się akomodacja wzroku, lepsze skupienie. Jest lepiej, dużo lepiej. Jasiu był najmłodszym pacjentem z Polski i drugim na świecie. Ten karkołomny wyjazd był wart swojej ceny i ogromnej logistyki, jaka się z nim wiązała. Dlatego musimy dla Jasia spróbować raz jeszcze i prosić Was raz jeszcze o pomoc.

Nie poddamy się! Wierzymy, że razem z Wami nam się uda, a Jaś już niedługo sam będzie mógł Wam podziękować i przybić świadomie piątkę. On będzie miał trudno w życiu, wiemy o tym doskonale. Chcemy jednak zrobić wszystko, aby mógł żyć normalnie, bez przeszkód ciesząc się życiem jak jego rówieśnicy.

Kasia - mama

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 318 osób
169 341,22 zł (110,57%)