
Niewyobrażalna tragedia rodziny❗️Zadręczona przez rówieśników – pomóż w walce o Julię❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehab., dieta, eksperymentalna terapia w Meksyku, przelot, pobyt
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
23 Stałych Pomagaczy
Dołącz- Algermissenwspiera już 6 miesięcy
- kwwspiera już 6 miesięcy
- Martawspiera już 6 miesięcy
Cel zbiórki: Leczenie i rehab., dieta, eksperymentalna terapia w Meksyku, przelot, pobyt
Aktualizacje
18 lat Julii… i ogromna cisza...
Dziś Julia kończy 18 lat. Ten dzień powinien być radością. Jest ciszą i bólem. To moment, który dla wielu młodych ludzi oznacza wolność i pierwszy krok w dorosłość. Dla Julii – to kolejny dzień walki. W ciszy. W bezruchu. W ciele, które nie słucha.
Od czterech lat Julia żyje w zamknięciu, którego nikt nie powinien doświadczyć – uwięziona w swoim ciele, w cierpieniu, w ograniczeniach, które przyszły nagle i brutalnie. Każdy dzień to rehabilitacja i leczenie. Każda noc to czuwanie.

Ale jest coś, co boli jeszcze bardziej – brak Wojtka, jej ukochanego brata. Nie ma go już długich 282 dni, ponad 9 miesięcy. Nie ma jego śmiechu, życzeń, obecności. Jest pustka, której nigdy nikt i nic nie wypełni. Jest cisza, która boli bardziej niż jakikolwiek krzyk.
Julia dorasta bez brata. Dorasta w cierpieniu. Dorasta w świecie, w którym najpierw wszystko się zatrzymało, a potem rozsypało na kawałki.

A jednak – mimo wszystko – Julia jest. Oddycha. Walczy. Reaguje. Trwa. I my trwamy razem z nią, wierząc, że jej życie może być czymś więcej niż tylko przetrwaniem i prosząc o pomoc, by jej dorosłość nie była już tylko życiem w cierpieniu.
Na 18-te urodziny Julii nie prosimy o prezenty. Prosimy o modlitwę i szansę. O wyzdrowienie. O to, by Julia miała możliwość poczuć, że dorosłość nie musi oznaczać tylko bólu i zależności.
Jeśli jesteś tu dziś z nami – dziękujemy. Jeśli możesz pomóc – pomóż Julii wejść w dorosłość z nadzieją, a nie tylko z ciężarem ostatnich czterech lat.
Dziękujemy, że jesteście z nami.
Mama Julii i WojtkaJulka została zakwalifikowana do przełomowego projektu leczenia w Meksyku! To dla nas ostatnia nadzieja w tym niewyobrażalnym bólu!
4 lutego będą 18. urodziny Julii,
Niestety, Julia wejdzie w dorosłość bez ukochanego brata, który zawsze miał iść obok niej.
Zamiast radości jest tęsknota, zamiast świętowania – cichy ból, który rozdziera każdego dnia nasze serca już od ponad ośmiu miesięcy.Wojtek przez trzy lata prosił o zdrowie dla Julii. Julka teraz na pewno miałaby tylko jedno życzenie – żeby Wojtuś żył.
Julka została zakwalifikowana do przełomowego projektu leczenia metodą neurocytotronową w Monterrey w Meksyku. To ogromna szansa, która może zmienić jej życie...
Leczenie opiera się na nowoczesnej, przełomowej technologii medycznej, opracowanej przez międzynarodowy zespół specjalistów. Neurocytotron działa na poziomie komórkowym, regenerując uszkodzone neurony i wspomagając odbudowę połączeń nerwowych.
Przynosi nadzieję osobom z uszkodzeniami mózgu, spastyką, a także innymi ciężkimi schorzeniami neurologicznymi. Mamy już wyznaczony termin – na 11 maja 2026 roku. Niestety, koszt leczenia jest ogromny. Sam przelot medyczny z asystą lekarzy to koszt około miliona złotych, a terapii 35 tysięcy dolarów. Ale dla nas to jedyna realna szansa na dalsze życie bez bólu i ograniczeń dla Julki.
Jej zdrowie to moja nadzieja, a każda pomoc daje siłę, by jakoś żyć dalej, po stracie synka i męża. Pomóżcie, proszę, sfinansować tę nadzieję.
Mama
Święta juz nigdy nie będą dla nas takie jak dawniej... Byle tylko jakoś przetrwać ten czas
Święta są za głośne, a żałoba jest za cicha.
Dla jednych to zapach pierników.
Dla nas to zapach cmentarza,
pusty pokój i puste miejsce przy stole.
I tylko jedna myśl: byle tylko jakoś przetrwać ten czas…Najbliższe dni, to czas po operacji nóg Julii i wzmożonej rehabilitacji po ostrzykiwaniu toksyną botulinową. Radujcie się Świętami w naszym imieniu, bo my na to nie mamy już siły.

Chciałabym, żeby więcej osób zrozumiało, że żałoba to nie tylko smutek i łzy. To także gniew, odrętwienie, poczucie pustki i ten dziwny stan, w którym człowiek niby funkcjonuje, ale w środku się rozpada.
Każdy przeżywa ją inaczej.
Dla jednych to mechaniczne wykonywanie codziennych obowiązków, dla innych – walka o przetrwanie kolejnego, każdego dnia. Dla mnie jedno i drugie.
Kiedy tracimy kogoś bliskiego, opłakujemy nie tylko Jego brak, ale również to, co było.
Opłakujemy też to, czego już nigdy nie będzie.
I ten ciężar przygniata mnie każdego dnia.Żałoba to miłość, która nie ma już gdzie wrócić.
To zmuszanie się do wstania z łóżka, zjedzenia czegokolwiek, ogarnięcia się — mimo, że ciało i głowa odmawiają współpracy.
To zamykanie się w sobie i desperackie szukanie czegokolwiek, co na chwilę przykryje ból.
Żałoba jest surowa, trudna i bezlitosna.A jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego cierpię tak bardzo — to znaczy, że miał szczęście.
Po prostu jeszcze nie musiał przechodzić przez coś tak bolesnego.
I nikomu tego nie życzę.List Wojtusia do św. Mikołaja z ubiegłego roku:

Spokojnych Świąt dla Was.
Dla mnie one już nie istnieją.Mama Julki i Wojtusia
Opis zbiórki
Julia miała tylko 14 lat, gdy próbowała odejść z tego świata przez hejt rówieśników. Od tamtej pory każdego dnia walczymy o Jej powrót do życia. Minęły już trzy lata. Ale nie tracimy nadziei.
Córka – wrażliwa, piękna i pełna marzeń – podjęła wówczas niestety dramatyczną decyzję. Jej serce przestało bić… niedotlenienie mózgu zabrało ją z codzienności, choć ciało pozostało.

To zdarzenie zmieniło nasze życie na zawsze. Od tamtego dnia trwa walka – o każdy ruch, spojrzenie, o przebłysk obecności. A każdy najdrobniejszy gest daje wielką nadzieję na lepsze jutro...

Julia ma teraz 17 lat. Najważniejsze, że żyje. Ale wymaga całodobowej opieki, rehabilitacji, terapii i ogromnych nakładów sił i środków. Wiem, że Julia słyszy nasze słowa, że czuje naszą obecność. Wierze, że jeszcze może wrócić – na swój sposób, na swoich warunkach, ale do nas.

Los dołożył nam jeszcze więcej bólu – w kwietniu br., zginął Julii ukochany młodszy braciszek Wojtuś. Miał zaledwie 8 lat. Wojtek był kochającym, wesołym, empatycznym chłopcem, najbliższą duszą Julii, był światłem w naszym domu. Razem w wypadku odszedł również ich tata. Zostały tylko cisza, niewyobrażalny ból i żal.

Z dnia na dzień zostałyśmy same – ja i Julia – z bólem, pustką i ogromem codziennych wyzwań. Z naszej Rodziny została cisza, łzy i nieustająca walka o sens.
Wierzę, że Julia ma jeszcze swoją drogę do przebycia, że jej historia się nie skończyła. Potrzebujemy jednak wsparcia – na rehabilitacje, terapie, specjalistyczny sprzęt.
Niech ta historia nie zakończy się ciszą…
Dziękuję za każde wsparcie,
Mama Julii
- Wpłata anonimowaX zł
- Michał25 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa5 zł
Dużo siły
- Wpłata anonimowa50 zł