Szukamy ratunku dla Oli. Nie pozwolimy rakowi wygrać!

Potrzebujący zweryfikowany przez Fundację Siepomaga
85 499 zł
Wsparło 1 249 osób
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
zagraniczne leczenie niezwykle rzadkiego nowotworu

Aleksandra Misiewicz , 34 lata

Ostrzeszów, wielkopolskie

rak gruczołowo-torbielowaty

Nadal nie możemy uwierzyć, że to właśnie Ola zachorowała na raka… To takie irracjonalne, przecież to nie może być prawda! Znamy się od dziecka, ma dopiero 34 lata, wyszła za mąż, z Pawłem starali się o dziecko… Dzisiaj okazuje się, że wymarzonego dziecka może nigdy nie być, a Aleksandra jest bardzo chora… Ekstremalnie rzadki nowotwór to jednak fakt. Walczymy, szukamy ratunku… Wiemy już dziś, że będą potrzebne ogromne pieniądze, dlatego bardzo prosimy, pomóż nam, pomóż Oli!

Aleksandra Misiewicz

Piękna, serdeczna, roześmiana — taka jest Ola, taka została nawet po najgorszej diagnozie. “Wygonię tego potwora” - mówi. I my wierzymy, chociaż nawet lekarze boją się mówić o rokowaniach… Olę zaczęła boleć ręka, wyczuła niewielkiego guzka w piersi. Lekarz zrobił USG, nie spodobał mu się wynik. Wysłał ją na onkologię. Pojechała na badania, ale została uspokojona — kolejny specjalista powiedział, że nie wygląda mu to na raka i na pewno wszystko będzie dobrze. Jednak zlecił biopsję, tak dla potwierdzenia, że nic złego się nie dzieje. Ola była spokojna, nie dopuszczała do siebie czarnych myśli tak jak my wszyscy. Potem była biopsja, gruboigłowa, bardzo dokładna. Jej wyniki zachwiały naszym światem…

”To rak, najprawdopodobniej złośliwy” - razem z tymi słowami pojawił się strach, tak wielki, jak nigdy wcześniej. Były kolejne badania, a lekarze mówili, że sobie poradzą, guz jest mały, to na pewno wczesne stadium. Wytnie się go, będzie radioterapia i można zapomnieć o sprawie. Odżyła w nas nadzieja, ale równie szybko zgasła. Przyszły jeszcze gorsze informacje…

Aleksandra Misiewicz


Po dokładnych badaniach samego guza okazało się, że jest on bardzo dziwny, niesamowicie rzadki — na całym świecie zachorowało na niego tylko ok. 200 osób. W tym Ola… Niestety, przez to, że lekarze dopiero go poznają, nie ma skutecznego leczenia, nie wiadomo, co na niego działa. Na domiar złego nowotwór ten ma ujemne receptory, nie działa na niego żaden lek i ma w sobie aż 80% samych komórek rakowych. Nie ma trudniejszego przeciwnika.

Cały czas żyjemy nadzieją, że właśnie przez to, że rak jest tak nietypowy, znajdzie się sposób, żeby go wyleczyć. Lekarze podejrzewają, że może nie dawać przerzutów, jednak to tylko przypuszczenia… Nic nie wiemy, działamy po omacku, od diagnozy minął dopiero miesiąc. Ola bierze już chemię, czerwoną, najgorszą.Przed nią jeszcze 3 cykle, potem może 12 podtrzymującej i operacja wycięcia guza. Może być też tak, że chemia nie zadziała i pójdzie na stół jeszcze szybciej. To wszystko się jeszcze okaże.

Aleksandra Misiewicz


Walczymy wszyscy razem, Ola, jej bliscy i przyjaciele. Trafiliśmy do kliniki w Monachium, gdzie wykonują protonoterapię, jedną z najskuteczniejszych metod powstrzymania raka. Jesteśmy już po wstępnej konsultacji z polskim lekarzem, który tam przyjmuje. Potwierdził plan leczenia: najpierw chemia i operacja w Polsce, potem protony w Monachium. Teraz właśnie taki jest cel, na tym się skupiamy. Nie mamy jednak jeszcze ostatecznego kosztorysu, w międzyczasie szukamy innych metod, dlatego zbiórka jest otwarta. Gdy będziemy mieli już kwalifikację do leczenia, zbiórka zostanie zaktualizowana, fundacja doda ostateczną kwotę i cel.

Dzisiaj Ola czuje się dobrze, włosy jeszcze są, ale nawet jak ich nie będzie, nie to jest najważniejsze. Pokonać raka — tylko to się liczy. O to walczymy i prosimy, pomóż, by pieniądze nie stanęły na przeszkodzie w walce, która już się zaczęła… Musimy ją wygrać!

Przyjaciele