Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Helena Wałaszczyk-Sobczyk
Helena Wałaszczyk-Sobczyk , 14 miesięcy

By jej życie nie zamieniło się w koszmar! Pomóż!

Kiedy Helenka się urodziła, myślałam, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, myślałam, że mam już wszystko. Minęło kilka dni i moje szczęście przerodziło się w koszmar. W piątej dobie życia Hela trafiła do szpitala z drgawkami, najpierw w nocy ze Szczecinka na OIOM do Koszalina, a już rano z podejrzeniem choroby metabolicznej do Szczecina. Tam dano nam nadzieję, bo usłyszeliśmy, że ma zapalenie opon mózgowych i to ono może być przyczyną drgawek. Niestety po podaniu leków i leczeniu antybiotykiem drgawki nie ustąpiły, było ich coraz więcej i były coraz silniejsze. Mijały tygodnie w szpitalu, zrobiono szereg badań - od wielokrotnego pobrania krwi, moczu, płynu lędźwiowego, wykonania usg, eeg, ekg, rezonansu, przez wizytę u okulisty i laryngologa, skończywszy na wykonaniu badania WES trio. Hela miała po kilkanaście ataków dziennie, próbowano wielu leków z marnym skutkiem, a jej stan się pogarszał. Po dwóch miesiącach dostaliśmy wyniki i nasz świat runął - mutacja w genie STXBP1. Lekarze nie mając wcześniej do czynienia z tą chorobą, w rozmowie z nami podpierali się znalezionymi publikacjami i nie dawali nam nadziei na rozwój Helenki. Mimo to natychmiast po opuszczeniu szpitala zajęliśmy się jej rehabilitacją. Na chorobę Heli nie ma obecnie lekarstwa, jednak za granicą prowadzone są badania nad lekiem, którego roczny zapas to koszt około 3,5 mln złotych. Helcia ze względu na padaczkę lekooporną, która jest charakterystyczna dla tej mutacji, przyjmuje dwa leki, łącznie 6 razy dziennie. Nasza córeczka rehabilitowana jest 6 razy w tygodniu, dodatkowo 4 razy dziennie ćwiczymy z nią w domu łącząc Vojtę, Medek i Bobath. Uczęszcza również raz w tygodniu na terapię SI oraz na zajęcia z neurologopedą. Co dwa miesiące staramy się też, żeby Helcia uczestniczyła w turnusie rehabilitacyjnym. Mimo to nasza córeczka nie potrafi jeszcze samodzielnie usiąść, nie raczkuje, nie stoi, nie potrafi powiedzieć mama. Jednak nie tracimy nadziei i nie ustajemy w działaniu, bo wiemy, że to właśnie dzięki naszym staraniom i intensywnej rehabilitacji Helcia powoli zbiera kamyczki, żeby w końcu osiągnąć kamienie milowe. Helcia to wspaniała dziewczynka, która zasługuje na wszystko, co najlepsze. Zdołaliśmy jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale finansowo jest nam coraz ciężej. Koszty rehabilitacji są ogromne, powinniśmy zwiększyć liczbę wizyt u neurologopedy, jednak na razie nie jesteśmy w stanie ponosić dodatkowych wydatków. Pod znakiem zapytania pozostaje również udział Helci w kolejnych turnusach, czego bardzo się boimy, bo właśnie po nich zauważamy największą poprawę. Najbliższy terapeuta Vojty przyjmuje 70 km od nas, nie dość, że wizyty nie są refundowane, to dochodzi koszt paliwa. To wszystko razem po prostu nas przytłoczyło. Dlatego zdecydowaliśmy się prosić o pomoc... Dorota i Mikołaj, rodzice

3 885,00 zł
Julia Pawelec
Julia Pawelec , 17 lat

Julia nie poddaje się w walce o życie! Potrzebne Twoje wsparcie!

Stało się najgorsze! Julka umiera! Mamy dosłownie kilka dni, by zebrać pieniądze na terapię ostatniej szansy! Jednym ratunkiem była kosztowna, nierefundowana terapia. Dzięki Darczyńcom o ogromnych sercach Julka rozpoczęła leczenie, na które dobrze reaguje. Niestety nie jest to koniec naszych wydatków związanych z leczeniem córki.  Chemioterapia nie działa. To najgorsze, co można usłyszeć od lekarzy na dziecięcym oddziale onkologicznym! Wyczerpały się wszystkie metody standardowego leczenia. Jednym ratunkiem jest kosztowna, nierefundowana terapia. Czasu praktycznie nie ma już wcale. W chwili, kiedy czytasz te słowa Julki ciało pożera rak. W tej chwili nie ma już żadnej bariery… Im szybciej uda się zgromadzić środki, tym szybciej Julka rozpocznie leczenie ostatniej szansy. Błagamy, pomóż nam zebrać te pieniądze tak szybko jak to możliwe! Ścigamy się ze śmiercią, rak nie może zabrać nam Julki. Historia tej dziewczynki to dramat podzielony na akty! Każda dziecięca historia nowotworowa to zapis bezlitosnej przemocy, jakiej dopuszcza się choroba! Każdy dzień to wyzwanie, kiedy we krwi płynie więcej chemii niż życia!  Dla Julki szpital onkologiczny to drugi dom – tak do którego nikt nie chce wracać, ale konieczność zabija wszelkie nadzieje!  Gdy rak zaatakował por raz pierwszy… Julka przeszła już raz przez onkologiczne piekło. Miała 11 lat, gdy zachorowała na nowotwór tkanek miękkich twarzy i szyi. Przyjęła dziesięć chemioterapii, radioterapie i przebyła kilka operacji. Przeżyła! Największe zwycięstwo jej życia.  Opuściła szpital, zaczęła żyć, jak każda nastolatka… Niestety, horror wrócił ze zdwojoną siłą. Po pięciu latach lekarze stwierdzili wznowę! Nastąpiły przerzuty do płuc i znów konieczne były chemie. Na wszystkie siedem zmęczony organizm Julii nie zareagował wcale.  Niedawno Julia została poddana poważnej operacji. Usunięto jej cztery guzy z przepony i z płuc. Co tydzień jeździ do szpitala w Bydgoszczy. Julka słabnie z każdym dniem, jej życie gaśnie. Rak to choroba całej rodziny. Bliscy pomagają Julce jak tylko potrafią.  Teraz proszą o ratunek, bo tylko to im pozostało. Koszty są ogromne, a przerwanie leczenia to wyrok śmierci! Rak okazuje się silniejszy, niż wszyscy przypuszczali, a co najgorsze odporny na chemioterapię.  Jedyny ratunek to kontynuacja terapii, która nie jest refundowana. Walczymy z czasem, którego nie ma. Nowotwór nie zaczeka. Błagamy, pomóż uratować Julkę.

2 059,29 zł ( 2,03% )
Brakuje: 99 004,71 zł
Paweł Szulc
Paweł Szulc , 38 lat

Miłość do rodziny silniejsza niż guz mózgu!

Życie, które budowałem latami, przepadło. W zamian dostałem małą szansę, by to życie zatrzymać i tylko z Wami może mi się to udać. Mam 38 lat, cudowną żonę, 6-letnią córeczkę, oraz diagnozę, która ciąży mi niczym kula u nogi... Ale od początku. Historia mojej choroby zaczęła się po wypadku samochodowym. Prowadząc samochód, dostałem niespodziewanego ataku padaczki i straciłem przytomność. Wtedy moje życie zmieniło się na zawsze... Wypadek nie był poważny, jednak zabrano mnie do szpitala na dokładne badania. Diagnoza do dziś nie daje mi spokojnie zasnąć. Atak padaczki został wywołany przez guza mózgu... Gwiaździak to potwór, z którym przyszło mi się zmierzyć. Przeszedłem już operację, radioterapię, obecnie jestem w trakcie chemioterapii. Aby mieć jak największe szanse na pokonanie nowotworu, pragnę wziąć udział w leczeniu, które w Polsce niestety nie jest refundowane. Chcę spróbować wszystkiego. Jestem silnym mężczyzną, nie mam zamiaru poddać się chorobie. Muszę walczyć! Dla siebie, dla ukochanej rodziny... Niestety leczenie będzie kosztować ogromne pieniądze. Już dziś wiem, że nie będziemy w stanie go pokryć z domowego budżetu... Z zawodu jestem strażakiem i ratownikiem PSP. Od wielu lat moja praca skupiona była na pomocy drugiemu człowiekowi. Mam ogromną nadzieję, że dziś Wy pomożecie mi. Jesteście moją największą szansą! Paweł

64 623,39 zł
Matylda Momot
Pilne!
Matylda Momot , 18 miesięcy

Śmiertelne zagrożenie czai się w środku... Tylko operacja w USA uratuje Matyldzię❗️

BARDZO PILNA ZBIÓRKA❗️Bez operacji w Bostonie los Matyldzi jest przesądzony... Ratuj małe życie!Gdy badania prenatalne wykazały wadę serca u naszej wyczekanej córeczki, najpierw byliśmy przerażeni. Dowiedzieliśmy się jednak, że po operacji Matyldzia będzie mogła normalnie żyć – to nas uspokoiło. Ale najgorsze miało dopiero nadejść… Nie sądziliśmy, że za rok rozpoczniemy walkę o jej życie, o zebranie gigantycznej kwoty na operację w USA, bo tylko ona ocali naszą córeczkę! I że będziemy prosić o pomoc, bo sami jej nie uratujemy… VSD to była pierwsza wada serca, jaką wykryli lekarze u nienarodzonej jeszcze Matyldzi. Najpierw przerażenie – jak to dziurki w sercu?! Gdy jednak dowiedzieliśmy się więcej, trochę nas to uspokoiło. Wadę da się zoperować, to standardowa procedura. Mogliśmy czekać na przyjście na świat córeczki i planować przyszłość. Do czasu… Gdy Matyldzia pojawiła się na świecie, neonatolog wykrył zwężenie zastawki mitralnej. Okazało się, że to znacznie poważniejsza wada, bo w Polsce nie ma skutecznych sposobów leczenia! Zaczęła się udręka – kolejne pobyty w szpitalach, badania, zabiegi, wizyty u różnych specjalistów… Pierwsza operacja Matyldy odbyła się w 3 miesiącu jej życia. Polegała na zamknięciu ubytków międzykomorowych i zakończyła się powodzeniem. To rozwiązało problem VSD. Pozostała jeszcze kwestia zastawki… Lekarze kazali obserwować. Powiedzieli nam, że na pewno będzie potrzebna kolejna operacja. W maju, gdy Matyldzia miała roczek, została przeprowadzona operacja usunięcie zwężenia nadzastawkowego zastawki mitralnej i plastyka zastawki trójdzielnej. Odbyła się w krążeniu pozaustrojowym i hipotermii ogólnej. Organizm córeczki został maksymalnie wychłodzony, by uniknąć niebezpiecznych powikłań.  Dostaliśmy informację, że takich operacji w Polsce robi się bardzo mało i szansę jej powodzenia są 50:50… Drżeliśmy ze strachu, ale udało się! Lekarz powiedział nam, że dostaliśmy więcej czasu. Ale główny problem nie zniknął. Niestety – w Polsce dla Matyldzi nie ma ratunku. Jedynym rozwiązaniem tutaj jest wszczepienie sztucznej zastawki, która nie rośnie wraz z dzieckiem, dlatego trzeba ją wymieniać co 2 lata. Każda taka operacja obarczona jest gigantycznym ryzykiem, tak samo, jak czas między operacjami… Lekarz powiedział, że znał 3 dzieci, którym wykonano takie operacja. Wszystkie zmarły… Jeździmy więc na kolejne kontrole, a wyniki badań są coraz bardziej niepokojące. Jest jednak ratunek dla naszej córeczki – polecany zarówno przez wszystkich specjalistów, z którymi konsultowaliśmy się w Polsce, jak i innych rodziców dzieci z takimi wadami. Jest to ośrodek w Bostonie, który specjalizuje się w takich operacjach! Patrzymy na naszą córeczkę, która wcale nie wygląda na śmiertelnie chore dziecko! Gdyby nie tragiczne wyniki badań, nikt by nie uwierzył, że w jej ciele jest tykająca bomba – jej własne serduszko…  Rozpoczynamy zbiórkę na ratowanie życia naszej córeczki! Kolejne badania kontrolne są za miesiąc. Lekarze mówią, że już wtedy może okazać się, że nie mamy czasu! Dlatego z całego serca błagamy Was o wsparcie! Musimy zebrać gigantyczną kwotę, bo operacja w USA nie jest refundowana, a kosztuje krocie! To jednak jedyna nadzieja Matyldzi na życie… Nasza ukochana, wyczekana córeczka może odejść – nie umiemy pogodzić się z tą myślą. Musimy zrobić wszystko, by ją ocalić! Uda się tylko z Waszą pomocą. Prosimy… Joanna i Mateusz, rodzice Matyldy*Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową i może ulec zmianie po otrzymaniu ostatecznego kosztorysu z Bostonu.

