

Muszę przeżyć, żeby zdążyć uratować mojego synka❗️Błagam, pomóż❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Aktualizacje
Leoś jest po operacji!
Niestety zaraz po powrocie z rehabilitacji Leoś przeszedł następny udar. Wystarczyło tylko lekkie przeziębienie i płacz, by nastąpiło kolejne niedotlenienie mózgu i niedowład nóżki!
Straciliśmy szansę na wyjazd do Szwajcarii. Od lekarzy otrzymałam wiadomość: "Leoś wymaga natychmiastowej pomocy, nie zdążysz zebrać kwoty, szukaj pomocy w Polsce". Byłam zrozpaczona, co dalej...
Wydzwaniałam po klinikach, pojechałam do Szczecina, Katowic i błagałam o pomoc. Leoś kwalifikował się do operacji na otwartym mózgu. Dzięki wspaniałym lekarzom z Katowic dostaliśmy szybki termin. Niestety ta operacja nie uleczy Leosia, daje tylko szansę na wytworzenie dodatkowych naczyń krwionośnych dopiero po roku od operacji.

Kilkugodzinna operacja przebiegła pomyślnie. Lekarze przewidują, że będzie potrzebna następna, tym razem na drugiej półkuli mózgu, która niestety też jest w krytycznym stanie. Musimy jednak odczekać, żeby można ją przeprowadzić.
Organizm Leosia musi się dostatecznie zregenerować. Teraz synek potrzebuje intensywnej rehabilitacji i w miarę normalnego, beztroskiego życia. Ma w sobie tykającą bombę i za każdy kolejny dzień spędzony z synkiem jestem wdzięczna.
Udary pozostawiły w organizmie Leosia nieodwracalne zmiany. Wymaga zajęć z integracji sensorycznej, rehabilitacji, a przede wszystkim pracy z logopedą i neurologopedą. Koszty tych zajęć to koszt ok. 500 zł tygodniowo. Turnus logopedyczny, na który zawsze chciałam zabrać Leosia, a nie było mnie stać, to koszt 6000 zł. Dochodzą wyjazdy do poradni i lekarzy w Rzeszowie i Katowicach.
Ta choroba jest nieuleczalna, Leoś będzie potrzebował opieki lekarskiej i rehabilitacji do końca życia. Wszystkim ludziom, którzy do tej pory zaangażowali się w pomoc dla Leonka, serdecznie dziękujemy. Proszę Was jednak jeszcze o pomoc!
Mama Leosia
Opis zbiórki
Najstraszliwsze ciosy od życia zawsze przychodzą w najmniej odpowiednich momentach. Gdy byłam w ciąży z Leosiem, zdiagnozowano u mnie raka piersi. Wiedziałam, że się nie poddam, że jest tylko jedno wyjście – jak najszybsze rozpoczęcie leczenia i walka z tym koszmarnym przeciwnikiem...
W 7. tygodniu ciąży przeszłam operację, a następnie chemioterapię. Po narodzinach synka czekała mnie jeszcze radioterapia i hormonoterapia. Po siedmiu latach myślałam, że wygrałam, tymczasem ostatnie badanie USG wykazało zmiany w wątrobie. Moja walka rozpoczęła się na nowo. Lekarze nie dają mi szans, ale nie o tym teraz myślę. Muszę zdążyć uratować moje dziecko!

Jeszcze podczas badań prenatalnych dowiedziałam się, że mój synek urodzi się z zespołem Downa. Liczyłam, że będzie to koniec niepokojących diagnoz w naszym życiu, niestety, los nie miał dla nas litości. Synek ma już 7 lat. W maju tego roku stwierdzono u niego bardzo rzadką chorobę moyamoya.W ciągu kilku miesięcy Leoś przeszedł już kilka udarów, które pozostawiły po sobie paraliż twarzy i niedowład prawej rączki!
Po ostatnim udarze Leoś dwa tygodnie leżał na oddziale neurologii w Rzeszowie. Przez pierwsze dni podłączony był do kroplówki, ponieważ nie mógł przełykać płynów i pokarmu. Prawa rączka bezwładnie mu zwisała.... Wyglądało to strasznie. Synek miał wykonanych mnóstwo badań, był ciągle kłuty, nawet w nóżki, usypiany do tomografii i rezonansu. Miał punkcję płynu mózgowo-rdzeniowego, po którym woziłam go 3 dni wózkiem, bo tak go bolały plecki. Powoli paraliż ustępował. Lekarze skierowali nas na oddział rehabilitacji dziennej. Spędziliśmy tu trzy tygodnie na intensywnej rehabilitacji. Leoś potrafi już samodzielnie przełykać i chwytać rączką. Wróciliśmy do domu i byłam przerażona. Każdy dzień to życie w lęku przed następnym udarem. Nie wiem jak to udźwignę i jak uchronię moje dziecko.

Choroba postępuje, udary są coraz częstsze i groźniejsze, a każda infekcja, zmęczenie czy stres mogą skończyć się dla mojego synka śmiercią! Jedynym ratunkiem, aby powstrzymać kolejne konsekwencje choroby, jest operacja!
Szukam dla synka kliniki, w której podejmą się tego wyzwania. Jest szansa na konsultację w Szwajcarii w klinice specjalizującej się w tej chorobie, ale koszty leczenia nie są refundowane. Kilka lat temu wynosiły 700 tys. złotych. Teraz będą znacznie wyższe. Wysłałam już dokumentację synka i czekam na odpowiedź – nadzieję na ratunek dla Leosia…

Nie mamy dużo czasu. Lekarze przedłużają mi życie chemią w tabletkach, która bardzo wyniszcza organizm i pozbawia sił. Muszę wspomagać się suplementami, dobrze odżywiać się, odpoczywać, ale od kilku lat cały ciężar opieki nad trójką dzieci: Leosiem, Antkiem 12 lat i Alicją 11 lat spoczywa na moich barkach. Ze wszystkimi problemami i troskami zostałam sama, a walka o życie synka dopiero się zaczyna...
Mimo, że choroba Leosia jest nieuleczalna i synek będzie się z nią zmagać do końca życia, można zawalczyć o powstrzymanie jej potwornych konsekwencji! Możliwe, że zamiast jednej operacji, będzie potrzebnych kilka, a do wszystkiego dochodzi jeszcze intensywna rehabilitacja.

Muszę żyć i ratować moje dziecko. Jeśli czytasz mój apel, błagam, pomóż mi!
Małgosia, mama Leonka
- Wpłata anonimowa119 zł
Powodzenia
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Marek20 zł
