Zbiórka zakończona
Jan Bisztyga - zdjęcie główne

Superbohater Jaś ma ogromną wolę życia! Pomóżmy mu!

Cel zbiórki: Przeszczep komórek macierzystych w Bangkoku - 6 podań

Jan Bisztyga, 8 lat
Banino, pomorskie
Zamartwica urodzeniowa, opóźnienie rozwoju pyschoruchowego, objawy piramidowe czterokończynowe, padaczka, niewydolność oddechowa i krążeniowa, wrodzone zapalenie płuc
Rozpoczęcie: 6 września 2018
Zakończenie: 25 listopada 2018
126 745 zł(100,8%)
Wsparło 2017 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0081315 Jan

Cel zbiórki: Przeszczep komórek macierzystych w Bangkoku - 6 podań

Jan Bisztyga, 8 lat
Banino, pomorskie
Zamartwica urodzeniowa, opóźnienie rozwoju pyschoruchowego, objawy piramidowe czterokończynowe, padaczka, niewydolność oddechowa i krążeniowa, wrodzone zapalenie płuc
Rozpoczęcie: 6 września 2018
Zakończenie: 25 listopada 2018

Rezultat zbiórki

Kochani,

minęły już ponad 3 miesiące po przeszczepach komórek macierzystych w Bangkoku. Jaś ma lepszą koordynację ruchową, bez problemu obraca głowę. Odpuściło znacznie napięcie mięśni, co ułatwia układanie go w pozycji siedzącej. Ma lepszą stabilizację mięśni brzucha oraz lepiej się pionizuje. Otworzył rączki, które wcześniej były zaciśnięte. Poprawia się akomodacja wzroku, lepsze skupienie. Zdecydowanie łatwiej przenosi wzrok, reaguje na dźwięki, światła. Pokazuje więcej emocji — zdenerwowanie, zadowolenie, znudzenie. Potrafi zaśmiać się w głos i krzyknąć, gdy jest niezadowolony. Wydaje z siebie więcej dźwięków, reaguje na to, co się do niego mówi i na tonacje głosu.

Jasiu w chodziku rehabilitacyjnym stawia sam pierwsze kroczki. Zaczął jeść pełne porcje do buzi — wcześniej karmiony był tylko przez sondę. Dalej mamy problem z połykaniem płynów, więc przyjmuje je do sondy, jednak zblendowane porcje zajada przez buzie. Krtań jest mniej wiotka, dalej nie potrafi kaszleć, jednak nauczył się odkrztuszać, co mamy nadzieje zmniejszy infekcje dróg oddechowych. Jaś czuje się dobrze, jednak dalej walczy z napięciem mięśniowym i spastyką.

Przed nami jeszcze długa droga leczenia i rehabilitacji, ale postępy, które pojawiły się dzięki terapii w Bangkoku są niesamowite. Nie byłoby to możliwe bez Waszego wsparcia. Raz jeszcze dziękujemy!

Rodzice

Opis zbiórki

Jaś urodził się właściwie martwy. Lekarze spisali go na straty. Nie dawali synowi żadnych szans i kazali nam się z nim pożegnać. On jednak, za bardzo chciał żyć i się nie poddał. Wrócił i 14 września skończy roczek, a my każdego dnia walczymy o jego zdrowie i sprawność. Fatalne skutki porodu zostaną z nim już jednak na zawsze, a oprócz intensywnej rehabilitacji jedyną szansą na poprawę i lepszą przyszłość jest terapia komórkami macierzystymi. Niestety nie stać nas na nią...

Jan Bisztyga

Ciąża przebiegała bez komplikacji. Nie było żadnych ostrzeżeń ani przesłanek, że coś może pójść nie tak. Właśnie mija rok od tamtych wydarzeń, ale moje przerażenie jest tak samo świeże i bolesne, jakby wydarzyło się wczoraj. Podczas akcji porodowej pojawiły się komplikacje, podjęto decyzję o cesarce. Za późno. Nagle obudziłam się na patologii ciąży i zupełnie nie wiedziałam co się stało. Z radością zadzwoniłam do mamy i przyjaciółki, nie mając świadomości, że coś poszło nie tak.

Dzień, który miał stać się najpiękniejszym w życiu, przerodził się w koszmar, którego nie byliśmy sobie nawet w stanie wyobrazić. Maleństwo rosło we mnie przez 9 miesięcy, planowałam gdzie będę z nim chodzić na spacery, a nagle początek jego samodzielnego życia miał okazać się szybkim końcem. Jaś urodził się w głębokiej zamartwicy, reanimowali go przez 23 minuty. Powróciło tętno, ale przez kolejne 10 dni oddychać za niego musiała maszyna - respirator. Leżał tam samotny pod plątaniną przewodów, a ja tak bardzo chciałam go przytulić. Nie mogłam jeść, spać, myśleć. Wiedziałam, że muszę dla niego być twarda.

Jan Bisztyga

Lekarze nie musieli nic mówić, wystarczał pusty wzrok i gest bezradnie rozkładanych rąk. Kazali się z nim pożegnać. Po kilku dniach jednak pojawiły się pojedyncze samodzielne oddechy i zostaliśmy postawieni przed dramatycznym wyborem. Mieliśmy zgodzić się na odłączenie Jasia od respiratora bez możliwości ewentualnej reanimacji. Na szczęście syn podjął decyzję za nas i po prostu zaczął oddychać własnymi siłami. Kamień, który wtedy spadł nam z serca, słychać było w całej okolicy.

Kolejne tygodnie spędziliśmy w hospicjum, a od powrotu do domu jesteśmy pod opieką hospicjum domowego. Jasiu jest na świecie rok, a przez ten czas przeszedł już kilka zapaleń płuc i oskrzeli, dopadła go też padaczka ze 150 atakami dziennie. Ma dużą spastyczność i wzmożone napięcie, a każdą wolną chwilę poświęcamy na rehabilitację.

Dzisiaj przez lekarzy jest opisywany jako cud. Po 7 miesiącach zaczął samodzielnie połykać, po 10 zjadł pierwszą zupkę. Po 11 miesiącach po raz pierwszy się uśmiechnął, a w naszym życiu pojawił się promyk nadziei. Niedotlenienie okołoporodowe, niczym tsunami, wyrządziło niewyobrażalne szkody w mózgu Jasia, jednak widzimy, że jego skutki można jeszcze złagodzić. Pomóc nam w tym może jedynie terapia komórkami macierzystymi.

Jan Bisztyga

Dla dzieci z uszkodzeniem mózgu, oprócz intensywnej rehabilitacji, nie ma innej drogi. Komórki macierzyste mogą sprawić, że część zniszczeń, które nastąpiły w trakcie porodu, da się odbudować. Udało nam się zakwalifikować na leczenie w Bangkoku. Dlaczego tak daleko?

Tamtejsi lekarze mają o wiele większe doświadczenie, gdyż tą terapię przeprowadzają od ponad 15 lat. Co ważne, Jasiu otrzyma 3 mln komórek w 6 podaniach w ciągu 25 dni i będzie miał zapewnioną przez ten czas opiekę lekarzy i rehabilitantów. W Polsce podaje się mniejsze dawki, są bardziej rozłożone w czasie, a dzieci od razu wracają do domu. Żeby mógł przyjąć taką ilość - 3 mln, musielibyśmy poczekać 2 lata, a cena i tak różniłaby się tylko nieznacznie. W przypadku Jasia słyszymy właśnie ostatni dzwonek i nie możemy tak długo czekać. Dlatego prosimy o pomoc…

On będzie miał trudno w życiu, wiemy o tym doskonale. Chcemy jednak zrobić wszystko, aby mógł żyć normalnie, bez przeszkód ciesząc się życiem jak jego rówieśnicy. Ta terapia może pomoc w rozwoju psycho-ruchowym Jasia i ułatwić mu samodzielność. Jako rodzice musimy zapewnić mu taką szansę. Wierzymy, że z Waszą pomocą uda nam się wyruszyć w tę daleką podróż, żeby choć w części odzyskać utracone zdrowie.


Katarzyna - mama Jasia

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    10 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    200 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    5 zł

    Życzę dużo zdrówka i powrotu do zdrowia:)

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    100 zł

    Jedźcie z Bogiem!

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    50 zł

Ta zbiórka jest już zakończona. Zobacz innych Podopiecznych, którzy czekają na Twoją pomoc.

WesprzyjWesprzyj