
Niewyobrażalna tragedia rodziny❗️Zadręczona przez rówieśników – pomóż w walce o Julię❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehab., dieta, eksperymentalna terapia w Meksyku, przelot, pobyt
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
43 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- kwwspiera już 11 miesięcy
- Martawspiera już 11 miesięcy
- Kubawspiera już 11 miesięcy
Cel zbiórki: Leczenie i rehab., dieta, eksperymentalna terapia w Meksyku, przelot, pobyt
Aktualizacje
Jedna Rodzina, dwa przerwane życia...
Dzieci, które dorastają dalej… i te, których już nie ma. Koniec roku szkolnego i ból z tym związany rozumieją tylko Rodzice, którzy stracili dziecko. Gdzieś obok tego wszystkiego jest pustka po stracie Wojtka i w jakimś sensie też Julki. Po stracie dziecka, które już nigdy nie usiądzie w szkolnej ławce, nie przyniesie świadectwa, nie opowie o swoim dniu...
Przepaść pomiędzy tym, co było, a tym, co powinno być, a nigdy nie będzie, jest jak przepaść, gdzie pośrodku rozciąga się bezkres tęsknoty, bólu, wspomnień i wszystkich chwil, których już nigdy nie przeżyjemy...
Tak bardzo lubiłeś szkołę, Synku, a nauka przychodziła Ci z niezwykłą łatwością. Skończyłbyś w tym roku trzecią klasę... Odebrałeś niestety tylko jedno świadectwo szkolne w swoim życiu. Miałbyś na pewno swoje kolejne małe-wielkie sukcesy, swoje codzienne sprawy, które dziś są już tylko wyobrażeniem... Julii historia również została przerwana zbyt wcześnie. Nie było Jej dane odebrać nawet świadectwa ukończenia ósmej klasy, nie doczekała szkoły średniej. Od czterech lat jest tylko ból i codzienna heroiczna walka o lepsze jutro. Nie tak powinno wyglądać życie nastolatki...
Idę na cmentarz, do Ciebie Synku, i widzę dzieci w Twoim wieku. Ich śmiech, ich rozmowy, ich zwyczajne życie. Idą dalej. Dorastają. Kończą kolejne klasy, planują wakacje. A Ty już nigdy nie wrócisz do swojej szkolnej ławki. I wciąż zadaję sobie pytanie... dlaczego? Dlaczego właśnie Ciebie spotkał taki los?! Została tylko miłość, pamięć, tęsknota i codzienność, w której trzeba uczyć się „funkcjonować" jakoś dalej...
Tak bardzo Cię przepraszam, mój ukochany Synku... Przepraszam za każdą chwilę, której zabrakło. Za każdy dzień, kiedy nie mogłam być tylko dla Ciebie. Byłam rozdarta między Tobą, opieką nad Twoją siostrą i pracą. Tak bardzo chciałam dać Wam obojgu tyle samo czasu, uwagi i miłości. Dziś moje serce pęka na myśl, że nie zdążyłam spędzić z Tobą tylu chwil, ile oboje tak bardzo potrzebowaliśmy. Oddałabym wszystko, żeby jeszcze raz Cię przytulić, pobawić się z Tobą, zagrać w planszówki i powiedzieć, jak bardzo Cię kocham Wojtuś. Przepraszam, Synku. Będę nosić ten ból i tę tęsknotę już do końca swojego życia. Rozrywa mi serce na samą myśl o tym, co było, a już nigdy nie będzie...

