

Marta walczy z uśmiechem i pokorą o lepszą przyszłość... Proszę, wesprzyj ją❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Od samego początku wszyscy zaczęli podcinać mi skrzydła. Jeszcze dobrze nie pojawiłam się na tym świecie, a już skazana byłam na wiele cierpień i nieprzyjemności. Początkowo lekarze nie dawali mi żadnych rokowań, a według nich nie powinnam słyszeć, widzieć, mówić ani chodzić. Dzisiaj proszę o wsparcie, by dalej udowadniać sobie i innym, że trzeba wierzyć!
Nie jest żadną tajemnicą, że od urodzenia zmagam się z Dziecięcym Porażeniem Mózgowym… Pierwsze tygodnie spędziłam z inkubatorze ważąc o wiele za mało.
Miałam ciągle bezdechy, czego wynikiem było niedotlenienie i wylew krwi do mózgu.
Diagnozę postawiono mi, dopiero gdy miałam roczek. Wtedy moja Mama z pomocą rodzeństwa rozpoczęła ogromną walkę, która trwa do dziś!
Zaczęto u mnie od terapii Voyty, później przeszłam ogromnie dużo konsultacji, wizyt u specjalistów. Miałam prywatną codzienną rehabilitację w domu.
Miałam 2 lata, gdy zaczęłam pełzać, a później raczkować. Około 5 roku życia pojechałam na jedne z pierwszych turnusów w Polsce z innowacyjną metodą rehabilitacji w kombinezonach. W ciągu roku byłam tam 6 razy, a jeden turnus kosztował kilkadziesiąt tysięcy.
Tak aktywna rehabilitacja przerodziła się w wielki sukces. Zaczęłam chodzić o kulach, a później przechodziłam krótkie dystanse samodzielnie.

Wiele lat zmagałam się z trudnościami. Codzienna rehabilitacja w domu, specjalna szkoła i duże zaległości w porównaniu z rówieśnikami. Chociaż nie było mi łatwo, dopiero w 3 klasie podstawówki umiałam odczytać godzinę na zegarku, a w 4 klasie szkoły podstawowej sprawnie czytałam.
W wieku 11 lat trafiłam na konsultację do miasta Łodzi, tam Pan Profesor stwierdził, że trzeba mi podciąć ścięgna pod kolanami i Achillesa. Miało to zapewnić mi samodzielne chodzenie. Niestety… Po operacji jakakolwiek próba ruchu kolanem kończyła się ogromnym płaczem. Chwilę później złamanie, lordoza i znów byłam uzależniona od innych.
Od czasu operacji mam znacznie mniejszą równowagę niż przed operacją… “Nie działają” mi niektóre mięśnie, chodzę na prostych nogach i mam dużą lordozę. Niestety wiele się posypało. Nie poradziłam sobie z materiałem w szkole, z jednoczesną tak trudną rehabilitacją… Mimo wszystko staram się udzielać społecznie i być w miarę swoich możliwości ciągle aktywna.
Starałam się o operację w USA, jednak nie zostałam zakwalifikowana. Mimo wszystko w ostatnich latach ciągle towarzyszyła mi rehabilitacja domowa i turnusy.
Podczas zajęć i ćwiczeń znacznie zmniejszała mi się lordoza i postawa ciała, a zwiększała mobilność. Niesamowicie wyrobił mi się charakter, bo jak to mówiła moja terapeutka - “tak intensywnie trenują tylko sportowcy”.
Jestem wdzięczna, że miałam szanse aktywnej walki o swoje zdrowie i przyszłość. Przyszedł czas, w którym niestety muszę poprosić o pomoc.
Całe życie walki może pójść na marnę jeśli nie znajdę rozwiązania i nie będę kontynuowała leczenia…
Proszę o każdą nawet najmniejszą pomoc, która na nowo otworzy przede mną drzwi do sprawności fizycznej, ale również funkcjonowania wśród ludzi…
Z góry dziękuję, za to, że poświęcili Państwo czas na przeczytanie o mojej historii i zechcą pomóc!
Marta
Wpłaty
- Wpłata anonimowa12 zł
- tomek100 zł
- Wpłata anonimowa200 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Ewa Siuda10 zł
- Przedszkole im. św Jana Pawła II SPSK w Czerwiennem1760 zł