

❗️Drogi lek albo śmierć. Pomóż mi wygrać z białaczką!
Cel zbiórki: leczenie nierefundowanym lekiem, dalsze leczenie, rehabilitacja, koszty dojazdów
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: leczenie nierefundowanym lekiem, dalsze leczenie, rehabilitacja, koszty dojazdów
Aktualizacje
Dziękuję za Wasze wsparcie!
Witajcie
Zaszły u mnie pewne zmiany dzięki czemu, z czystym sercem mogę zamknąć zbiórkę. Oczywiście wpłacone Wasze środki wykorzystam na dalsze leczenie i rehabilitację, ponieważ sama choroba jak i ciężkie chemioterapie odcisnęły dość głębokie piętno na moim organizmie. Teraz mogę ze spokojem zająć się swoim zdrowiem.
Chciałem podziękować fundacji Siepomaga za możliwość zorganizowania zbiórki pod ich skrzydłami, dziękując też Wszystkim Darczyńcom za wszystkie darowizny przeznaczone na mój cel. Chciałem podziękować wszystkim organizatorom licytacji, wszystkim wystawiającym przedmioty lub usługi, wszystkim kupującym, wszystkim przygotowującym rękodzieła, rodzicom, całej rodzinie, znajomym i ich znajomym.
Chciałem podziękować wszystkim i każdemu z osobna za organizację dla mnie wydarzeń, za zorganizowanie zbiórki publicznej jak i za bezpośrednie zbieranie funduszy do puszek.
Chciałem wszystkim podziękować za każdą okazaną mi pomóc. Za wszelkie wpłaty, niezliczone licytacje, udostępnienia, a także miłe słowa otuchy.Dzięki Wam przeżyłem ten pełen napięcia okres
Michał
Michał wciąż walczy!
Kochani,
jestem po pierwszym etapie chemioterapii podtrzymującej i przetaczania limfocytów T od dawcy. Ostatnie badania szpiku, wykazały, że chimeryzm wrócił do 100%, a choroba resztkowa jest na poziomie 0.1%. Te informacje są fantastyczne, ponieważ zastosowana procedura okazała się skuteczna.
Co więcej, wyniki te pozwalają mi wierzyć, że walka z białaczką ma sens w dzisiejszych czasach, że wygrana nie jest tylko po jednej stronie...
Oczywiście ostatnie chemie nie są bez wpływu na mój organizm. Pełnej sprawności pewnie nigdy już nie osiągnę, ale z tymi przypadłościami mogę spokojnie żyć i cieszyć się nim razem z rodziną.
Te dobre informacje pozwalają mi odetchnąć od czarnych myśli, od choroby, pozwalają patrzeć pozytywnie w przyszłość. Mogę myśleć o jakimś normalniejszym życiu, ale to wszystko w połączeniu z tym lekiem, który jest dla mnie kluczowy i którego cały czas potrzebuję. Dlatego proszę Was dalej o dalsze wsparcie, aby mógł ze spokojną głową iść przez dalsze życie...
MichałNajnowsze wieści od Michała!
Kochani,
dziękując Wam za dotychczasowe wsparcie, muszę prosić o dalszą pomoc. Moja sytuacja zdrowotna wygląda tak, że wyniki szpiku są w normie, ale chimeryzm obniżył ze 100% do 95%. Dlatego lekarze chcą wdrożyć procedurę przetaczania limfocytów T od dawcy.

To oznacza, że czeka mnie seria kolejnych chemii po to, aby chimeryzm wrócił do 100% i żeby jak najdłużej utrzymać remisję. Czuję się w miarę dobrze. Lek pomaga, pomijając różne zapalenia najczęściej jamy ustnej, gdzie nie mogę jeść ani mówić. Poza tym ostatnia chemioterapia prawdopodobnie zniszczyła mi słuch w lewym uchu, oraz słabiej widzę na lewe oko.
Dowiedziałem się też, że terapia podtrzymująca tym lekiem potrwa niestety od roku do dwóch, także na 300 tysiącach, które są wpisane w zbiórkę, na pewno się nie skończy... Proszę Was, samodzielnie nie jestem w stanie opłacić tego leczenia...
Michał
Opis zbiórki
Było sobie życie, moje prawie 34-letnie życie. Dzieciństwo, szkoła, studia, praca - raczej standardowa historia do momentu pojawienia się śmiertelnie niebezpiecznej choroby. Ostra białaczka szpikowa wywróciła wszystko do góry nogami. Zabrała mnie z mojej bezpiecznej codzienności na pole bitwy, gdzie to życie (pierwsze i jedyne) mogę stracić niemal każdego dnia. Jeśli nawet nie zabije mnie sama choroba, to wystarczy niewielkie przeziębienie, żebym stanął na krawędzi. Jedyną szansę na przetrwanie daje mi obecnie 3-miesięczne leczenie drogim i nierefundowanym lekiem.
Przed świętami Bożego Narodzenia 2018 trafiłem do szpitala. Wcześniej pojawiły się bardzo nietypowe objawy - zaczęło mi się robić zimno, co wcześniej nigdy nie miało miejsca. Później wahania temperatury, osłabienie. Ciągle jednak myślałem, że to przejdzie samo i normalnie wrócę do formy. Nie wróciłem...

Po dwóch tygodniach diagnozowania usłyszałem wyrok - ostra białaczka szpikowa FLT3+ i konieczny przeszczep. Zaczęło się poszukiwanie dawcy i chemioterapia. Trucizna sącząca się do żył, brak sił, całe mnóstwo skutków ubocznych. Kto nigdy nie był na oddziale onkologii, ten nie wie, jak wygląda rozpaczliwa walka o kolejny dzień. Z jednej strony ludzie, którzy dopiero zaczynają swoją batalię, nie do końca wiedząc, co ich czeka. Z drugiej strony weterani, często bez włosów. Część z nich zapomniała, jak to jest być zdrowym. Niektórzy wychodzą z oddziału, żeby po chwili na niego wrócić. Są też tacy, z którymi jeszcze kilka dni temu rozmawiałeś, a dzisiaj musisz się pożegnać na zawsze...
Przy białaczce szpikowej konieczny jest przeszczep. W połowie czerwca 2019 otrzymałem informację o znalezieniu dawcy, a termin przeszczepu zaplanowano na koniec sierpnia. Niestety, nie udało się - mimo pięciu chemii białaczka zaatakowała ponownie, co spowodowało opóźnienie przeszczepu i konieczność podania kolejnej chemioterapii. W końcu trafiłem jednak na transplantologię, wyczerpany po chemii, ale pełen nadziei, że to, co dobre, jeszcze przede mną. Dochodziłem do siebie po przeszczepie powoli i w końcu nastąpił ten szczęśliwy dzień - powrót do domu.

Comiesięczne kontrole w klinice dawały nadzieję. Niestety w styczniu 2020 wyniki szpiku znów się pogorszyły - 80% zajętości szpiku przez komórki rakowe. Lekarze znów musieli wdrożyć ostrą chemię. Po chemii wypis do domu i niepewność, co dalej. Zabezpieczony lekami czekałem na poprawę zdrowia oraz na nowy lek z USA na moją wersję białaczki, który miał mi pomóc. Miałem go otrzymać w postaci darowizny na zasadzie współpracy szpitala z firmą farmaceutyczną.
Niestety znów poczułem się bardzo źle. Okazało się, że zaatakowała mnie bakteria, która doprowadziła do wyniszczenia organizmu. Po dwóch miesiącach leżenia w szpitalu w Brodnicy, wyczerpany, trafiłem na hematologię do Torunia, gdzie po dwóch dniach okazało się, że mój oddział został zakażony koronawirusem. Z zagrożeniem utraty życia przewieziono mnie do szpitala zakaźnego w Grudziądzu, gdzie zostałem poddany kwarantannie.

Po dwóch tygodniach okazało się, że wynik jest negatywny, przetransportowano mnie do Gdańska, gdzie czekał na mnie wspomniany lek, dający nadzieję. Tam też rozpoczęła się rehabilitacja, ponieważ po 3 miesiącach leżenia i karmienia pozajelitowego, nie byłem w stanie podnieść nawet głowy (co widać na zdjęciu). Powolutku wracałem do sił, gdy okazało się, że mam COVID-19. Przewieziono mnie do Gdyni - kolejne 5 tygodni leżenia bez rehabilitacji. Nie mogłem się z tym pogodzić. Mimo słabego ciała, silna wola pozwoliła mi na krótkie treningi i wzmacnianie kondycji. Siły wracają powoli.
Dzień po dniu jest coraz lepiej. Obecnie sam spaceruję i wchodzę po schodach, co jest naprawdę dużym postępem. Pierwsze kontrole w Gdańsku po zastosowaniu nowego leku z USA z grupy inhibitorów FLT3+, znów dały mi nadzieję. Wyniki badań co miesiąc idą w górę. To dobre wiadomości w moim przypadku, ale też jest i zła. Lek, który otrzymywałem jako darowiznę, teraz muszę kupić sam. Koszt to leczenia to ok. 100 tys. miesięcznie, a na razie potrzebuję go na 3 miesiące. O kondycję mogę walczyć samodzielnie, ale tej kwoty nie przeskoczę. Dlatego proszę pomoc! To moja jedyna szansa na ocalenie życia...
Michał
- Wpłata anonimowa20 zł
- Paweł10 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Piotr5 zł