Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Mamy czas do końca września, by ocalić życie Jędrusia!

Andrzej Hennig
Zbiórka zakończona

Mamy czas do końca września, by ocalić życie Jędrusia!

2 209 939,93 zł ( 103,97% )
Wsparło 98797 osób
Cel zbiórki:

Leczenie w USA - jedyna szansa, by ocalić życie Jędrka

Andrzej Hennig, 8 lat
Warszawa, mazowieckie
Rak splotu naczyniówkowego CPC - złośliwy guz mózgu, mutacja genu tp53
Rozpoczęcie: 16 Września 2017
Zakończenie: 25 Września 2017

Rezultat zbiórki

Aktualizacja - 28.03.2018

Jędrek zakończył leczenie w USA i przed kilkoma dniami wrócił do Polski. Leczenie było bardzo intensywne, niosło ze sobą wiele powikłań, ale wszystko zakończylo się pomyślnie. Lekarze są zadowoleni z efektów leczenia - obraz w rezonansie jest dobry.

Wiadomo jednak z jak 'podstępnym' przeciwnikiem mamy do czynienia, dlatego lekarze zaplanowali dla Jędrka doustną kurację podtrzymującą, która może potrwać nawet 2 lata. Tymczasem Jędrek nabiera sil i cieszy się z powrotu do domu.

Dziękujemy raz jeszcze, z całego serca!


Andrzej Hennig


............

Drodzy SiePomagacze,

dziękujemy za każdą przekazaną złotówkę, każdego wysłanego sms'a.
W naszych najśmielszych marzeniach nie przypuszczaliśmy, że w tak krótkim czasie uda się zebrać całą kwotę. Dzięki Wam Jędrek rozpoczął leczenie w USA !

Dni zbiórki były nierzeczywiste, wszystko potoczyło się tak błyskawicznie dzięki zaangażowaniu i pomocy bardzo wielu osób. Każdy chciał nam pomóc, dać coś od siebie, wesprzeć nas.
Ta zbiórka to Wasz wspólny sukces!
Dziękujemy!

Asia i Paweł, rodzice wojownika Jędrusia

........

Andrzej Hennig

Gdy uruchamialiśmy zbiórkę, mieliśmy świadomość, że to misja prawie niewykonalna. Ponad dwa miliony złotych i niecałe dwa tygodnie... Jednak postanowiliśmy, że spróbujemy, bo Siepomaga było ostatnią nadzieją Jędrusia i jego rodziny. Gdzieś tam w środku wierzyliśmy, że jednak się uda - przecież nie raz już pokazywaliście, jak wielka moc w Was drzemie.

I udało się! I to w zaledwie 3 dni! Dzisiaj są łzy, ale tym razem nie są to łzy bezsilności i bólu. Jeśli kiedyś można płakać ze szczęścia, to właśnie dzisiaj!

28 września 2017 roku Jędrek rozpoczął leczenie. Będzie długotrwałe i skomplikowane, ale daje szansę na pokonanie nowotworu! Podano 3 cykle 'wstępne', po których dołączono 3 cykle mega-chemii. Przed rozpoczęciem drugiego cyklu 'wstępnego' Jędrek miał pobrane z krwi komórki macierzyste, w celu ich późniejszego wszczepienia (jako ratunek dla szpiku kostnego po cyklach mega-chemii).

Niestety skutki uboczne leczenia przypomniały o sobie od razu - Jędrek stracił apetyt, jest zmęczony, dużo śpi, ma nudności. Mimo tego, że większość czasu spędza w szpitalu, na jego ustach nie gaśnie uśmiech, szczególnie, że do Jędrka i jego taty przed Świętami dołączyła mama i rodzeństwo! Boże Narodzenie spędzili więc w komplecie, świętując razem z Tymkiem Klimaszewskim, który także rozpoczął leczenie w Ohio.

Jędrek dzielnie znosi całą sytuację. Z pokorą przyjął do wiadomości, że musi być w szpitalu i dostawać leki. Dzielny chlopak!

Aktualizacje

Leczenie rozpoczęte!

Mamy dla Was najnowsze informacje z Ohio:

W czwartek Jędrek rozpoczął leczenie. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie 10 dni temu byliśmy w Polsce, niepewni czy uda się wyjechać. Dzisiaj przypada trzeci dzień z 7-dniowej chemii 'wstępnej'. Po nich 2 tygodnie przerwy i kolejna chemia. Planowane są 3 cykle 'wstępne', po których podane zostaną 3 cykle mega-chemii. Przed rozpoczęciem drugiego cyklu 'wstępnego' Jędrek będzie miał jeszcze tylko pobrane z krwi komórki macierzyste, w celu ich późniejszego wszczepienia (jako ratunek dla szpiku kostnego po cyklach mega-chemii).

Niestety skutki uboczne leczenia przypomniały o sobie od razu - Jędrek stracił apetyt, jest zmęczony, dużo śpi, ma nudności. Nie wiemy jeszcze ile czasu będzie spędzał w szpitalu, czy uda się wyjść chociaż na kilka dni - wszystko zależy od jego samopoczucia i wyników krwi. Niestety ze względu na przebyte wcześniej leczenie jest wysoce prawdopodobne, że większość czasu spędzi w szpitalu.

Jędrek dzielnie znosi całą sytuację. Z pokorą przyjął do wiadomości, że musi być w szpitalu i dostawać leki. Dzielny chlopak!

Jędrek leci do Stanów!

Wczoraj był wielki dzień - Jedrek poleciał z tatą do USA na leczenie ostatniej szansy. Dzisiaj są już na miejscu, a my czekamy na najnowsze wieści. Trzymajmy mocno kciuki!

Udało się!

To niesamowite! Wystarczyły niecałe 3 dni, żeby zebrać ponad 2 miliony złotych na ratowanie życia Jędrusia!

Kolejny raz dokonaliście cudu!

Gdy uruchamialiśmy zbiórkę, mieliśmy świadomość, że to misja prawie niewykonalna. Ponad dwa miliony złotych i niecałe dwa tygodnie... Jednak postanowiliśmy, że spróbujemy, bo Siepomaga było ostatnią nadzieją Jędrusia i jego rodziny. Gdzieś tam w środku wierzyliśmy, że jednak się uda - przecież nie raz już pokazywaliście, jak wielka moc w Was drzemie.

I udało się! I to w zaledwie 3 dni! Dzisiaj są łzy, ale tym razem nie są to łzy bezsilności i bólu. Jeśli kiedyś można płakać ze szczęścia, to właśnie dzisiaj!

Kochani, bardzo Wam dziękujemy. Dokonaliście cudu, daliście szansę Jędrusiowi - nie można dać większego prezentu, niż dar życia...

Już we wtorek Jędruś z tatą lecą do Ohio, by rozpocząć terapię. Mama i bracia muszą na razie zostać w Polsce, jednak liczą na to, że Święta Bożego Narodzenia spędzą wspólnie. Teraz przed Jędrusiem najtrudniejsza walka - trzymajmy mocno kciuki za pokonanie nowotworu, przecież nie może być inaczej!


Mamy dla Was specjalne podziękowanie od rodziców Jędrusia:

Drodzy SiePomagacze,
dziękujemy za każdą przekazaną złotówkę, każdego wysłanego sms'a.
W naszych najśmielszych marzeniach nie przypuszczaliśmy, że w tak krótkim czasie uda się zebrać całą kwotę. Dzięki Wam Jędrek już we wtorek może lecieć do Stanów!
Ostatnie dni były nierzeczywiste, wszystko potoczyło się tak błyskawicznie dzięki zaangażowaniu i pomocy bardzo wielu osób. Każdy chciał nam pomóc, dać coś od siebie, wesprzeć nas.
Ta zbiórka to Wasz wspólny sukces!
Dziękujemy!

Asia i Paweł, rodzice wojownika Jędrusia

Opis zbiórki

Stoimy pod ścianą, a tuż za nami jest śmierć. Czujemy jej oddech na plecach, widzimy jej szpony wyciągnięte po naszego małego synka. Staramy się go obronić, uciec śmierci, ale sami nie damy rady... Mamy tylko dwa tygodnie, by zebrać sumę, którą nawet trudno sobie wyobrazić. Życie Jędrusia kosztuje 2 miliony złotych. Jedyną szansą jest leczenie w Ohio według specjalnego protokołu. W Polsce takie leczenie nie jest stosowane… Przypadek naszego synka jest niezwykle trudny, bo oprócz nowotworu, u Jędrka występuje także niezwykle rzadka mutacja genu. W naszym kraju nikt sobie z tym nie poradzi. Ostatnia szansa mojego dziecka to leczenie w USA, jednak nie możemy czekać. Błagam, pomóżcie ocalić naszego synka…

Andrzej Hennig

Dwa tygodnie temu, podczas kontrolnego badania, nasz świat znowu się zawalił. Guz odrósł, co oznaczało tylko jedno - wznowa nowotworu, niezwykle złośliwego raka splotu naczyniówkowego CPC. Mój synek trafił na stół operacyjny, lekarze ponownie otworzyli jego głowę, by wyciąć guza, który mógł zabić Jędrka w każdej chwili. Teraz, by móc zatrzymać chorobę, konieczne jest dalsze leczenie. Problem w tym, że w Polsce jest tylko jeden protokół stosowany w podobnych przypadkach. A synek nie może podjąć takiego leczenia, bo to będzie oznaczało nawrót raka!

Wszystkiemu winna jest mutacja w genie tp53, zwana inacze zespołem Li-Fraumeni. U zdrowych osób prawidłowo funkcjonujący gen blokuje powstawanie nowotworów, bo w przypadku uszkodzenia, naprawia DNA. Wrodzona mutacja genu tp53 sprawia, że białko nie blokuje podziału nieprawidłowo rozwijających się komórek, a skutek jest tylko jeden - nowotwór. By zminimalizować ryzyko jego powstania, trzeba odizolować wszystkie czynniki rakotwórcze. Tymczasem w Polsce proponują nam leczenie z wykorzystaniem radioterapii, która niesie ogromne ryzyko powstania nowotworów wtórnych. Lekarz powiedział nam wprost - w naszym kraju proponowana terapia pomija mutację Jędrka. Jeśli chcemy go uratować, musimy szukać ratunku gdzie indziej…

Historia naszego dramatu zaczęła się w 2014 roku. Byliśmy szczęśliwą rodziną, rodzicami dwóch zdrowych chłopców: 4-letniego Jasia i 1,5-rocznego Andrzejka. Pewnego dnia Jędruś zachorował - zwykła infekcja, ale przez nawracające wymioty poszliśmy do lekarza. Ten nas uspokoił jeśli chodzi o przeziębienie, jednak zauważył coś niepokojącego w spojrzeniu naszego synka. Dzisiaj dziękuję Bogu za uważność pediatry. Gdyby nie to, naszego dziecka już by z nami nie było. Pojechaliśmy na badania, potem usłyszeliśmy diagnozę, która była jak cios prosto w serce. Czułam, że spadam, a potem miałam wrażenie, że to się nie dzieje naprawdę, że to jakaś pomyłka. Jednak badanie nie kłamało - w głowie synka były dwa guzy, każdy wielkości brzoskwini! Moje dziecko, jeszcze wczoraj wydawać by się mogło zdrowe, dzisiaj umierało. Czy rodzic może wyobrazić sobie większy koszmar? Nagle znaleźliśmy się w środku największej tragedii, jaka może wydarzyć się własnemu dziecku...

Andrzej Hennig

Jędrek w trybie pilnym trafił na stół operacyjny. Udało się usunąć guzy, potem przyszedł czas na wycieńczającą chemioterapię. To był bardzo trudny okres… Skutki chemii są tragiczne, mój synek - chociaż wydawało się, że największe zagrożenie minęło - bardzo cierpiał. Dodatkowo skomplikowana operacja na mózgu także nie obeszła się bez konsekwencji - Jędruś wolniej się rozwija, ma objawy autyzmu i afazję. Jednak to nie ma znaczenia, dla nas jest największym cudem i kochamy go ze wszystkich sił. Pragniemy tylko tego, by żył - z resztą sobie poradzimy...

W trakcie leczenia Jędrka postanowiliśmy z mężem znaleźć przyczynę raka, który chciał odebrać nam dziecko. Musieliśmy być przygotowani na najgorsze, bo nowotwór mógł znowu zaatakować… Chociaż lekarze stwierdzili, że to po prostu losowy przypadek, zrobiliśmy synkowi badania genetyczne. W naszej rodzinie nigdy nie było przypadków zachorowań na nowotwór, a tu nagle zaatakował naszego malutkiego synka, i to najgorszy z możliwych - złośliwy rak splotu naczyniówkowego… Okazało się, że podjęliśmy dobrą decyzję. Badanie genetyczne wykazało mutację genu tp53. Niezwykle niebezpieczną, powodującą zwiększenie zachorowalności na nowotwory, potencjalnie śmiertelną…

Lekarze podejrzewają, że mutacja powstała w trakcie ciąży, z nieznanych powodów. Ja, mąż i starszy synek jesteśmy zdrowi. Nie wiemy jeszcze, czy nasz najmłodszy Adaś także… Dlaczego to spotkało Jędrka? Nie wiemy. Wiemy, że za wszelką cenę musimy wyrwać go ze szponów śmierci.

Pierwszy etap leczenia zakończył się w marcu zeszłego roku - wtedy Jędrek mógł pójść do przedszkola. Miał chwilę oddechu, mógł posmakować, czym jest prawdziwe dzieciństwo, z dala od bólu i zimnych szpitalnych sal. Nigdy nie zapomnę, jaki był wtedy szczęśliwy… 

Andrzej Hennig

Dzisiaj tamten czas wydaje się być taki odległy, taki nierealny. Chwile rodzinnego szczęścia kolejny raz zostały nam brutalnie odebrane. I - zupełniej jak za pierwszym razem - nic tego nie zapowiadało. Pojechaliśmy po prostu na kolejny kontrolny rezonans… Gdzieś pod skórą był lęk, ale zdusiliśmy go w zarodku. Przecież już miało być dobrze, nasz synek miał wyzdrowieć… Tymczasem wynik badania sprawił, że w jednej chwili wróciliśmy na początek koszmaru. Nic nie było dobrze, nasz świat, tak mozolnie odbudowywany, runął jak domek z kart. Wznowa, kolejny guz, trzeba natychmiast operować - słyszałam to jak przez mgłę. Musiałam jednak wyrwać się z otępienia, musiałam być silna dla Jędrusia.

Guz został wycięty. Teraz przyszła kolej na leczenie. Wiemy już, że radioterapia jest niemożliwa - nie tylko nie daje gwarancji wyleczenia raka, ale także prawie pewne jest to, że spowoduje kolejne nowotwory, z którymi wyniszczony organizm dziecka już sobie nie poradzi. Sama chemioterapia to za mało... Jedyną szansą jest leczenie zaproponowane przez lekarzy z Nationwide Childrens Hospital w Ohio w USA. Koszt takiego leczenia to ponad 500 tysięcy dolarów. Na tyle wyceniono życie mojego syna. To cena, której nie jesteśmy w stanie zapłacić… 2 miliony złotych… Nikt nie da nam takiego kredytu, a musimy lecieć jak najszybciej!

Teraz znowu żyjemy w szpitalu. Jest trudno - mąż jest na zwolnieniu, cały czas przy Jędrku. Ja jestem w domu przy 10-miesięcznym Adasiu. Cierpi także Jaś, nasz najstarszy synek. Widzi naszą rozpacz, przeżywa to na swój sposób. Gdy choruje dziecko, chora jest cała rodzina. Nowotwór nas zjada od środka, wysysa wszyskie siły, ale my się nie poddamy - będziemy walczyć do końca. 

Andrzej Hennig

Mamy dwa tygodnie na zebranie ogromnej sumy. W Polsce lekarze póki co podają Jędrkowi chemię podtrzymującą, by doczekał leczenia w Stanach. Musimy zapłacić jak najszybciej, jak najszybciej tam lecieć i zacząć leczenie synka. To jedyna, ostatnia już szansa. Protokół zaproponowany w Stanach nie jest żadną eksperymentalną terapią - prof. Finlay, uznany za ojca neuroonkologii, ma duże doświadczenie w leczeniu podobnych przypadków. Zamiast radioterapii, proponuje dopasowane leczenie - równie skuteczne, a dodatkowo chroniące przed nawrotem raka. To ogromna szansa, jeśli tylko uda nam się zdążyć… Wiem, że musi stać się cud, ale musimy w ten cud wierzyć. Tylko to nam pozostało…

Błagamy, pomóżcie ocalić naszego synka…

Joanna i Paweł - rodzice Jędrusia

2 209 939,93 zł ( 103,97% )
Wsparło 98797 osób

Obserwuj ważne zbiórki