
Walczę o życie – moje dzieci mnie potrzebują❗️Proszę o wsparcie❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane koszty leczenia, dojazdy, peruka, rekonstrukcja żuchwy
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Nierefundowane koszty leczenia, dojazdy, peruka, rekonstrukcja żuchwy
Aktualizacje
Bardzo złe wieści w sprawie Magdy... Potrzebna dalsza pomoc!
Środki na leczenie niestety się wyczerpały, a walka Magdy wciąż trwa. Niestety mamy do przekazania bardzo trudne wiadomości…
Po zaledwie 3 miesiącach od operacji badanie PET wykazało wznowę choroby. To był ogromny cios… Rozpoczęły się kolejne konsultacje i poszukiwanie dalszej drogi leczenia. Finalnie zapadła decyzja – nie będzie kolejnej operacji ani radioterapii. W tej chwili jedyną możliwą formą leczenia jest tzw. leczenie systemowe, czyli chemioterapia.
Leczenie zostało przeniesione do Zielonej Góry, jednak tam pojawiły się kolejne, łamiące serce informacje – choroba dała przerzuty do klatki piersiowej…
Niestety organizm Magdy bardzo źle zareagował na podaną chemioterapię. Wątroba nie wytrzymała leczenia i konieczne było jego przerwanie. To kolejny moment ogromnej niepewności… Obecnie czekamy na zmianę leczenia i dalsze decyzje lekarzy.
To dla Magdy i jej bliskich niezwykle trudny czas. Każdy dzień to walka, strach i ogromna niewiadoma… Dlatego z całego serca prosimy – zostańcie z nami. Każde wsparcie, każda wpłata i każde udostępnienie mają ogromne znaczenie.
Dziękujemy, że jesteście…
Rodzina i przyjaciele
Walczę dalej – dla moich dzieci... I proszę o pomoc!
Za mną najtrudniejsze miesiące walki, ogromna operacja i kolejne decyzje lekarskie, które wciąż trzymają mnie w niepewności. Przede mną dalsze leczenie, rehabilitacja i codzienna walka o sprawność. Jedno się nie zmienia – nie mogę się poddać, bo moje dzieci mają tylko mnie.
Drodzy Przyjaciele, chcę z całego serca podziękować Wam za dotychczasowe, bezinteresowne wsparcie. Każda wpłata, każda wiadomość i dobre słowo dodają mi sił w tej nierównej walce. Dzięki Wam wiem, że nie jestem sama.
Po kilku cyklach chemioterapii w NIO w Gliwicach usłyszałam, że leczenie nie przyniosło oczekiwanych efektów, a konsultant krajowy nie zakwalifikował mnie do protonoterapii. Lekarka prowadząca jasno powiedziała, że muszę szukać zespołu, który podejmie się operacyjnego wycięcia guza.
Chwilę później – nagle i niespodziewanie zmarł mój mąż, ojciec moich dzieci – od tego momentu zostałam dla nich jedynym oparciem. Nie miałam wyboru – musiałam stanąć na nogi i działać, mimo bólu, strachu i żałoby.
Dzięki determinacji trafiłam do zespołu chirurgów z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. Podjęli się resekcji guza, nie dając gwarancji całkowitego usunięcia choroby, ale z nadzieją na przedłużenie mi życia. 18 sierpnia przeszłam 12-godzinną operację mikrochirurgiczną, a w szpitalu spędziłam łącznie 20 dni. Lekarze zrobili wszystko, by usunąć jak najwięcej nowotworu i jednocześnie zachować wygląd mojej twarzy. Niestety doszło do uszkodzenia nerwu twarzowego...

Obecnie jestem w trakcie intensywnej rehabilitacji – dostępnej jedynie prywatnie. Dbam o blizny, byłam już na dwóch kontrolach i proces gojenia przebiega prawidłowo. Jednak najgorsze jest to, że badanie PET, które miało ocenić efekty operacji wykazało, że zabieg nie był radykalny – w zatoce szczękowej pozostały resztki nowotworu. Najważniejsze jednak, że nie ma przerzutów. To daje nadzieję.
Zostałam przeniesiona pod opiekę poradni onkologicznej i czekam na decyzje co do dalszego leczenia. Najprawdopodobniej zostanę poddana radioterapii, która – z uwagi na uszkodzenie nerek po chemioterapii – jest obecnie jedyną możliwą formą leczenia. W tej sytuacji mój szybki powrót do pracy oraz dalsze usuwanie skutków operacji stoją pod dużym znakiem zapytania.
Niezależnie od decyzji lekarzy muszę zadbać o leczenie stomatologiczne i ortodontyczne oraz o jedyny pozostały staw w żuchwie – poprzez fizjoterapię i specjalistyczną opiekę. Prawdopodobnie konieczne będą także prywatne zabiegi chirurgiczne, by przywrócić twarzy symetrię.
Jestem mamą samotnie wychowującą dzieci. Dlatego też każdego dnia staram się nie okazywać choroby, podnosić głowę i walczyć, bo wiem, że jestem dla nich całym światem. To dla nich chcę żyć, zdrowieć i wrócić do normalności. Dziękuję Wam z całego serca za to, że jesteście ze mną w tej drodze. Wasze wsparcie daje mi siłę, by iść dalej.
Magda
"Mam nadzieję, że los się jeszcze do mnie uśmiechnie…" – potrzebna pomoc dla Magdy!
Po kolejnych konsultacjach okazało się, że guz, z którym się zmagam, jest nieoperacyjny...
To był dla mnie bardzo bolesny moment, ale nie tracę nadziei. Szukamy innych opcji leczenia. Pojawiły się metody, które mogą dać mi szansę – ale niestety są płatne i nierefundowane.
Niestety, środki finansowe nieubłaganie wyczerpują się, a każda moja wizyta wiąże się z ogromnymi kosztami transportu, do tego dochodzą konsultacje i nierefundowane leki. Dlatego bardzo proszę Was o wsparcie!
Chciałam Wam też z całego serca podziękować za dotychczasową pomoc. Za każdą złotówkę, każde udostępnienie i każdą dobrą myśl. Dzięki Wam poczułam, że nie jestem sama w tej walce – że są ludzie, którym zależy, którzy wspierają i dają siłę.
Proszę Was – jeśli możecie, zostańcie ze mną, w tym ciężkim okresie. Udostępnijcie zbiórkę, pomóżcie mi zawalczyć o zdrowie, o życie… o przyszłość.
Z całego serca – dziękuję.
Magda
Opis zbiórki
Mam na imię Magda, jestem mamą dwójki dzieci. Do niedawna myślałam, że jestem niezniszczalna. Co jakiś czas, życie dawało mi pstryczka w nos, ale jakoś się podnosiłam. W tym roku dostałam straszną diagnozę... Nowotwór złośliwy żuchwy... Bardzo proszę o wsparcie!
Moim największym osiągnięciem są moje dzieci. Syn spełnia swoje marzenia związane z lotnictwem, a córka świetnie się uczy w szkole podstawowej. Trzy lata temu podjęłam pracę. Wysłałam syna na studia lotnicze i już myślałam, że podniosę się z kolan i w końcu wszystko będzie się układać.
Pewnego dnia zrobiłam TK zatok. Zwykłe TK jak mówimy u nas w rejestracji. Niby banalne badanie… ale to, co pokazało, bardzo zaniepokoiło mnie, lekarzy, z którymi pracuję, pielęgniarki i techników. Tak bardzo cieszę się, że mam ich wokół siebie. Wszyscy łudziliśmy się, że ta tragiczna, wstępna diagnoza się nie potwierdzi. Trafiłam do Instytutu Onkologii w Warszawie. Biopsja, oczekiwanie 4 miesiące na wynik…
Niestety okazało się, że to: osteosarcoma G3 kąta i gałęzi żuchwy. To nowotwór złośliwy, inaczej nazywany kostniakomięsakiem. Jednak nie poddaję się. Postanowiłam przenieść się do ośrodka w Gliwicach. Już na pierwszej wizycie spotkałam się z bardzo dużym zaangażowaniem lekarzy. Wyszłam z poradni z umówionymi terminami i wstępnym planem leczenia. Jestem już po pierwszym cyklu chemii, czekam na drugi.
Nie mogę się pogodzić z faktem, że ofiarami tej choroby są moje dzieci. Syn przerwał studia i jest na urlopie dziekańskim. Dzielnie wozi mnie na wizyty i do szpitala. Nie spodziewałam się, że niespełna 23-letni chłopak jest w stanie przejąć obowiązki dorosłego mężczyzny. Córcia dzielnie zostaje w domu pod opieką cioci i stawia czoła swoim obowiązkom.
Co dalej? Wiem, że czeka mnie poważana operacja z rekonstrukcją stawów. Zmagam się z ciągłym bólem. Mówienie sprawa mi problem, mam szczękościsk. Staram się myśleć pozytywnie i nie załamywać się. Niestety jestem mamą samotnie wychowującą dwójkę wspaniałych dzieci, moja i ich przyszłość jest zagrożona.
Koszty leczenia wspomagającego i dojazdów są ogromne, moim marzeniem jest peruka z naturalnych włosów, bo niebawem stracę je od chemii. Wiem też, że rekonstrukcja szczęki wraz z odtworzeniem uzębienia może być liczona w setkach tysięcy złotych.
Dlatego jestem zmuszona prosić Was o pomoc. Ogromnie dziękuję za wszelkie wsparcie, jakie od wszystkich otrzymuję.
Magda z dziećmi

- Ewa Zarychta15 zł
Książka Trzy serca
- Anna P-a15 zł
książka
- Elżbieta Pietraszko30 zł
- Elżbieta Pietraszko, ubrania55 zł
- Elżbieta Pietraszko, ubrania50 zł