W domu wciąż czekają na Ciebie rzeczy, które już na zawsze zostały niedokończone... Twój pokój jest niezmieniony, wszystko w nim czeka, aż wrócisz... Twój niewykorzystany karnet do kina też wciąż czeka, jakbyś za chwilę miał iść na swój ulubiony film... Na Twoim biurku od 426 dni leży lektura „Asiunia”. Dokładnie tak, jak ją zostawiłeś. Nie potrafię jej schować. Wciąż czekam na chwilę, która już nigdy nie nadejdzie... Że usiądziemy razem, wtuleni w siebie, a Ty będziesz czytał mi ją na głos, a ja będę głaskać Cię po głowie, tak, jak najbardziej to lubiłeś.
Już nigdy nie usłyszę: „Mamo, pojedziemy do przyjaciół na działkę?”, „Mogę zostać u nich na noc?”, „Pojedziemy na basen? Na lody? Na gofry?" Tak bardzo czekałeś na każdą z tych chwil. Tak bardzo kochałeś czas spędzany z kolegami i na boisku. Tak bardzo Wojtuś kochałeś piłkę i boisko... Twoje stroje piłkarskie wciąż czekają na Ciebie... Choć pewnie dziś byłyby już za małe. Twoi koledzy z Drużyny Calcio urośli, grają kolejne mecze, zdobywają kolejne bramki.
A Twój czas zatrzymał się na zawsze.
Tak mało życia zdążyłeś przeżyć, mój Synku... Miałeś przed sobą tyle pięknych chwil, tyle marzeń i planów. Pierwsze miłości, kolejne wakacje, dorastanie, szkołę, przyjaźnie... Wszystko zostało Ci odebrane, zanim zdążyłeś po to sięgnąć. Tak bardzo boli świadomość, że już nigdy nie zobaczę, kim byś był... Wypadek Julii sprawił, że nasze dotychczasowe, szczęśliwe, normalne życie zmieniło się bezpowrotnie. Wypadek, w którym straciłam Ciebie, Synku, sprawił, że moje życie po prostu się skończyło. Od tamtej chwili tylko wegetuję...
Strata nie dotknęła tylko jednej osoby. Wojtek stracił siostrę, jaką znał sprzed wypadku. Cztery lata później Julia straciła swojego ukochanego brata. Dwoje dzieci, którym los odebrał dzieciństwo i wspólną przyszłość. Wszystko niestety toczy się dalej. Świat się nie zatrzymał. Dzieci dorastają, kończą szkoły, śmieją się, planują przyszłość. A dla mnie wszystko się zatrzymało. Bo kiedy odchodzi dziecko, nie kończy się tylko Jego życie. Kończy się również życie Jego mamy.
Czas i życie same zweryfikowały naszych przyjaciół i znajomych. Dziękuję tym, którzy byli z nami w najtrudniejszych chwilach, kiedy świat zawalił nam się w ciągu sekundy, i to dwa razy... Waszej obecności nigdy nie zapomnę. Pozostałym życzę tylko jednego – aby nigdy nie musieli stanąć w miejscu, w którym postawił mnie los.
Bo nie ma większego bólu niż pochować własne dziecko i każdego dnia żyć z tęsknotą i bólem po takiej stracie. Kocham Cię, Synku. Dziś, jutro i do końca mojego życia. A potem się spotkamy... ❤️ Twoja dzielna siostra walczy dalej. Poleciała nawet na koniec świata po lepsze jutro... Lecz nasze życie już nigdy nie będzie, jakie było... Bez Ciebie Wojtuś ono już nie ma sensu.
Dziękuję tym, którzy nas wspierają i nadal są z nami, którzy mają czas po prostu czasami posiedzieć z nami, w ciszy. I rozumieją tę ciszę. Dziękuję tym, którzy nadal pamiętają o Wojtku i Julii.
Magda
Dzień Dziecka po stracie...
Dzień Dziecka po stracie własnego dziecka niesie w sobie ból, którego wiele osób nawet nie potrafi sobie wyobrazić... 🤍
To pustka, która zostaje na zawsze. To patrzenie na inne dzieci i zastanawianie się, jak wyglądałby dziś ten dzień, gdyby moje dziecko było obok.

Moje serce jest rozdarte między miłością do córki, która walczy każdego dnia, a tęsknotą za synkiem, którego już nie mogę przytulić. Są rany, które nigdy się nie goją. Można nauczyć się z nimi żyć, ale to nigdy nie przestaje boleć.
🤍
Dziękuję za wsparcie.
Mama Wojtka i Julki
29 kwietnia – to DZIŚ mija rok od wypadku!
29 kwietnia – to dziś mija rok od wypadku
od dnia, w którym nasze życie się zatrzymało,
od dnia, w którym moje życie się skończyło,
od dnia, w którym już tylko wegetuje.Świat toczy się dalej – jakby nic się nie wydarzyło…
a ja stoję dokładnie tam, gdzie wszystko się skończyło.Każdego dnia uczę się przetrwać bez Ciebie, Synku.
Nie tak, żeby bolało mniej –
ale tak, żeby w ogóle oddychać.Są chwile, kiedy mam wrażenie, że zaraz Cię usłyszę, Wojtuś… Twój śmiech, Twój głos i Twoje słowa „nie martw się mamo, wszystko będzie dobrze"…
i przez moment wszystko wraca... w pamięci.
A potem znów przychodzi cisza, łzy i niedowierzanie.W naszym domu została pustka, której nic już nie wypełni.
Wojtuś, Twoja siostra, Julka… też cierpi, ale po cichu.
Zamknięta w swoim świecie, bez brata i bez taty,
niesie w sobie ból, którego nie może wypowiedzieć.
Twój ukochany kot każdego dnia czeka w Twoim pokoju, aż wrócisz Synku...
ze szkoły, z treningu, z boiska.Patrzę na Julkę i serce pęka po raz kolejny,
bo wiem, że straciła więcej, niż ktokolwiek powinien stracić.Nosimy Cię, Wojtuś, w sercu, w każdej myśli, w każdym oddechu…
I choć życie trwa dalej –
my już na zawsze będziemy „tam”… przy Tobie.Miłość nie znika.
Ona tylko zmienia miejsce.Jeśli możesz – wesprzyj leczenie i rehabilitację Julki.
Dziękuję, że jesteście z nami.
Mama Julki i Wojtka
Opis zbiórki
Julia miała tylko 14 lat, gdy próbowała odejść z tego świata przez hejt rówieśników. Od tamtej pory każdego dnia walczymy o Jej powrót do życia. Minęły już trzy lata. Ale nie tracimy nadziei.
Córka – wrażliwa, piękna i pełna marzeń – podjęła wówczas niestety dramatyczną decyzję. Jej serce przestało bić… niedotlenienie mózgu zabrało ją z codzienności, choć ciało pozostało.

To zdarzenie zmieniło nasze życie na zawsze. Od tamtego dnia trwa walka – o każdy ruch, spojrzenie, o przebłysk obecności. A każdy najdrobniejszy gest daje wielką nadzieję na lepsze jutro...

Julia ma teraz 17 lat. Najważniejsze, że żyje. Ale wymaga całodobowej opieki, rehabilitacji, terapii i ogromnych nakładów sił i środków. Wiem, że Julia słyszy nasze słowa, że czuje naszą obecność. Wierze, że jeszcze może wrócić – na swój sposób, na swoich warunkach, ale do nas.

Los dołożył nam jeszcze więcej bólu – w kwietniu br., zginął Julii ukochany młodszy braciszek Wojtuś. Miał zaledwie 8 lat. Wojtek był kochającym, wesołym, empatycznym chłopcem, najbliższą duszą Julii, był światłem w naszym domu. Razem w wypadku odszedł również ich tata. Zostały tylko cisza, niewyobrażalny ból i żal.

Z dnia na dzień zostałyśmy same – ja i Julia – z bólem, pustką i ogromem codziennych wyzwań. Z naszej Rodziny została cisza, łzy i nieustająca walka o sens.
Wierzę, że Julia ma jeszcze swoją drogę do przebycia, że jej historia się nie skończyła. Potrzebujemy jednak wsparcia – na rehabilitacje, terapie, specjalistyczny sprzęt.
Niech ta historia nie zakończy się ciszą…
Dziękuję za każde wsparcie,
Mama Julii
- Wpłata w ramach Stałej PomocyPaulaX zł
- Wpłata w ramach Stałej PomocyWpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Adam50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Zygmunt50 zł