Zbiórka zakończona
Jarek Kociaba - zdjęcie główne

Leczenie ostatniej szansy w walce z glejakiem❗️Pomóż Jarkowi❗️

Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne – immunoterapia w Niemczech

Organizator zbiórki:
Jarek Kociaba, 45 lat
Wola Zabierzowska, małopolskie
Nowotwór złośliwy mózgu
Rozpoczęcie: 18 stycznia 2024
Zakończenie: 6 marca 2025
591 648 zł(100,21%)
Wsparło 6695 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0451070 Jarosław

Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne – immunoterapia w Niemczech

Organizator zbiórki:
Jarek Kociaba, 45 lat
Wola Zabierzowska, małopolskie
Nowotwór złośliwy mózgu
Rozpoczęcie: 18 stycznia 2024
Zakończenie: 6 marca 2025

Rezultat zbiórki

Kochani! Nie ma słów, które mogłyby wyrazić moją wdzięczność! Dzięki Wam udało się zgromadzić środki potrzebne na moje leczenie!

Już na zawsze będziecie w moim sercu... Gdyby nie Wy, nie wiem, jak wyglądałoby teraz moje życie...

Niestety ta walka jeszcze się nie kończy! Nadal możecie mnie wspierać, przekazując wpłaty na kolejny etap zbiórki. Bardzo dziękuję!

Jarek

Aktualizacje

  • PILNE: Brakuje środków na dalsze leczenie❗️

    Kochani, jest mi bardzo trudno ponownie prosić Was o pomoc, ale nie mam innego wyboru... Dziś powinienem stawić się na kolejną wizytę w klinice w Niemczech, ale brakuje mi środków, by opłacić dalsze leczenie❗️

    Spacer z psem, jazda na rowerze, samodzielne zakupy... Dla Ciebie to pewnie normalne, codzienne sprawy. Dla mnie? Tylko wspomnienie...

    Tak bardzo chciałbym odzyskać to wszystko, co brutalnie i bez żadnego ostrzeżenia odebrała mi choroba... Czy to będzie jeszcze możliwe? Zaczynam wątpić...

    Jedyną moją nadzieją jesteś Ty. Osoba, której nie znam, ale osoba, która bezinteresownie otworzyła dla mnie swoje serce. Dziś chcę Ci bardzo podziękować, bo dzięki Twojej pomocy wciąż tu jestem. Proszę, jeśli tylko możesz, pomóż mi raz jeszcze. Boję się, że mój czas się kończy... Że nowotwór wygrywa...

    Jarek

  • PILNE: Leczenie nie może zostać przerwane, a mi brakuje środków, by je opłacić!

    Walka z chorobą to najgorsze, z czym przyszło mi się kiedykolwiek zmierzyć... Możecie sobie tylko wyobrazić, jak straszne jest musieć prosić o pieniądze na leczenie, które jako jedyne może mnie uratować! Sam zwyczajnie nie daje sobie z tym rady...

    Mam dopiero 44 lata, mnóstwo planów, marzeń, wizji na swoją przyszłość. Niestety, zamiast cieszyć się czasem z moją żoną, z najbliższymi, zamiast korzystać z życia – muszę walczyć, by ono w ogóle mogło trwać! To prawdziwy koszmar...

    Jarosław Kociaba

    Nie stać mnie, by opłacić kosztowne leczenie w Niemczech, które jako jedyne daje mi szansę na wyzdrowienie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spokojnie spałem, kiedy mogłem wypić kawę, nie myśląc o tym, w jaki sposób zorganizuję środki na opłacenie leczenia. Moja codzienność to prawdziwy koszmar!

    Jest mi bardzo trudno to pisać, ale zdążyłem już pogodzić się z myślą, że moje życie zależne jest od innych ludzi. Jeśli mi nie pomożecie, ja po prostu nie będę miał szansy, by żyć.

    Nie chcę przytłaczać i smucić Was swoją tragedią. Nie chciałbym też, żeby ktokolwiek z Was, kiedykolwiek musiał ubrać moje buty i przejść przez to piekło. Dlatego bardzo proszę, pomóż mi zwyciężyć. Pomóż mi wygrać walkę o życie...

    Jarek

  • Mój mąż walczy z okrutnym nowotworem, a ja sama nie zdołam mu pomóc!

    Jarek jest już po kolejnej wizycie w klinice. Leczenie na szczęście idzie cały czas w dobrym kierunku, co oznacza, że NIE MOŻEMY go przerwać! Jeśli tak się stanie, guz zacznie odrastać...

    Bardzo się martwię o pieniądze na kolejne wizyty. Niestety Jarek nadal musi jeździć do Niemiec co miesiąc, a każda wizyta w klinice to koszt około 40 000 złotych! Do tego dochodzą również koszty dojazdu, noclegu...

    Jest bardzo ciężko. Jeśli z braku pieniędzy będziemy zmuszeni przerwać leczenie, choroba przybierze na sile, guz urośnie, a mojego męża czeka najgorszy scenariusz...

    Bardzo Was proszę o dalszą pomoc. To nie może się tak skończyć, nie teraz, nie tak szybko...

    Dziękuję za wszystko.

    Żona Jarka - Agnieszka

Opis zbiórki

Myśl o tym, że mógłbym zostawić moją żonę Agnieszkę i mojego psa Gaję – zupełnie samych, paraliżuje mnie każdego dnia. Mam glejaka – złośliwego guza mózgu. W Polsce już żadnych nadziei na wyleczenie… Moją nadzieją jest immunoterapia w Niemczech. Oczywiście nie obejmuje jej refundacja, a ja nie mam takich środków, by zapłacić za ostatnią szansę na moje życie… 

Dlatego dziś jestem tu i bardzo proszę o pomoc – nawet najdrobniejszą. Terapia mogłaby się rozpocząć nawet jutro, jeśli tylko udałoby mi się zebrać środki. Niestety, mój czas się kurczy… 

Lato 2023 – wtedy wszystko się zaczęło. Najpierw od delikatnych drgawek w okolicach klatki piersiowej, drżała mi też ręka i głowa. Lekarz znalazł niski poziom witaminy B12 i przepisał mi ją. W międzyczasie pojechałem – po upewnieniu się, że mi to nie zaszkodzi – na wakacje z żoną. Nie sądziłem, że być może to moje ostatnie wakacje w życiu…

Niestety, choć poziom witaminy się unormował, objawy były coraz bardziej dokuczliwe. Dostałem skierowanie do szpitala. Tam po standardowych badaniach usłyszałem dramatyczną diagnozę – jest duży guz w mojej głowie! 

Zgodziłem się na operację, choć lekarz przedstawił mi ryzyko. Wysokie… 27 lipca 2023 roku guz został usunięty. Okazało się, że to złośliwy glejak… On bardzo często wraca, niestety – chce odebrać życie… Zacząłem chemio– i radioterapię.

Jarosław Kociaba

Operacja na mózgu zostawiła po sobie skutki uboczne. Do dzisiaj walczę z niedowładem lewej nogi. Nie mogę już nawet iść z Gają do lasu na spacer… Ale to jest nic w porównaniu z walką z glejakiem. 

Na początku stycznia miałem kontrolny rezonans. Nie spodziewałem się, że guz tak szybko wróci. Miałem nadzieję, że da mi więcej czasu… 

Miałem dwie konsultacje w dwóch szpitalach. W jednym zalecają mi ponowną operację usunięcia guza, w drugim – odradzają. Tam lekarz stwierdził, że ona niewiele pomoże, a dodatkowo skończę albo na wózku inwalidzkim, albo przykuty do łóżka. Już do końca życia, które z glejakiem nie będzie długie… 

Szukając innego sposobu walki o życie, który zminimalizuje ryzyko zostania “rośliną”, żona znalazła klinikę w Niemczech, w której specjalizują się w leczeniu guzów mózgu, w tym glejaków. Zaproponowano mi immunoterapię. Leczenie to daje duże szanse na przynajmniej zatrzymanie postępów choroby, a może nawet na cofnięcie się jej!

W glejaku trudno mówić o całkowitym wyleczeniu. My – chorzy – walczymy o czas, o jak najlepszą jakość życia. O to, by trwało jak najdłużej…

Chciałbym spędzić jeszcze wiele wspólnych chwil z żoną, z moimi bliskimi. Jeszcze zabrać Gaję na spacer… Ta szansa kosztuje ok. 400 000 zł. Choć cały czas biorę sterydy, a mój stan pozwala mi jeszcze pracować, sam nie jestem w stanie zgromadzić takiej kwoty. Całe życie moje i mojej żony wraz z diagnozą zmieniło się o 180 stopni. Nie myślimy i nie mówimy o niczym innych. Wszystko jest ukierunkowane na jeden cel – bym mógł żyć.

Dlatego dziś bardzo Cię proszę o pomoc. Za każde, nawet najdrobniejsze wsparcie, z całego serca dziękuję.

Jarek

Jarosław Kociaba

Synowie żony Pana Jarosława wyruszyli w podróż rowerową z Polski do Chorwacji. Akcja ma na celu zebranie środków na niezbędne leczenie! ⬇️

Jedziemy na rowerze z Polski do Chorwacji w celu zebrania pieniędzy na zbiórkę Jarka❗️ (otwiera nową kartę)

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Jarek Kociaba dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj