By on nie umarł w moich ramionach... Oluś walczy o życie - pilnie potrzebna pomoc!

Zbiórka na cel: kontynuacja leczenia oraz cewnikowanie serca
Olek Żak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 155 osób
228 750,90 zł (125,01%)
Wesprzyj

Olek Żak, 5 miesięcy

Wrodzona wada serca: dwunapływowa lewa komora (DILV)

Brzeg, opolskie

Rozpoczęcie: 08 Czerwca 2018
Zakończenie: 07 Lipca 2018

Mój synek rozpaczliwie walczy o życie. Ma dopiero 5 miesięcy, z czego prawie wszystkie spędził w szpitalnej sali… Jestem obok, trzymam go za maleńką rączkę i z trudem powstrzymuję łzy. Miało być lepiej – nie jest… Olek jest cały czas pod tlenem, jego serduszko słabnie, bez ratunku ucichnie na zawsze! Jedno dziecko już straciłam, nie przeżyję utraty Olusia… Błagam o pomoc! Nie mam pieniędzy, by go ratować, nie mam też słów, bo cóż więcej można powiedzieć, prosząc o życie dla własnego dziecka?! Proszę – nie odwracaj się od nas, nie odchodź teraz, bo Olka za chwilę może już nie być!

Olek Żak

Jestem z synkiem w Klinice Uniwersyteckiej w Munster, dziecięcym szpitalu kardiochirurgicznym, gdzie dzieci z takimi poważnymi wadami serca jak Oluś dostają największą szansę na życie… Gdybyśmy byli gdzieś indziej, Oluś już by dzisiaj pewnie nie żył… Saturacje wciąż spadają. Dzisiaj dowiedziałam się, że Olusia czekają najprawdopodobniej dwa cewnikowania serca – w tym jedno być może za kilka dni! Z moim synkiem jest źle, a ja jestem zrozpaczona. Nie mam za co zapłacić za leczenie, nasze konto wyczyszczone jest do zera… Mieliśmy być tu kilka dni, może tygodni… jesteśmy prawie 3 miesiące. Myślałam, że to już koniec walki o życie mojego synka… Okazało się, że to dopiero początek. Nie możemy się poddać, bo to tak, jakbym z własnej woli oddała moje dziecko śmierci!

Umierałam ze strachu już trzykrotnie… Pierwszy raz był w 22. tygodniu ciąży. To wtedy dowiedziałam się, że mój ukochany synek przyjdzie na świat ze śmiertelną wadą serca – brakiem jednej komory. Okazało się, że Oluś zacznie umierać w chwili, gdy tylko przyjdzie na świat! Bardzo ciężka operacja zaraz po narodzinach i kolejne w trakcie kolejnych lat – to jedyna opcja na to, że uda się przezwyciężyć śmierć.

Olek Żak

Wtedy dopiero poznałam, co znaczy rozpacz i desperacja… To one popchnęły mnie do tego, co trwa do tej pory – walki o życie mojego synka. Znaleźliśmy wtedy z mężem Klinikę Uniwersytecką w Munster – wiedzieliśmy, że dzieci, które gdzie indziej zabija wada serca, tu dostają szansę na życie… Drugi raz umierałam ze strachu, gdy Oluś przychodził na świat. Wyjechaliśmy do Munster miesiąc wcześniej… Intuicja? Nie dojechaliśmy tam… Poród zaczął się na autostradzie niedaleko Hanoweru. Ktoś nad nami czuwał – gdyby w pobliskim szpitalu nie było oddziału kardiochirurgicznego, Oluś umarłby zaraz po narodzeniu… Być może nie zdążyłabym nawet go poznać. Konieczna była natychmiastowa operacja – już pierwszego dnia Oluś był na skraju życia i śmierci… Lekarze z Hanoweru uratowali mu życie.

Właściwa operacja Olusia, mająca naprawić chore serduszko Olusia – rekonstrukcja aorty i zespolenie systemowe Glenna – miała odbyć się dopiero za jakiś czas. Wada serca jest jednak jak tykająca bomba… nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. W marcu na kontrolnych badaniach okazało się, że z sercem Olusia  jest bardzo źle… Tym razem zdążyliśmy dojechać do Munster. Warunkiem operacji było jednak odpowiednie ciśnienie w płucach… Dwa miesiące stresu, patrzenia na Olusia, ledwo widocznego zza plątaniny kabelków i wężyków… I trzeci raz, gdy umierałam ze strachu - operacja Olusia… O 9 rano odprowadziłam go na salę operacyjną. Przez ponad 8 godzin prawie chodziłam po ścianach… O 17.30 – telefon. Okazało się, że zamiast planowanej operacji musiały odbyć się trzy… Tętnice okazały się za ciasne, w jednej lekarze musieli założyć stent, drugą rekonstruować, zrekonstruowali też aortę i połączyli ją z głównym pniem tętniczym… Profesor Malec powiedział mi wprost – operacja była strasznie ciężka i bardzo trudna, ale Oluś dał radę i okazał się silniejszy niż ktokolwiek się spodziewał. Mój dzielny synek…

Olek Żak

Pierwszy tydzień po operacji był straszny, Oluś płakał, był napuchnięty, po intubacji nie chciał jeść… Pojawiły się jednak komplikacje – saturacje lecą na łeb, na szyję, Oluś bez tlenu nie jest w stanie oddychać… Echo serca wychodzi dobrze, ale wciąż jest problem z tętnicami. Jestem załamana – myślałam, że wrócimy już do domu, do Polski… Wiem jednak, że dom poczeka, ale Olek czekać nie może… Jest w ciężkim stanie, ratunek jest potrzebny natychmiast!

Olek zna tylko szpitalną salę, tu czuje się najbezpieczniej… Gdy raz wyszłam z wózkiem na zewnątrz kliniki, popłakał się… W ogóle nie zna świata. Wierzę jednak, że pozna. Że nie przegra. Że jego serce wytrzyma… Dlatego błagam, pomóż mi opłacić leczenie tego synka. Przed nami dwa cewnikowania, kolejne dni w szpitalu… Ostateczna bitwa na życie i śmierć. Wierzę, że ją wygramy, ale tylko z Twoją pomocą. Bądź z nami, błagam i uratuj życie Olusia. Inaczej on nie ma żadnych szans…

Pomogli

Ładuję...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 155 osób
228 750,90 zł (125,01%)
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość