"Twoje dziecko umrze"... Powstrzymaj raka, życie Julka można uratować!

Zbiórka na cel: Ratujące życie Julka leczenie w USA
Zbiórka zakończona
Julian Komajda
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 34 811 osób
925 986,16 zł (113,78%)

Julian Komajda, 3 lata

Nowotwór złośliwy IV stopnia - neuroblastoma

Turek, wielkopolskie

Rozpoczęcie: 21 Lutego 2018
Zakończenie: 03 Kwietnia 2018

Twoje dziecko umrze. Słyszę w głowie te słowa, są jak mroczny sen. Rok temu dowiedzieliśmy się z żoną, że nasz synek ma raka. Od tego czasu Julek walczy o życie, a my o niego. To, by Julek żył – tylko to się liczy, to jedyny cel, to jedyny sens. Nowotwór, który zaatakował mojego synka, zabija co drugie chore na niego dziecko. Ja, onkotata tego dzielnego chłopca, proszę o Waszą pomoc, tylko Wy możecie uratować  życie Julka!

Trudno wyobrazić sobie, czym jest onkoświat, jaki ciężar ze sobą niesie – jaki ból, rozpacz, piekło - będąc zewnątrz. To, z jaką stanowczością i bezpardonowością rak wtarga do życia, jak je niszczy, kradnie, odbiera – to zatrważające. Niezależnie od tego, czy w Twoim życiu jest coś nie tak – nigdy nie znajdziesz się w sytuacji gorszej od tej, kiedy zagrożone jest życie Twojego dziecka. Zakładając, że kochasz je nad życie (ktoś nie kocha…?)

17 stycznia 2017 roku. Julek miał wtedy 2 lata. Od pewnego czasu mało jadł, dużo pił. Miał rozpalone policzki. Znam jednak swoje dziecko. Widziałem to - był coraz słabszy, leżał, nie chciał się bawić. Pojechaliśmy na SOR. Czasami postawienie diagnozy trwa wiele miesięcy. U nas wystarczyły 2 dni. W szpitalu był onkolog. Wykluczył guza mózgu, przez jedną, fałszywą chwilę czuliśmy ulgę. A potem zrobiono USG brzuszka. I przyszła właściwa diagnoza. Neuroblastoma. Nowotwór złośliwy, który atakuje tylko dzieci, maleńkie dzieci. Większość pacjentów ma tylko kilkanaście miesięcy, jeszcze tak naprawdę nie zaczęła żyć… Guz w brzuszku Julka był wielkości grejpfruta. Rak był w najgorszym, najbardziej zaawansowanym stadium złośliwości. Były przerzuty do kości i szpiku kostnego.

Razem z żoną krzyczeliśmy. Płakaliśmy. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Na coś takiego nie można się przygotować. Żyliśmy jak wiele podobnych rodzin z dziećmi. Kto by przypuszczał. NIKT… My również nie…Pustka, ciemność, koniec. Nagle znaleźliśmy się na oddziale onkologii, z przerażonym Julkiem. Rodzice innych dzieci – małych wojowników o łysych główkach – stali się naszymi przewodnikami, powiernikami przyjaciółmi. Gdy uświadamiasz sobie, że Twoje dziecko może umrzeć, nagle dociera do Ciebie, jak bardzo je kochasz. Julek jest sensem mojego istnienia, moim światem. Nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem.

Julian, moja żona Joanna i ja – płaszczyzna emocji każdego z nas, choć złączona wspólnym mianownikiem, jest inna. My umieramy ze strachu o życie naszego dziecka. Julek odbiera wrażenia głównie fizycznie. W ciągu rocznego leczenia przeszedł 2 operacje, 8 cyklów chemioterapii, kilka rezonansów, tomografii, scyntygrafii; ma za sobą megachemię, po której każdy wirus, każda bakteria mogły go zabić;  przeszczep szpiku, niezliczone przetoczenia i pobrania krwi – pewnie była ich ponad setka… Po raz kolejny uświadamiam sobie tę bolesną statystykę, pisząc o niej. On ma 2 lata. 2 LATA! Nigdy nie zapomnę słów lekarza: “Dzieci są bardzo silne. Dorosły nie przeżyłby, gdyby dostał taką chemię, jaką teraz dostaje Julek”… Nie zapomnę 15-centymetrowej blizny na jego brzuszku po operacji. Jego bólu. Tego, jak wypadły mu wszystkie włosy. Jak na OIOM-ie walczył o życie.

Kolejnym etapem leczenia synka miała być immunoterapia, podawanie przeciwciał, mających stymulować odporność organizmu. Julek miał przejść 5 cykli immunoterapii w szpitalu w Greifswaldzie. Ukończył tylko 2… Jego wymęczony silnym leczeniem organizm nie zareagował na leczenie tak jak powinien. Doszło do silnej neurotoksyczności i zatrucia układu nerwowego. W nocy synek miał trwające po kilka godzin koszmary senne. Odchodził od zmysłów, jego wypełniony nieludzkim strachem, wręcz zwierzęcy krzyk do dziś brzmi mi w uszach… Potem przestał chodzić, przestał mówić, przestał oddawać mocz. Potwornie cierpiał.

Patrzenie na ból mojego syna było najgorszym, co zdarzyło mi się w życiu.

Lekarze zdecydowali o przerwaniu leczenia. Dziś Julek czasem pyta mnie „tato, dlaczego wtedy nie chodziłem…?” Tak ciężko mu opowiedzieć to wszystko, wytłumaczyć. 3 miesiące – tyle dochodził do siebie. Nikt nie wiedział, czy toksyny nie uszkodziły trwale mózgu, czy będzie chodził, mówił… Jego pierwszy krok po tym wszystkim – najwspanialszy prezent… Ważniejszy niż ten prawdziwy krok, kilkanaście miesięcy temu. Wtedy oczywiste było dla mnie to, że zacznie chodzić. Teraz – niekoniecznie…

Wciąż jednak umieram ze strachu. Immunoterapia, która u Julka nie zadziałała, była ostatnią możliwością jego leczenia w Europie. U połowy dzieci z neuroblastomą dochodzi do wznowy. Jeśli rak u Julka wróci – to może być już koniec... Szansa na życie dla naszego synka jest jednak w USA, które jest kolebką wynalazków w dziedzinie onkologii. Szpital Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku zakwalifikował Julka do leczenia z zastosowaniem nowatorskiej szczepionki anty-neuroblastoma. Ale USA jeden z najdroższych krajów na świecie, jeśli chodzi o opiekę medyczną. Na NFZ  nie mamy co liczyć. Julian – mały polski obywatel borykający się ze śmiertelną chorobą - pozostaje bez wsparcia swojej ojczyzny. Ma już tylko Was…

Na początku marca Julek ma cykl badań kontrolnych, potem, w ciągu maksymalnie 40 dni, musi znaleźć się w szpitalu w USA. Mamy czas do kwietnia! Dlatego proszę Was, będę nawet błagał, bo kiedy Julek mówi „Tato, kocham Cię. Jesteś moim przyjacielem”, wiem, że zrobię wszystko, żeby tylko mój syn żył…

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 34 811 osób
925 986,16 zł (113,78%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość