Turnus rehabilitacyjny dla Antka
Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.
Jako ciocia Antka też chcę pomoc temu małemu bohaterowi. Skarbonka jest przeznaczona na turnus rehabilitacyjny. Zapraszam serdecznie na Facebook, gdzie prowadze bazarek charytatywny dla Antosia: https://www.facebook.com/groups/914114882869267/?r ef=share (otwiera nową kartę)
Oto oryginalny opis Antka, napisany przez jego tatę:
W zeszłym roku dzięki Waszemu wsparciu udało nam się wylecieć z Antosiem na terapię komórkami macierzystymi do Bangkoku. Mieliśmy wiele wątpliwości, ale okazało się ze to była bardzo dobra decyzja. Mamy jednak świadomość, że walka o synka będzie trwała jeszcze wiele lat, dlatego prosimy Was ponownie o pomoc. Oto nasza historia:
Nikt na niego nie czekał. Nikt nie cieszył się z jego pojawienia na świecie. Antek urodził się niechciany i został porzucony w szpitalu — z potwornym rachunkiem zdrowotnym do zapłacenia. Za wypalone w ciąży papierosy, za wypite litry alkoholu, za brak zainteresowania i miłości… Pokochaliśmy go z żoną od pierwszego wejrzenia. Daliśmy dom, nazwisko, rodzinę i nieskończenie wiele ciepła. Pomagamy mu też spłacić ten okrutny rachunek za zdrowie...
Od początku wszystko było nie tak, jak powinno. Jego mama podobno nie wiedziała, że jest w ciąży. Nie mieli badań, opieki lekarskiej, zdrowego trybu życia. Sam poród był długi i ciężki. Antoś urodził się 2 miesiące za wcześnie w zamartwicy z niedotlenieniem. W pierwszych godzinach stoczył walkę na śmierć i życie, ale nikogo to nie obchodziło. Przeżył cudem…
Dowiedzieliśmy się o nim jak miał 11 dni życia. Do tego momentu leżał sam w szpitalnym łóżeczku, gdzie przychodziły pielęgniarki, żeby zrobić tylko to, co trzeba — pieluchy, butla… Nie chcę sobie wyobrażać, co musiał czuć. Samotny, opuszczony, zapomniany. Po tych 11 dniach odwiedziliśmy go po raz pierwszy. Ogromny strach, bo nie wiedzieliśmy, czy dobrze robimy. Chcieliśmy adoptować zdrowe dziecko i byliśmy przekonani, że tak będzie — tak nas zapewniali lekarze…
Nie będę przed Wami zgrywał bohatera. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że niedotlenienie przyniesie tak dramatyczne skutki, że Antoś być może nigdy nie będzie mówić, przełykać, siedzieć, ani chodzić, pewnie byśmy uciekli albo w ogóle tam nie pojechali.
Odwiedzaliśmy go codziennie w szpitalu. Zapoznawanie się z dzieciątkiem w towarzystwie personelu. My nieznający się na dzieciach totalnie i Antoś malutki tak bardzo, że żona, widząc go pierwszy raz, powtarzała to kilka razy w kółko. W końcu zabraliśmy Antka do domu. Radość ogromna, nasze dziecko wymarzone.
Był dramatycznie chudziutki, nasz pediatra nawet wody nie pozwalał zbyt dużo dawać tylko mleko. Nogi jak patyki, buzia maleńka. Dzieci tak nie wyglądają po urodzeniu. I tysiące myśli... Czy jego mama jadła cokolwiek, kiedy była w ciąży? Czy piła dużo? Bo na pewno paliła... Jak on sobie radził z tymi wszystkimi brakami? Niestety, wraz z wyjściem ze szpitala zaczęły przychodzić pierwsze rachunki…
Problemy ze słuchem, kłopoty neurologiczne, padaczka lekooporna. Ta ostatnia jest najgorsza. Atak za atakiem. Antek nie patrzył na nas, odwracał się w łóżeczku i spał albo patrzył gdzieś w dal. Podczas ataków wyrzucał ręce w seriach do góry, gałki oczne nieruchomiały i zaczynał się mocny płacz. Jak to zatrzymać? Szpital, powrót do domu, znów szpital, powrót, nawrót ataków, znów szpital.
W wieku 8 miesięcy neurolog zabija nas diagnozą — Mózgowe Porażenie Dziecięce 4-kończynowe. Nigdy nie będzie chodził, chwytał, całe życie będzie zależny od innych. Ta pani nie dała Antkowi żadnych szans i nadziei. Kolejna pani doktor mówi do nas: to tylko kwestia czasu, niedługo wypadną mu biodra. Oj ciężko będziecie z nim mieć… Przyjmujemy cios za ciosem, spływają kolejne rachunki.
Trzeba je opłacać każdego dnia. Rehabilitacja, masaże, ćwiczenia wzroku, słuchu. Wyprawy na drugi koniec miasta, od wizyty do wizyty. Wszystko po to, żeby mu pomóc. Wszystko po to, żeby spróbować odzyskać jak najwięcej z utraconego zdrowia… On jest taki kochany, a jednocześnie koszmarnie poturbowany i bezradny. Płaci ogromną cenę za nieswoje błędy. A my kochamy go ponad życie i dzięki wielu wspaniałym darczyńcom dajemy mu wyjątkową szansę na ratunek — terapię komórkami macierzystymi w Bangkoku.
Na wyjazd miał miejsce w lutym 2020 roku - w ostatniej chwili przed rozpoczęciem pandemii. Mieliśmy wiele wątpliwości, ale okazało się ze to była bardzo dobra decyzja. Bardzo dużo się zmieniło. Poprawiła się komunikacja, Antoś bardziej się interesuje otoczeniem. Pojawił się wreszcie podpór rączkami. Dążymy do tego, żeby synek zaczął sam chodzić najpierw przy chodziku i utrzymywał równowagę, bo tylko wtedy jest szansa na samodzielne chodzenie. Antoś po przeszczepie zaczął pełzać, a w tej w tej chwili porusza się na czworakach, kicając. Baliśmy się wyjazdu i efektu po przeszczepie. Jesteśmy bardzo zadowoleni. To niesamowite widzieć te wszystkie małe zmiany, które u zdrowych dzieci są normą.
Antoś oczywiście cały czas potrzebuje intensywnej rehabilitacji, która na szczęście przynosi wymierne efekty. W najbliższym czasie w planach mamy 10 sesji w komorze hiperbarycznej, jednak jej koszty przekraczają nasze możliwości finansowe. Dlatego ośmielamy się Wam prosić o pomoc raz jeszcze...
Jest naszym synem i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Pojawił się nagle i wywrócił cały nasz porządek do góry nogami. Wiedzieliśmy, że codzienność z maluszkiem jest niczym obóz przetrwania, ale zamiast tego trafiliśmy na wojnę i to w pierwszej linii frontu. Nie ma odwrotu ani ucieczki. Jest codzienna walka o przyszłość tego kochanego szkraba. O sprawność i spłacenie rachunków zdrowotnych, z którymi się urodził… Proszę, nie zostawiaj go bez wsparcia z tym okropnym długiem.
Artur - tata
Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiły
bezpośrednio na docelową zbiórkę:
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Jako ciocia Antka też chcę pomoc temu małemu bohaterowi. Skarbonka jest przeznaczona na turnus rehabilitacyjny. Zapraszam serdecznie na Facebook, gdzie prowadze bazarek charytatywny dla Antosia: https://www.facebook.com/groups/914114882869267/?r ef=share (otwiera nową kartę)
Oto oryginalny opis Antka, napisany przez jego tatę:
W zeszłym roku dzięki Waszemu wsparciu udało nam się wylecieć z Antosiem na terapię komórkami macierzystymi do Bangkoku. Mieliśmy wiele wątpliwości, ale okazało się ze to była bardzo dobra decyzja. Mamy jednak świadomość, że walka o synka będzie trwała jeszcze wiele lat, dlatego prosimy Was ponownie o pomoc. Oto nasza historia:
Nikt na niego nie czekał. Nikt nie cieszył się z jego pojawienia na świecie. Antek urodził się niechciany i został porzucony w szpitalu — z potwornym rachunkiem zdrowotnym do zapłacenia. Za wypalone w ciąży papierosy, za wypite litry alkoholu, za brak zainteresowania i miłości… Pokochaliśmy go z żoną od pierwszego wejrzenia. Daliśmy dom, nazwisko, rodzinę i nieskończenie wiele ciepła. Pomagamy mu też spłacić ten okrutny rachunek za zdrowie...
Od początku wszystko było nie tak, jak powinno. Jego mama podobno nie wiedziała, że jest w ciąży. Nie mieli badań, opieki lekarskiej, zdrowego trybu życia. Sam poród był długi i ciężki. Antoś urodził się 2 miesiące za wcześnie w zamartwicy z niedotlenieniem. W pierwszych godzinach stoczył walkę na śmierć i życie, ale nikogo to nie obchodziło. Przeżył cudem…
Dowiedzieliśmy się o nim jak miał 11 dni życia. Do tego momentu leżał sam w szpitalnym łóżeczku, gdzie przychodziły pielęgniarki, żeby zrobić tylko to, co trzeba — pieluchy, butla… Nie chcę sobie wyobrażać, co musiał czuć. Samotny, opuszczony, zapomniany. Po tych 11 dniach odwiedziliśmy go po raz pierwszy. Ogromny strach, bo nie wiedzieliśmy, czy dobrze robimy. Chcieliśmy adoptować zdrowe dziecko i byliśmy przekonani, że tak będzie — tak nas zapewniali lekarze…
Nie będę przed Wami zgrywał bohatera. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że niedotlenienie przyniesie tak dramatyczne skutki, że Antoś być może nigdy nie będzie mówić, przełykać, siedzieć, ani chodzić, pewnie byśmy uciekli albo w ogóle tam nie pojechali.
Odwiedzaliśmy go codziennie w szpitalu. Zapoznawanie się z dzieciątkiem w towarzystwie personelu. My nieznający się na dzieciach totalnie i Antoś malutki tak bardzo, że żona, widząc go pierwszy raz, powtarzała to kilka razy w kółko. W końcu zabraliśmy Antka do domu. Radość ogromna, nasze dziecko wymarzone.
Był dramatycznie chudziutki, nasz pediatra nawet wody nie pozwalał zbyt dużo dawać tylko mleko. Nogi jak patyki, buzia maleńka. Dzieci tak nie wyglądają po urodzeniu. I tysiące myśli... Czy jego mama jadła cokolwiek, kiedy była w ciąży? Czy piła dużo? Bo na pewno paliła... Jak on sobie radził z tymi wszystkimi brakami? Niestety, wraz z wyjściem ze szpitala zaczęły przychodzić pierwsze rachunki…
Problemy ze słuchem, kłopoty neurologiczne, padaczka lekooporna. Ta ostatnia jest najgorsza. Atak za atakiem. Antek nie patrzył na nas, odwracał się w łóżeczku i spał albo patrzył gdzieś w dal. Podczas ataków wyrzucał ręce w seriach do góry, gałki oczne nieruchomiały i zaczynał się mocny płacz. Jak to zatrzymać? Szpital, powrót do domu, znów szpital, powrót, nawrót ataków, znów szpital.
W wieku 8 miesięcy neurolog zabija nas diagnozą — Mózgowe Porażenie Dziecięce 4-kończynowe. Nigdy nie będzie chodził, chwytał, całe życie będzie zależny od innych. Ta pani nie dała Antkowi żadnych szans i nadziei. Kolejna pani doktor mówi do nas: to tylko kwestia czasu, niedługo wypadną mu biodra. Oj ciężko będziecie z nim mieć… Przyjmujemy cios za ciosem, spływają kolejne rachunki.
Trzeba je opłacać każdego dnia. Rehabilitacja, masaże, ćwiczenia wzroku, słuchu. Wyprawy na drugi koniec miasta, od wizyty do wizyty. Wszystko po to, żeby mu pomóc. Wszystko po to, żeby spróbować odzyskać jak najwięcej z utraconego zdrowia… On jest taki kochany, a jednocześnie koszmarnie poturbowany i bezradny. Płaci ogromną cenę za nieswoje błędy. A my kochamy go ponad życie i dzięki wielu wspaniałym darczyńcom dajemy mu wyjątkową szansę na ratunek — terapię komórkami macierzystymi w Bangkoku.
Na wyjazd miał miejsce w lutym 2020 roku - w ostatniej chwili przed rozpoczęciem pandemii. Mieliśmy wiele wątpliwości, ale okazało się ze to była bardzo dobra decyzja. Bardzo dużo się zmieniło. Poprawiła się komunikacja, Antoś bardziej się interesuje otoczeniem. Pojawił się wreszcie podpór rączkami. Dążymy do tego, żeby synek zaczął sam chodzić najpierw przy chodziku i utrzymywał równowagę, bo tylko wtedy jest szansa na samodzielne chodzenie. Antoś po przeszczepie zaczął pełzać, a w tej w tej chwili porusza się na czworakach, kicając. Baliśmy się wyjazdu i efektu po przeszczepie. Jesteśmy bardzo zadowoleni. To niesamowite widzieć te wszystkie małe zmiany, które u zdrowych dzieci są normą.
Antoś oczywiście cały czas potrzebuje intensywnej rehabilitacji, która na szczęście przynosi wymierne efekty. W najbliższym czasie w planach mamy 10 sesji w komorze hiperbarycznej, jednak jej koszty przekraczają nasze możliwości finansowe. Dlatego ośmielamy się Wam prosić o pomoc raz jeszcze...
Jest naszym synem i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Pojawił się nagle i wywrócił cały nasz porządek do góry nogami. Wiedzieliśmy, że codzienność z maluszkiem jest niczym obóz przetrwania, ale zamiast tego trafiliśmy na wojnę i to w pierwszej linii frontu. Nie ma odwrotu ani ucieczki. Jest codzienna walka o przyszłość tego kochanego szkraba. O sprawność i spłacenie rachunków zdrowotnych, z którymi się urodził… Proszę, nie zostawiaj go bez wsparcia z tym okropnym długiem.
Artur - tata
Wpłaty
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Viola20 zł
- licytacja portfel100 zł
- magda zapominalska100 zł
- Wioletta Boczar- Dominiak37 zł
Za puzzle. Trzymaj się maluszku, jeszcze będzie pięknie <3