802,00 zł ( 0,06% )
Brakuje: 1 275 794,00 zł
Kacper Szajkowski
Kacper Szajkowski , 15 lat

Kacper zagraża sam sobie❗️Ratuj, nim dojdzie do tragedii!

Tak trudno pogodzić się z tym, że kontrolę nad moim synem przejmuje choroba... Z przerażeniem patrzę na stan Kacpra. Jest coraz bardziej agresywny zarówno w domu, jak i w szkole. Dochodzi również do incydentów autoagresji... Syn zagraża sam sobie, a ja nie mogę zrobić nic, jak tylko prosić o pomoc, by nie doszło do tragedii! Wyobraź sobie, że Twoje dziecko nagle przestaje słyszeć, mówić, patrzeć, zwracać na Ciebie uwagę. Jest obok, a jakby go nie było. A jeszcze niedawno przybiegało, przytulało się, było ciekawy świata… Teraz to wszystko się zmieniło. I w żaden sposób nie można tego wytłumaczyć… Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, kiedy otrzymaliśmy diagnozę. Kacper miał wtedy niespełna dwa lata. Byliśmy zrozpaczeni oraz zupełnie zagubieni. Autyzm – pojęcie zupełnie nieznane. Patrzyliśmy na synka, a w naszych sercach narastał przeraźliwy ból, jakby ktoś powoli i z rozmysłem wbijał w nie ostre igły. To uczucie towarzyszy nam zawsze, kiedy myślimy o chorobie naszego syna. Autyzm to złożone zaburzenie rozwoju układu nerwowego, w którym chory odcina się od otoczenia, funkcjonując we własnym, wewnętrznym świecie, ma bardzo ograniczony kontakt z innymi, problemy z nawiązywaniem relacji, wyrażaniem emocji. Jego przyczyny nie są znane… Pierwsze objawy zaczynają się, gdy dziecko jest bardzo małe. Potem trwają już przez całe życie… Zamknięty w swoim świecie, nasz synek oddalał się od nas, a my nie mogliśmy mu pomóc. Przebyliśmy bardzo długą drogę, a jeszcze dłuższa przed nami. Autyzmu nie da się wyleczyć. Można jedynie próbować złagodzić jego objawy. Próbowaliśmy wszystkiego, czasem tracimy już nadzieję.  Niestety objawy nasilają się wraz z wiekiem... Kacper ma napady agresji, zagraża innych i sobie. Jest leczony psychiatrycznie... By mógł mieć jak najlepiej dobrane leki, konieczny jest pobyt w szpitalu, w którym będą na bieżąco obserwować jego zachowania. Syn ma już 14 lat, jednak obecność i pomoc drugiego człowieka jest konieczna, by mógł jak najlepiej funkcjonować.  Mimo pobytu w szpitalu stan Kacpra nie poprawia się... Podano mu nowe leki i mamy czekać w domu, aż zadziałają, albo i nie... Nie wiem, co będzie dalej. Skupiamy się na terapii i leczeniu poza szpitalem, bo to w tej chwili nam pozostało. Jedyne czego pragnę, to by mój syn był po prostu bezpieczny i szczęśliwy, by nic mu nie zagrażało, przede wszystkim on sam sobie. Będę wdzięczna za każdą okazaną pomoc, za ratunek dla mojego dziecka... Katarzyna, mama Kacpra

1 498,00 zł
Amelia Szymańska
Amelia Szymańska , 3 latka

Choroba uszkodziła mózg Amelki w 90%! Ratuj!

Pierwsze miesiące życia mojej córeczki były dokładnie takie, jak je sobie wyobrażałam. Amelka przyszła na świat cała i zdrowa. Czy mogłam chcieć czegoś więcej? 6 miesięcy, tylko tyle czasu było nam dane cieszyć się jej beztroskim dzieciństwem. Następnie Amelka zachorował na opryszczkowe zapalenie mózgu... To był koszmar! Choroba uszkodziła jej mózg w 90%. Szkody, które wtedy powstały wciąż dają o sobie znać i boję się, że konsekwencje moja córeczka będzie odczuwać już przez resztę życia... Obecnie Amelka ma 3 lata. Jest dzieckiem leżącym. Nie siada i nie siedzi samodzielnie, nie pełza ani nie raczkuje. Żywiona jest dożołądkowo za pomocą PEGa. Nie mówi i nie komunikuje się z otoczeniem gestami. Nawiązuje kontakt wzrokowy, potrafi śledzić wzrokiem interesujący ją przedmiot. Niedawno Amelka rozpoczęła realizację zajęć rewalidacyjno-wychowawczych w przedszkolu specjalnym. Niestety, w ostatnim czasie, wózek, z którego korzystała Amelka, przestał spełniać swoją funkcję. Aby móc w pełni korzystać z zajęć w wygodnej pozycji Amelka potrzebuje nowego wózka. Niestety jego cena przekracza moje możliwości finansowe. Córeczkę i jej brata wychowuję sama. To dlatego bardzo proszę Cię o pomoc! Mama Amelki

3 629,66 zł ( 68,22% )
Brakuje: 1 690,34 zł
Julia Łukasz
Julia Łukasz , 5 lat

Mama i córka w tym samym czasie walczyły z nowotworem❗️Pomóż Julce odzyskać dzieciństwo❗️

Guzy są rozsiane niemal po całym organizmie Julki. Większość nieoperacyjna, ponieważ umieszczona na układzie nerwowym. Glejak nie ustępuje, choroba genetyczna również. Do 4. miesiąca życia Julki było wszystko w porządku. Potem zaczęły się komplikacje. Nasza córeczka nie podnosiła główki, nie obracała się na brzuszek… W 9. miesiącu rezonans wykazał nowotwór układu nerwowego! Byliśmy zrozpaczeni. Robiliśmy wszystko, by uratować naszą córeczkę. Najpierw badania genetyczne, potem zaatakowanie glejaka chemią. Julka ma dopiero 5 lat, a przeszła już dużo więcej, niż niejeden dorosły. Większość jej dzieciństwa spędza w szpitalach i na salach do rehabilitacji. Co piątek jeździliśmy na wlewy, codziennie na terapie, co 6 miesięcy na rezonans, do tego dochodzą kontrole, ćwiczenia i… przedszkole.  Pięciolatka nie zna normalnego życia. Nigdy nie mogła korzystać z beztroskiego czasu dzieciństwa, skupionego głównie na zabawie. Każdego dnia walczymy o jej zdrowie i szczęście.  Na co dokładnie choruje Juleczka? To rzadka genetyczna choroba neurologiczna — Neurofibromatoza Typu 1. W ciele Julki znajduje się dużo guzów, które w większości nie są operacyjne. Niestety skolioza też się pogłębia. Nie możemy jej zoperować właśnie przez te guzy… Córeczka przeszła już dwie operacje, wycięcie guza z rdzenia kręgowego, operację bioderka, ale też chemioterapię. Jej siła i odwaga każdego dnia wywołują u nas ogromny podziw. Jesteśmy z niej bardzo dumni!  Na tę chwilę Julka porusza się główni na wózku. W domu ćwiczymy kroczki przy chodziku, jednak do samodzielności jeszcze długa droga. Bardzo chcielibyśmy opłacić jej turnus rehabilitacyjny, aby mogła jeszcze intensywniej zawalczyć o sprawność. Niestety, cena w specjalistycznych ośrodkach zwala z nóg... Stąd nasza prośba o wsparcie. Każda złotówka jest w stanie polepszyć życie naszej córeczki. Prosimy, daj jej nadzieję na lepsze dzieciństwo! Każda wpłata to dla nas ogromne wsparcie. Przemek, tata

13 799,76 zł ( 43,23% )
Brakuje: 18 115,24 zł
Kamil Kisiel
Kamil Kisiel , 37 lat

PIJANY kierowca prawie ZABIŁ go i UCIEKŁ❗️Pomóż ciężko rannemu Kamilowi wrócić do córeczki!

7 sierpnia doszło do tragedii, która zmieniła życie Karola i naszej rodziny... Był późny wieczór. Kamil wracał do domu ze swoimi przyjaciółmi. Niestety nie było mu dane do niego dotrzeć. Kiedy przechodzili na pasach, doskonale oświetlonych i oznakowanych, wjechał w nich kierowca... Potem okazało się, że był pijany. Nie zatrzymał się, nie udzielił pomocy. Po prostu uciekł... Jedną z osób poszkodowanych był właśnie Kamil… Jak relacjonuje świadek wypadku, Kamil doznał poważnego urazu głowy i stracił przytomność. Trzy osoby trafiły do szpitala, w tym on... Niestety Kamil był w najcięższym stanie. Miał tak poważne obrażenia, że zagrażały jego życiu... Niemal 4 tygodnie przebywał w stanie śpiączki farmakologicznej pod respiratorem. To były ciężkie chwile. Kamil ma dopiero 37 lat, jest tatą 5-letniej córeczki... Malutka jest jego oczkiem w głowie. Miał całe życie przed sobą, plany, które brutalnie mu odebrano. Winny wypadku wypierał się do ostatniej chwili. Kiedy znaleziono samochód, zapierał się, że został skradziony... Przyznał się dopiero potem. W chwili zatrzymania miał ponad pół promila alkoholu we krwi. Nie mogliśmy nic zrobić, tylko czekać... Ta bezradność i niewiedza, co przyniesie następny dzień, była przerażająca. Jedyne, co mieliśmy, to nadzieja, że stan Kamila się poprawi. Że się wybudzi, że do nas wróci... Niestety, kiedy to nastąpiło, okazało się, że nic nie jest takie jak wcześniej... Po wybudzeniu zrozumieliśmy, że przed nim długa i kosztowna droga. Na skutek wypadku Kamil ma ogromne problemy poznawcze, zaniki pamięci, problemy w poruszaniu się. Wielu czynności musi się uczyć się na nowo. Niegdyś sprawny, silny mężczyzna nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować... Kamil przebywa na turnusie rehabilitacyjnym w Otwocku, który pomaga mu wrócić do stanu sprzed wypadku. Koszty leczenia są ogromne, przewyższające nasze możliwości finansowe rodziny. Dlatego prosimy o pomoc! Tylko intensywna rehabilitacja neurologiczna da szansę Kamilowi na całkowity powrót do zdrowia. Kamil ma bardzo proste marzenia – chce wrócić do najbliższych, do rodziny, wtulić się w ramiona swojej 5-letniej córeczki, w gronie przyjaciół obejrzeć mecz, pojeździć na rowerze. Twoja pomoc może sprawić, że jego marzenia się spełnią...  Nie odwracaj wzroku, odwróć bieg wydarzeń! Prosimy - pomóż Kamilowi. Rodzina Okropny wypadek w Wyszkowie. Piesi fruwali jak lalki. Kierowca był pijany Potrącił trzy osoby i uciekł z miejsca zdarzenia. Po zatrzymaniu mówił, że auto zostało mu skradzione Wstrząsające nagranie z Wyszkowa. 23-latek brutalnie wjechał w pieszych na pasach i uciekł [WIDEO]

186,66 zł ( 0,17% )
Brakuje: 105 133,34 zł
Emilia Ruszczak
Emilia Ruszczak , 11 lat

Emilka nie może dłużej czekać! Operacja PILNIE potrzebna!

Operacja córki musi odbyć się jak najszybciej! Nie możemy czekać, aż stan Emilki pogorszy się jeszcze bardziej… Wtedy może być już za późno na ratunek, za późno, na polepszenie stanu zdrowia i komfortu życia. A na to nie możemy pozwolić! Nasza córeczka Emilka cierpi od urodzenia, chociaż robimy co w naszej mocy, by żyło się jej coraz lepiej. Emilka jest wcześniakiem z mózgowym porażeniem dziecięcym czterokończynowym w stopniu głębokim, jej rozwój jest na poziomie 2-latka. Ma też padaczkę oraz dużą wadę wzroku. Córeczka powinna przejść jak najszybciej operację bioder. Operacje moglibyśmy zrobić na NFZ, ale nie dość, że byłyby to dwie operacje na każde biodro osobno, to termin w trybie pilnym dostała na 24.03.2025. Oznacza to, że jeszcze przez blisko trzy lata musielibyśmy patrzeć na to, jak nasze ukochane dziecko się męczy! Dlatego jesteśmy tu i bardzo prosimy Was o pomoc w uzbieraniu kwoty na operacje, bo sami nie damy rady, a termin prywatnej operacji jest wyznaczony na 09.02.2023!  Emilka ma teraz kiepski czas… Ból spowodowany złym stanem bioder przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu i wymaga częstego podawania leków przeciwbólowych. Emilka nadal dużo się uśmiecha i wciąż słuchając swojej ulubionej muzyki, dzielnie znosi każdy dzień mimo bólu. Coraz częściej niestety zdarzają się ataki paniki, przeraźliwy krzyk i płacz, który rozrywa nam serca. W takich przypadkach niestety jesteśmy zmuszeni podawać leki uspokajające ponieważ w amoku Emilka gryzie sobie ręce.  Najgorsze jest to, że Emilka nie potrafi powiedzieć, co się dzieje, co boli i jak silny jest ból. Dla rodzica to straszne patrzeć jak dziecko się męczy i nie móc pomoc. Wszyscy jesteśmy przerażeni tym, co się dzieje, operacją, tym co będzie po… Najbardziej przerażona jest sześcioletnia autystyczna siostra Emilki, Zuzia, która nie rozumie dlaczego siostra cierpi i co się dzieje. Szczerze? Czasem dzień zaczyna i kończy się płaczem.  Do tej pory staraliśmy się radzić sobie samodzielnie, jednak dziś przyszedł czas, w którym musimy prosić Was o pomoc! Każda złotówka może być tą, która zatrzyma cierpienie! Rodzice

16 083,98 zł ( 31,49% )
Brakuje: 34 980,02 zł

Obserwuj ważne zbiórki