
"Kolejnej szansy nie dostanę..." – matka i żona w walce o życie!
Cel zbiórki: Leczenie immunoterapią w klinice Medicolonia w Kolonii - III etap
Cel zbiórki: Leczenie immunoterapią w klinice Medicolonia w Kolonii - III etap
Aktualizacje
Ewelina otrzymała darowiznę!
Drodzy Darczyńcy,
decyzją rodziny jednego ze zmarłych podopiecznych środki pozostałe ze zbiórki w części zostały przekazane na leczenie Eweliny! W związku z tym zbiórka została zakończona! Życzymy Ewelinie dużo zdrowia i dziękujemy za tak piękny gest wsparcia.
Opis zbiórki
Mam dwójkę małych dzieci i raka, którego muszę pokonać, by móc je wychować. W lipcu okazało się, że w mojej głowie tkwi guz. Dzisiaj nasze życie kręci się głównie wokół choroby. Dom, szpital, szpital, dom – tak zaczęła wyglądać nasza codzienność...
Operacja nie pozwoliła wyciąć całego guza, ale mimo to, z nadzieją czekałam na informację, że guz nie jest złośliwy. Wtedy padł kolejny potężny cios. Najgorsza postać glejaka – wielopostaciowy, IV stopnia. Jest na świecie miejsce, w którym chcą mnie leczyć, w którym dają mi jedyną i ostatnią szansę na życie. Ta szansa jednak kosztuje zbyt wiele, bym mogła to sama udźwignąć, by mogli to udźwignąć moi bliscy i znajomi. Dlatego tutaj jestem i chcę opowiedzieć Ci moją historię. Proszę, zatrzymaj się na chwilę i, jeśli zechcesz, pomóż mi walczyć o życie…
Kochający mąż, dwójka małych dzieci, praca, którą lubiłam. Być może było zbyt dobrze, być może los chciał mi pokazać, że nie można mieć wszystkiego. W ubiegłym roku zaczęły się zawroty i bóle głowy – coraz bardziej przeszywające i coraz częstsze. W którymś momencie to wszystko stało się nie do wytrzymania. Lekarz skierował mnie na tomograf komputerowy.

Szłam po wynik z duszą na ramieniu i właśnie tam – w gabinecie lekarza – usłyszałam wyrok na swoje życie. Lekarz patrzył na mnie z poważną miną. “Mam dla Pani złą wiadomość – ma Pani guza mózgu…”. Było mi na zmianę zimno i gorąco, tak jak to w chwilach największego przerażenia. Później przyszły łzy – morze łez…
Dla pewności zrobiono rezonans magnetyczny, który niestety potwierdził najgorsze – guz wielkości 5 cm w płacie czołowym, głęboko naciekający na część skroniową. Lekarze wprost powiedzieli, że nie ma czasu, że trzeba natychmiast operować. Ich słowa raziły jak pioruny: “Może zdarzyć się wszystko. Przygotujcie się na to, że Wasz dom stanie się szpitalem, że być może będzie potrzebna opiekunka przez całą dobę…”.
Pamiętam, jak zabierano mnie na salę operacyjną. Kiedy przed operacją żegnałam się z mężem i dziećmi, nie wiedziałam, czy nie widzę ich ostatni raz. Nic nie było pewne, wszystko było w rękach lekarzy. Ich sprawne ręce sprawiły, że operacja powiodła się na tyle, że jestem samodzielna, ale niestety guz został wycięty tylko częściowo. Jego naciekające części wciąż tkwią w mojej głowie. Pozostało nam czekanie na badanie histopatologiczne, które miało określić rodzaj guza.
Wynik znów był druzgocący – glejak IV stopnia, najgorszy z możliwych.
Jak powiedzieć dzieciom, że ich mama umiera? Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, że mogłoby mnie nie być przy ich dorastaniu, że mogłyby zostać bez mamy. Moja córeczka ma dopiero 6 lat. Mój syn – 11. To za mało, aby tracić matkę.

Jestem po radio i chemioterapii w Polsce. Z pokorą znoszę leczenie, bo wiem, że to jedyna droga. Niestety – leczenie w Polsce daje krótkotrwały efekt. Glejak po jakimś czasie znów wróci, a moje rokowania będą coraz gorsze. Zaczęliśmy szukać ratunku w wielu innych ośrodkach. Wiele drzwi przed nami zamknięto i wiele razy usłyszeliśmy, że ze względu na wysoki stopień złośliwości i złe położenie guza, nie kwalifikuję się.
W końcu trafiliśmy na leczenie immunologiczne w niemieckiej Kolonii, które daje bardzo dobre wyniki w leczeniu glejaka wielopostaciowego IV stopnia. Zostałam zakwalifikowana! Dzięki mobilizacji wspaniałych ludzi – zarówno tych, których znam, jak i tych, których nigdy nie poznałam – udało się zebrać na dwa pierwsze cykle leczenia. Na trzeci nie mamy już niestety pieniędzy...
Doktor poinformował mnie, że guz zmalał o 1,5 cm! Leczenie działa, a to doskonała informacja! Nie można go jednak przerwać! Moje dzieci wciąż pytają mnie, czy wyzdrowieję. Nie mogę im tego obiecać, bo przecież nie mam pieniędzy na kontynuację leczenia.
Człowiek dociera czasem do takiego punktu w życiu, kiedy nie ma już nic do stracenia, kiedy musi poprosić o pomoc. Chcę żyć! Proszę Cię, daj mi na to szansę...
- Trzymam za Panią kciuki.20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
Powodzenia

Trzymaj się dzielnie Ewelino!
- Tysia100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł