
Trzymam jej dłoń w milczeniu, aż w końcu usłyszę – „Wróciłam"❗️Pomóż nam walczyć o Lucynę❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Aktualizacje
PILNE❗️JUŻ JUTRO Lucyna opuści ZOL i pojedzie do PCRF w Sawicach❗️ Przeczytaj wzruszający wpis jej męża!
Kochani,
mam dla Was nowe wieści! W naszym życiu zaczyna tlić się delikatne, tak długo wyczekiwane światełko. Dzięki Waszemu ogromnemu wsparciu możemy zrobić dla Lucyny coś, o czym jeszcze niedawno nawet nie śmiałem marzyć!JUŻ JUTRO Lucyna opuści ZOL i pojedzie do Polskiego Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej w Sawicach (PCRF SAWICE)! Tam rozpocznie program wybudzeniowy, który potrwa rok. Jestem przeszczęśliwy i wzruszony. To pierwszy, bardzo ważny krok w stronę odzyskania świadomości i powrotu do domu mojej żony.

Ciało Lucyny jest bardzo osłabione. Każdy najmniejszy ruch to dla niej olbrzymi wysiłek niczym maraton. Ze względu na to, że od wielu miesięcy leży w łóżku, pojawiły się bolesne przykurcze i sztywność stawów. Ale mimo wszystko ONA WALCZY! Zaczęła poruszać ręką i śledzić wzrokiem. Pojawiają się również pierwsze świadome reakcje. Jestem tak bardzo dumny z mojej żony, kiedy widzę, jak bardzo się stara i jak dzielnie wszystko znosi... To jak najpiękniejszy, cichy cud!
Będę jeździł do niej w każdy weekend. Wprawdzie to aż 5 godzin w jedną stronę, ale to i tak mniej niż do Przemyśla! Jestem szczęśliwy, bo od teraz będę mógł być przy Lucynie częściej. Tylko to się dla mnie liczy.
Koniecznie obejrzyj ten wzruszający film z udziałem rodziny Lucyny!
Zbliżają się Święta. To pierwszy rok, kiedy nie spędzę Wigilii z moją ukochaną żoną. Nie wiem nawet, jak o tym pisać, bo nic nigdy nie było dla mnie aż tak trudne. Jej siostry wraz z mamą też przeżywają ciężkie chwile, próbują jakoś funkcjonować. Mają dzieci, swoje świąteczne przygotowania… Ale prawda jest taka, że w głębi serca czują ogromną tęsknotę za Lucyną. Te Święta nie będą takie, jak zawsze – pełne radości, bliskości i rodzinnego ciepła. Będą ciche, pełne tęsknoty, ale i nadziei.
W całym tym bólu kryje się jednak coś więcej. Coś, co niesie nas przez ten trudny czas. To Wy. Wasza dobroć i Wasze serca. Do uzbierania pełnej kwoty brakuje już tak niewiele! Największym prezentem byłoby dla mnie odzyskanie przez Lucynę świadomości i jej powrót do domu. Z całego serca proszę, bądźcie z nami dalej! Dziękuję za każdą iskrę dobra, jaką wnosicie w nasze życie. Za to, że nie pozwalacie mi się załamać. Za to, że dzięki Wam mogę patrzeć w przyszłość z nadzieją.
Z wdzięcznością,
Dominik, mąż Lucyny
Opis zbiórki
Jednego dnia żyliśmy jak zawsze. Lucyna spakowała się, sprawdzała, czy wszystko ma. Trzymając jej rękę, powiedziałem, żeby dbała o siebie na wyjeździe. A teraz stoję przy jej łóżku na oddziale zakładu opiekuńczo-leczniczego. Trzymam jej dłoń, zastanawiam się, czy mnie słyszy i tym razem obiecuję, że to ja zadbam o nią. Że ją uratuję.
Była zdrowa, pełna energii. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Wystarczył jeden telefon – Lucyna najprawdopodobniej szykowała się do pracy, kiedy dostała krwotoku. Upadła. Leżała na ziemi całą noc, dopóki nie znalazła jej siostra i nie wezwała pogotowia.

Długo czekaliśmy na diagnozę. Za długo. Lekarze wprowadzili moją żonę w stan śpiączki farmakologicznej, z której nie udało się jej wybudzić. Tomograf wykazał rozległy krwotok wewnętrzny. Dlatego dziś moja Lucynka leży w specjalistycznym ośrodku w stanie minimalnej świadomości.
Trwamy tak od sierpnia. Szukaliśmy pomocy wszędzie – w Przemyślu, potem do Rzeszowa do ośrodka neurologicznego. Było ciężko, ponieważ stan żony nie jest jednoznaczny i nie wszędzie spełnialiśmy warunki pobytu. Aktualny pobyt w ZOLu też nie jest stały. Musimy znaleźć ośrodek rehabilitacyjny.
Lucyna nie leży już pod respiratorem, ale ma zniszczone płuca. Jest w stanie minimalnej świadomości – widzimy, że reaguje, czasem poruszy oczami czy zobaczę znów emocje na jej twarzy, ale to nie jest świadomy kontakt, nie taki, jakbyśmy chcieli. Ale to nie jest też stan wegetatywny. Doszło do niedotlenienia, ale jest realna szansa, że Lucyna do nas wróci… Chociaż częściowo.
Niestety, stoimy pod ścianą. Bo gdy moja żona walczy z całych sił, by odzyskać kontrolę nad swoim ciałem, ja walczę o kontrolę nad naszym życiem i o to, by zapewnić jej warunki do leczenia i rehabilitacji – rygorystyczne kwalifikacje, czas oczekiwania, kolejki… Wszystko to kolejne godziny, dni i tygodnie oczekiwania, a czas nas zabija i powoli przekreśla szanse na to, że Lucyna kiedykolwiek znowu świadomie spojrzy na swoich bliskich. Na mnie.
Chwile bez rehabilitacji to chwile stracone na ozdrowienie. Doszliśmy do momentu, w którym całą rodziną musimy poprosić o pomoc. Jeśli uda nam się zebrać środki na prywatny ośrodek, Lucyna będzie mogła w końcu otrzymać pomoc, jakiej potrzebuje. Ale koszty są ogromne – nawet kilkanaście tysięcy miesięcznie!
Dlatego proszę o pomoc. Pomóżcie mi walczyć o moją żonę. O osobę, którą nie myślałem, że mogę tak kochać. O to, żebym trzymając ją znowu za rękę, mógł powiedzieć: „wróciłaś, kochanie”. Pieniądze nigdy nie były dla nas wszystkim, ale teraz to one mogą ocalić moją Lucynę.
Dominik
- Wpłata anonimowa50 zł
- Iwona20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł