Naszą mamę zabija straszna choroba... Pomóż nam ją ocalić!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 948 osób
32 740 zł (28,66%)
Brakuje jeszcze 81 473 zł
Wesprzyj
Zbiórka na cel
dwumiesięczne leczenie i rehabilitacja w klinice w Niemczech - jedyna nadzieja

Marta Kocela , 42 lata

Pińczów , świętokrzyskie

Stwardnienie zanikowe boczne

Rozpoczęcie: 13 Marca 2019
Zakończenie: 13 Czerwca 2019

Zobacz poprzednie zbiórki

Nasza mama umiera - z tą świadomością budzimy się i zasypiamy. Nie ma większego strachu, niż ten o życie najbliższej osoby… Dzięki Wam mama pojechała na miesiąc eksperymentalnego leczenia, a my modliliśmy się, by zadziałało. Udało się! Niestety, by utrzymać efekty i jak najdłużej powstrzymać śmierć, konieczna jest jego kontynuacja, jednak już nie mamy na nią środków. Błagam o pomoc, pomóżcie uratować naszą mamę! Gdy jest szansa, nigdy nie wybaczę sobie, że jej nie wykorzystaliśmy…


16 lutego wróciliśmy z mamą do domu. Wiemy już, że leczenie, które zaproponowano mojej mamie, chorej na stwardnienie zanikowe boczne, przynosi pozytywne rezultaty! Codziennie przez miesiąc podawano mamie kroplówki z różnymi lekami. Gdy pytam mamy, czy czuję jakąś poprawę, ona mruga oczami  - to jest nasz znak na „tak". Przestała się krztusić, o wiele lepiej i łatwiej oddycha. Nabrała również siły w nogach, jednak aby stać o własnych siłach potrzeba jeszcze dużo czasu i rehabilitacji. Na razie czasami udaje mi się ją utrzymać, ale mam coraz mniej sił.


Wierzę mocno w to, że kolejne miesiące terapii może przynieść następne dobre rezultaty. Walczymy, by móc opłacić chociaż jeszcze dwa miesiące… Poznaj naszą historię i bardzo proszę, pomóż. Innej już nadziei nie mamy…

Marta Kocela


Koszmar zaczął się w październiku 2016. Zaledwie półtora roku wystarczyło, by moja mama z młodej, energicznej kobiety zamieniła się w cień siebie… Zaczęło się od lewej dłoni, która sama zaciskała się w pięść. Mama nie zwracała na to uwagi, nadal pracowała, studiowała swoje wymarzone pielęgniarstwo, chciała pomagać innym. Ćwiczyła, dbała o zdrowie, opiekowała się nami, swoimi dziećmi - ja miałam wtedy 18 lat, mój brat Marcel 9. I właśnie wtedy nasz świat zatrząsł się w posadach…


Gdy z biegiem tygodni ręka stawała się "obca", ciężka, niewładna, mama zaczęła się niepokoić. Lekarze odsyłali nas od jednego specjalisty do drugiego, każdy miał inny pomysł. Pamiętam, jak mama wracała od kolejnych lekarzy i mówiła:  "zespół cieśni nadgarstka", potem "łokieć tenisisty" albo "przepuklina w szyjnym odcinku kręgosłupa ". Dziś wiele bym dała, żeby którakolwiek z tych diagnoz była tą właściwą...


W maju 2017 roku mama trafiła do szpitala w Krakowie na oddział neurologii. Po tygodniu wypisali ją z rozpoznaniem: stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Lekarz dając wypis rzucił tylko "nieuleczalne, postępujące, zostało pani 3 lata życia, do widzenia".


Szok, niedowierzanie. Mama nie rozumiała, nie chciała rozumieć, co lekarz jej powiedział. Wróciła do nas i powtórzyła jego słowa, które okazały się wyrokiem. Przeszukałam cały internet, by sprawdzić, co to za choroba, jak pomóc mamie, co będzie się z nią działo? Wszędzie pisali to samo: wózek, niepełnosprawność, śmierć… Nie mogłam w to uwierzyć. Mama miała przecież dopiero 40 lat, nigdy nie chorowała! Jak to możliwe, że taka paskudna choroba zaatakowała właśnie ją?!

Marta Kocela


Po czterech miesiącach, już we wrześniu, mama potrzebowała pomocy, by przygotować jedzenie, umyć się, czesać. W grudniu zaczęła się potykać o własne nogi, traciła równowagę, upadała, bała się chodzić sama. Pomagałam jej, podnosiłam z podłogi, z chodnika przed domem... Raz po takim upadku zabrała ją karetka. Pamiętam tylko swój krzyk rozpaczy, bo bałam się, że to już będzie koniec…

Na początku tego roku mama trafiła do szpitala w Łodzi na dokładniejsze badania i potwierdzenie diagnozy. Niby wiedzieliśmy, co nas czeka, ale cały czas modliliśmy się o cud. Siedziałam przy szpitalnym łóżku każdego dnia, kąpałam, karmiłam, trzymałam za rękę… Kiedyś pomyślałam o tym, że najpierw to mamy dbają o swoje dzieci, a potem, na starość, role się odwracają. Nie sądziłam jednak, że to stanie się tak szybko…


Podczas kontrolnego rezonansu głowy lekarze coś zauważyli, wspomnieli o wybroczynie, która może uciskać mózg i dawać takie objawy, że może to jednak nie SLA! Wstąpiła w nas ogromna nadzieja, coś, o czym marzyliśmy od miesięcy. Niestety, szczęście trwało tylko dwa tygodnie… Kolejny rezonans pokazał, że wybroczyna się zmniejsza, musiała powstać wskutek jednego z wielu upadków. Nadzieja prysła…

Marta Kocela

Mijały kolejne tygodnie, podczas których bezradnie patrzyliśmy, jak choroba zabiera mamie coraz więcej życia. W marcu potrzebowała już wózka inwalidzkiego, na który nie była w stanie sama usiąść. Stała się zupełnie zależna od nas, najbliższych jej osób. Dzisiaj mama już nie chodzi, nie mówi, nie rusza rękoma... Muszę ją karmić myć, ubierać, czesać. Nadal jest wszystkiego świadoma: SLA zabiera ciało, pozostając umysł zdrowy. To jeszcze gorsz tortura...


Gdy pogrążaliśmy się w rozpaczy, nieoczekiwanie przyszła pomoc. Od naszej rehabilitantki dowiedzieliśmy się o lekarzu, który pracuje w Polsce i w Niemczech. To on dał nam nadzieję - terapia immunologiczna pomogła już wielu jego pacjentom! U jednej chorej SLA cofnęła się zupełnie! My nawet o tym nie marzymy. Chcemy jedynie zatrzymać chorobę, by nie zabiła naszej mamy… Póki co terapia działa, to może się udać! Dlatego robimy, co w naszej mocy, by móc ją kontynuować.

Bardzo potrzebujemy mamy, ja i mój młodszy brat. Chociaż jest ciężko, nie umiemy sobie wyobrazić, że mamy zabraknie. Ona tak bardzo walczy, chce żyć, być z nami… Choroba jest bezlitosna, to największy koszmar. Błagam, pomóżcie mojej mamie żyć, być z nami jak najdłużej...

Kamila, córka Marty - najlepszej mamy na świecie

Ładuję...

10 zł

Multikino

2 darowizny na tę zbiórkę, ostatnia
8 zł

Adquesto

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 948 osób
32 740 zł (28,66%)
Brakuje jeszcze 81 473 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość