
Koszmar choroby musi się skończyć! Operacja jedyną nadzieją Kamila!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Kamilek lat 5 i jego brat Rafał lat 7 od urodzenia chorują na chorobę genetyczną Mnogie Wyrośla Chrzęstno-Kostne zaliczaną do chorób rzadkich. Dlatego my rodzice oraz lekarze długo nie wiedzieliśmy z czym walczymy, początkowe diagnozy jakie słyszeliśmy mówiły, że jest łagodny nowotwór kości. W tamtych czasach wpisując objawy w przeglądarce internetowej nie pojawiały się inne informacje odnośnie guzów na kościach jedyne potwierdzające wcześniejsze diagnozy – nowotwór kości.

Jednak nurtowało mnie pytanie dlaczego dotyczy to obydwóch synów i ciągle szukałam odpowiedzi na to pytanie u kolejnych specjalistów oraz pomocy w leczeniu. W jednym roku konsultowałam chłopców u 15 różnych ortopedów i 5 chirurgów. Szukałam również kontaktu z innymi rodzicami mającymi podobne problemy i tak dotarłam do mamy znad morza, która była w podobnej sytuacji
i podobnie zdeterminowana jak ja, jednak brakowało nam ciągle wiedzy z czym walczymy.
Dopiero wizyta u Dr Feldmana z Paley Institute będącego na konsultacjach w Polsce pozwoliła nam poznać, nazwać przeciwnika z jakim się zmagamy. Po wizycie wykonaliśmy badania genetyczne, które potwierdziły, że synowie mają wadę genetyczna na genie EXT 2 i chorują na mnogie wyrośla chrzęstno kostne.
Choroba ta polega na wyrastaniu na zdrowych kościach guzów, które deformują kości, uszkadzają nerwy, mięśnie, naczynia krwionośne, ale także jak życie w naszym przypadku pokazało mogą również miażdżyć narządy wewnętrzne.
Niestety w naszym życiu już wtedy pojawiły cię ciągłe operacje jak nie jednego to drugiego syna. Dostępna wiedza w tym temacie w naszym kraju była wtedy prawie żadna, aby jak najlepiej pomóc moim dzieciom postanowiłam poszerzać swoją wiedzę w tym temacie nawiązując kontakt z innymi rodzicami. Dzięki dużej determinacji udało się, razem z innymi rodzicami założyliśmy stowarzyszenie, dzielimy się wiedzą i doświadczeniem oraz kontaktami, aby pomagać innym rodzicom dzieci chorych.

Przez siedem lat nasze życie było skierowane tylko na walkę o zdrowie naszych dzieci. Walczyliśmy o ich sprawność, Ta walka stała się naszą codziennością – ciągłe operacje, rehabilitacje, szpitale, wizyty. Pomimo tego jednak staramy się robić wszystko, żeby ich dzieciństwo było radosne i całkiem normalne. Walka z tą chorobą cechuje ciągła niepewność i permanentny stres i ja się okazało nie tylko walka o ich sprawność, ale także o życie. W roku 2019 okazało się, że Kamilek ma ogromną narośl, która wyrasta z żebra i jest bardzo poważnym zagrożeniem dla jego przepony i płuc.
To był pierwszy moment kiedy zrozumiałam, że choroba, którą mają, nie zagraża tylko sprawności, ale może zagrażać także ich życiu. Był to bardzo ciężki moment dla nas a strach był ogromny, bo zagrożenie podczas operacji znacznie przekracza to, do czego byliśmy już „ przyzwyczajeni” podczas wcześniejszych operacji.
W roku 2020 roku choroba zwolniła i Kamilek przeszedł tylko jedną operację na nóżki polegającą a wycięcia guzów, które mu utrudniały mu chodzenie i sprawność. . Nasza sytuacja się ustabilizowała odetchnęliśmy trochę od całego stresu. I właśnie wtedy dosłownie z dnia na dzień zaczęłam czuć się coraz gorzej, zaczęły dopadać mnie dziwne drętwienia, bóle a w ciągu tygodnia stan się strasznie pogorszył, na tyle, że nie dałam rady chodzić, miałam utraty pamięci, orientacji. Po wielu badanych okazało się, że dopadła mnie borelioza i to w stopniu bardzo ciężkim, wielonarządowym.
To był bardzo trudny i wyczerpujący czas dla naszej rodziny, kilkukrotne ciężkie leczenia szpitale a w międzyczasie wizyty lekarskie z synami i nieustająca w naszym życiu rehabilitacja. Te dwa ostatnie lata to była moja walka nie tylko z chorobą chłopców, ale także o siebie, o moją sprawność i życie, bo to ja co dzień miałam być oparciem dla moich dzieci, a nie niedołężną wymagającą opieki niepełnosprawną matką. Każdy, kto zmaga się z boreliozy i jej koinfekcji wie, że nie ma leczenia na NFZ, bo taka choroba dla nich nie istnieje, nawet za badania wykrywające tę chorobę trzeba zapłacić a koszty jej leczenia są ogromne. Udało mi się jednak okiełznać tę chorobę, jednak tony antybiotyków, które na początku walki przyjmowałam, pozostawiły w moim organizmie spustoszenie i wyniszczyły układ pokarmowy, nerki i układ odpornościowy. A prywatne leczenie poboleriozowych koinfekcji pochłonęło całe nasze zasoby finansowe.

Ale mimo to dałam rady, bo przecież musiałam pokazać moim dzieciom, że nie tylko oni muszą walczyć o siebie, ale dać im przykład. Dzisiaj czuję się już dużo lepiej i mogę powiedzieć, że są dni kiedy powoli zapominam o mojej chorobie.
W momencie kiedy ponownie myślałam, że wychodzimy na prostą, z niepokojem zaobserwowałam, że Kamilek zaczyna mieć problemy z rączką pomimo tego, że nie skarżył się często na ból, ale jej ruchomość i blokady coraz bardziej mnie martwiły. Prowadząc stowarzyszenie ciągle poszerzałam swoją wiedzę, nabierałam doświadczenia, dzięki kontaktom z innymi chorującymi, analizując ich zdjęcia i diagnozy wiedziałam, do czego narośla mogą prowadzić, byłam święcie przekonana, że moja wiedza, ciągłe rehabilitacje i zabiegi pozwolą mi uchronić dzieci przed najgorszymi konsekwencjami. Jednakże bardzo się myliłam, nie wiem czy przegapiłam moment przez swoją chorobę i walkę o siebie, czy z powodu braku wiedzy, czy po prostu życie chciało mi kolejny raz pokazać, że lekko nie będzie. Narośl na lewej ręce bardzo się rozrosła powodując znaczne przykrócenie kości i wygięcie drugiej. Konsekwencją takich zmian może być zwichnięcie
i uszkodzenie stawu co prowadzi niestety do niepełnosprawności i nie da się tego naprawić ani cofnąć. Dlatego już teraz musimy jak najszybciej operować rękę a w przyszłości pewnie założyć aparat do wydłużania kości.
Do tej pory starałam się wszystkie zabiegi i operacje u chłopców robić w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia opłacają prywatnie tylko konsultacje i rehabilitację, jednak moja praca w stowarzyszeniu pokazała, że doszliśmy do momentu, w którym jedynym dobrym rozwiązaniem jest operacja u najlepszych specjalistów w Paley European Instytut w Warszawie. Jedynie tam są specjaliści z doświadczeniem w operowaniu podobnego schorzenia na poziomie zapewniającym zachowanie pełnej sprawności w rączce. Podobne przypadki wśród dzieci z MHE operowane w naszym systemie na NFZ spowodowały więcej szkód niż pożytku i tak w efekcie kończyło się w Paley European Instytut, tylko nie zawsze udało się uratować popełnione wcześniej błedy, nie licząc dodatkowego bólu tych dzieci, którego w ciągu tej choroby im nie brakuje.
Zawsze starałam się pomimo ogromnych kosztów finansowych, które ponieśliśmy do tej pory na leczenie synów i moje odkładać na taką ewentualność. Jednak na pewno nie jestem w stanie opłacić sama operacji, a środki które zebrałam do tej pory przypuszczam, że wystarczą tylko na wszystkie potrzeby okołooperacyjne. Na dzień dzisiejszy nawet nie jesteśmy w stanie wziąć kredytu, ponieważ nasza zdolność kredytowa wynosi 0.
Dlatego zwracam się z błaganiem do Was o pomoc. Przez wszystkie ostatnie lata angażowałam się w każdą zbiórkę osób od nas z okolicy. Pomagając w naszym stowarzyszeniu innym rodzicom, służąc czasem i wiedzą o każdej porze dnia i nocy nie przypuszczałam, że dojdę do momentu kiedy to będę organizowała zbiórkę takiej olbrzymiej kwoty dla mojego dziecka.
Każdy, kto nas zna, wie, jacy chłopcy są żywi i uśmiechnięci, na pierwszy rzut oka wyglądają na przeciętne dzieciaki, ale tylko najbliżsi wiedzą ile cierpienia, wysiłku, czasu i ogromnego nakładu finansowego poświęcaliśmy, aby dojść do tego momentu, dlatego błagam Was wszystkich pomóżcie nam aby ta walka nie poszła na marne.
Historię Rafałka i Kamilka można śledzić na stronie Wyrośla Chrzęstno- Kostne -MHE Walka Rafałka i Kamilka.
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł