By w dniu narodzin Oluś nie umarł w naszych ramionach

Zbiórka na cel: Operacja serca w Niemczech - poród i pierwszy etap korekcji wady
Aleksander Żak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 494 osoby
105 507 zł (108,37%)
Wesprzyj

Aleksander

Wrodzona wada serca: dwunapływowa lewakomora (DILV)

Brzeg, opolskie

Rozpoczęcie: 09 Listopada 2017
Zakończenie: 10 Lutego 2018

17 Listopada 2017, 14:55
Przed Olusiem walka!

Kochani,

z całego serca dziękujemy! Kilka dni wystarczyło, by zabezpieczyć małe serduszko, które już wkrótce będzie musiało walczyć.

Przez kilka dni zostawiamy zbiórkę otwartą. Wciąż czekamy na decyzję prof. Edwarda Malca - być może zmieni się plan leczenia i koszt operacji wzrośnie.

Każda nadwyżka przekazana zostanie na potrzeby Olusia, takie jak kolejny etap korekty wady. Proszę, zostańcie z nami!

Kiedy Oluś przyjdzie na świat, rozpocznie się walka o jego życie! Żadna matka nie powinna bać się dnia, w którym powita swoje dziecko. Ja drżę ze strachu, bo wiem, że to może być koniec wszystkiego. Raz już straciliśmy dziecko, które zdążyliśmy pokochać. Drugi raz nie zniesiemy takiego ciosu. Serce mojego jeszcze nienarodzonego synka jest bardzo słabe. A przecież bez serca nie da się żyć!

Piątek, 23 czerwca – Dzień Ojca. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Los podarował nam najpiękniejszy prezent – upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Mogłam powiedzieć mojemu mężowi, że zostanie tatą! Po tragedii, jaką przeżyliśmy, po miesiącach leczenia, znów pojawiła się nadzieja. Nasza radość była ogromna i choć ciąża przebiegała wzorowo, nie potrafiłam być spokojna. Na każdą wizytę czekałam z niecierpliwością, ale też strachem. Nie chciałam myśleć, że może zdarzyć się złego, jednak pytałam lekarza o tętno, tak bardzo się bałam, że coś jest nie tak, że nastąpi cios, którego bym nie udźwignęła... Poprzednim razem to właśnie podczas standardowego badania usłyszałam, że serduszko mojego dziecka przestało bić.

Podczas badań prenatalnych w 12 tygodniu ciąży, lekarz powiedział, że będziemy mieć syna – że dziecko wygląda na silne i zdrowe. To było wszystko, czego pragnęłam. W końcu mogliśmy pochwalić się najbliższym, a przede wszystkim powiedzieć Oliwce, że w brzuszku mamy śpi jej młodszy braciszek. Od samego początku wiedzieliśmy, że jeśli będzie to chłopczyk, imię odziedziczy po moim dziadku – Olku. Gdy wracaliśmy z mężem z badań, opowiadałam mu o mojej znajomej, która dosłownie kilka tygodni wcześniej dowiedziała się o bardzo poważnej wadzie serca u swojej córeczki. Udostępniając jej apel o pomoc w zbiórce na operację, która musiała odbyć się zaraz po porodzie, żeby jej córka mogła żyć, pamiętam, jak napisałam „Nikt nie chciałby przeżywać tego, co oni”. W najczarniejszych snach nie przypuszczałam nawet, że za dwa miesiące będziemy w takiej samej sytuacji...

Każdego dnia widziałam powiększający się brzuszek. W 16 tygodniu poczułam ruchy naszego Olka. Cudowne uczucie, które pozwalało myśleć, że wszystko jest dobrze. Wcale nie było – o tym, jak bardzo chore jest serce mojego dziecka, dowiedziałam się kilka tygodni później.

Badanie połówkowe – kiedy lekarz przyłożył aparaturę do brzucha, usłyszałam mocne bicie serca. Tak bardzo mi ulżyło! Chwilę później pokazały się dwie malutkie rączki, grubiutkie nóżki – śmiałam się, że po mamusi. I wtedy z twarzy lekarza zniknął uśmiech. Malowało się na niej skupienie i coraz większe zatroskanie. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Patrzył na serduszko mojego synka. Na pytania, co się dokładnie dzieje, powiedział, żebym się jeszcze nie denerwowała, ale musimy powtórzyć badanie w specjalistycznej poradni prenatalnej. Do tej pory myślałam, że tylko tak się mówi – ale przez całą kolejną noc naprawdę nie zmrużyłam oka. Modliłam się o Olka...

Następnego dnia znów zobaczyliśmy Olusia na monitorze. “Obraz serca niepokojący”, usłyszeliśmy, po czym lekarz poszedł po panią kardiolog. To była jedna z osób, które niezwykłym zbiegiem okoliczności znalazły się na naszej drodze. Okazało się, że obecna w poradni pani jest jednym najlepszych specjalistów w Polsce, a w Opolu pojawia się tylko raz w miesiącu na konsultacjach. To był akurat ten dzień…

Podczas badania nasz świat się zawalił. Słyszałam tylko strzępy wstępnej diagnozy: „bardzo złożona wada serca…”, „brak komory…”. Ginekolog, który badał mnie przed chwilą, pierwszy raz widział taką wadę. A ja czułam się jak w koszmarze, słuchałam i nie mogłam opanować łez. Ostatecznie diagnoza brzmiała: „złożona wada serca – dwunapływowa pojedyncza komora o morfologii lewej komory”. Innymi słowami – Olek ma tylko połowę serduszka i dopóki pozostaje w moim brzuchu, nic mu nie grozi, bo moje serce pracuje za nas oboje. Z chwilą przyjścia na świat, nasz synek zacznie umierać na naszych rękach!

Poinformowano nas, że wykryta wada jest podstawą do usunięcia ciąży. Nie chcieliśmy nawet tego słuchać! Przecież tak długo walczyliśmy o drugie dziecko, a teraz mielibyśmy zabić naszego synka tylko dlatego, że ma chore serce?! Po badaniu wsiedliśmy z mężem do samochodu. Płakaliśmy oboje, a ja płakałam tak bardzo, że aż nie mogłam złapać tchu. Całą drogę siedziałam jak otępiała. Wciąż słyszałam słowa lekarzy, które brzmiały jak wyrok.

Lekarze powiedzieli, że wady serca często występują z innymi wadami genetycznymi, takimi jak zespół Downa i musimy wiedzieć, czy organizm Olusia jest obciążony jeszcze jakąś chorobą, by zapewnić naszemu dziecku jak najlepszą opiekę. Amniopunkcja miała wykluczyć inne wady rozwojowe. Jakie życie potrafi być przewrotne: poprzedniej nocy płakałam, że nasz synek ma tak poważną wadę serca, a następnego dnia modliłam się, żeby okazało się, że to jest „tylko” wada serca! Zaraz po powrocie do domu, nie znając jeszcze wyników badań, wiedziałam tylko jedno: dopiero zaczynamy walczyć! Wiem, że to dziwne, ale ta świadomość dodała nam sił, wypełniła spokojem nasze przestraszone serca. Wiedziałam jedno – nie możemy się poddać, musimy działać!

Skontaktowałam się z koleżanką, którą kilka tygodni wcześniej przechodziła przez to samo piekło. To właśnie rodzice innych dzieci z wadami serca opowiedzieli nam o profesorze Edwardzie Malcu, który specjalizuje się w ekstremalnie trudnych przypadkach i pomogli skontaktować się z kliniką w Münster. To była nasza nadzieja na normalną przyszłość, na jakąkolwiek przyszłość dla naszego dziecka!

Po konsultacji z profesorem Malcem otrzymaliśmy szansę – specjalista od malutkich serc podejmie się zoperowania Olusia! Wyniki amniopunkcji są dobre. Przed nami walka o życie naszego synka. Ile operacji czeka Olka? Co najmniej dwie lub trzy, rozłożone w czasie, wszystkie niewyobrażalnie drogie.

Czekamy na zdrowe dziecko ze śmiertelnie chorym sercem. Przed nami pierwszy etap, a cena za życie mojego synka to blisko 100 tysięcy złotych! Teraz musimy zebrać ogromne pieniądze, a czasu mamy niewiele – już 14 lutego muszę stawić się w klinice w Niemczech! Kwota wciąż może wzrosnąć – dopiero dalsze badania wykażą, czy zwężone są tętnice płucne. 

Dziś już wiem, że modlę się do Boga nie tylko o cud, ale też o dobrych ludzi, których potrzebujemy, by Olek mógł żyć. Proszę, jak tylko matka może prosić – pomóżcie nam w walce o nasze dziecko.

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 494 osoby
105 507 zł (108,37%)
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość