Mama na onkologicznym ringu błaga o pomoc!

Zbiórka na cel: chemioterapia celowana w Berlinie, aby uratować życie Renaty
Zbiórka zakończona
Renata Łukasiewicz
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 17 477 osób
238 212,12 zł (118,71%)

Renata

Nowotwór piersi z przerzutem do kości i węzłów chłonnych

Dzierżoniów, dolnośląskie

Rozpoczęcie: 15 Grudnia 2016
Zakończenie: 19 Maja 2017

15 Maja 2017, 13:41
Renata rozpoczęła drugi etap leczenia - pilnie potrzebne są dalsze środki!

Renata - mama na onkologicznym ringu zmaga się z zabójczym przeciwnikiem. Przed nią ostatnia runda pojedynku z rakiem - decydujące starcie, które może przegrać z powodu braku środków na leczenie. Potrzebuje naszej pomocy!

W Polsce dawano  jej dwa lata życia. W obliczu raka piersi, który powrócił, zaatakował przerzutami w kościach i 11 węzłach chłonnych, nie dawano jej żadnych szans. Renata, której kazano pogodzić się z rychłą śmiercią, myślała tylko o jednym – o swoim dziecku. Marek ma 9 lat, wychowuje go zupełnie sama, gdy jej zabraknie, nie będzie miał nikogo! Gdy widział ją bez włosów, osłabioną, po chemii, słaniająca się na nogach, był przerażony. Przytulał się tylko i powtarzał w kółko „Mamusiu, obiecaj, że nie umrzesz!

Renata obiecała. To dla syna podjęła walkę. Szansę na życie znalazła w Niemczech, gdzie przygotowano dla niej indywidualny plan leczenia. Dzięki Waszemu wsparciu ma już za sobą pierwszy etap! Jest po dwóch zabiegach krioablacji, innowacyjnej metody zamrażania komórek rakowych w klinice w Marburgu. Udało się zamknąć całą zmianę nowotworową w kości i rozległe nacieki na otaczających mięśniach. Następnie został wykonany test genetyczny w celu zbadania guza i precyzyjnego dobrania terapii.

Renata została zakwalifikowana do następnego etapu leczenia, w Berlinie. Dopasowano lek, mający zahamować wzrost komórek nowotworowych, który teraz jest jej podawany. Jestem po pierwszej kroplówce, czuję się bardzo zmęczona i osłabiona. Kolejne etapy wyznaczone są co dwa tygodnie. Problem w tym, że nie wystarczy środków na kolejne podania. Jestem bardzo osłabiona, zabija mnie stres, że zabraknie pieniędzy, a przecież jest już tak blisko!

Środki, widoczne na zielonym pasku, zostały już w większości wydatkowane. Jeśli Renata przerwie leczenie, nie ma już nadziei. O nią Renata prosi, a w zasadzie już błaga. Pragnie tylko jednego – dotrzymać danej synkowi obietnicy. Żyć.

 

O czym myślałbyś, mając złośliwy nowotwór, który po kilku latach powrócił z przerzutami, stawiając Cię przed obliczem śmierci? Renata myśli tylko o jednym – o synku. Kto zajmie się nim i jego schorowaną babcią, kiedy ona odejdzie? Renata nie chce mówić bliskim, jak poważnie jest chora, bo to oni wymagają wsparcia, a nie ona. Bo wie, że ma jeszcze jedną szansę, szansę na życie, którą może bezpowrotnie stracić z powodu pieniędzy. Dlatego błaga dzisiaj o pomoc, o wsparcie w pojedynku z rakiem, bo nie chodzi już tylko o jej życie. Samotna mama na onkologicznym ringu nie wygra tej walki bez wsparcia. Ma tylko jeden cel - nie chce osierocić syna…




Listopad 2010 roku. Renatę, piękną blondynkę o długich włosach, rozpiera szczęście. Marek ma wtedy tylko 3 lata, jego każde słowo, każdy uśmiech rozświetla jej dzień. Renata dzieli życie między pracę a syna, tak mijają kolejne momenty w kalejdoskopie pięknych chwil. Któregoś dnia, podczas wieczornego prysznica, Renia wyczuwa w piersi guz. Boli. Ogarnia ją strach, strach tak silny, że kręci jej się w głowie, strach, który próbuje wymazać nadzieją, że to może jednak nic poważnego, jakaś inna zmiana, nie rak… Przecież niedawno była u ginekologa, bada się regularnie! Renata nie śpi całą noc – następnego dnia jedzie do lekarza. Podczas badania USG panuje przeraźliwa cisza. Kiedy odbiera wynik mammografii, nie ma już nadziei.

Wynik potwierdza okrutną diagnozę. Nowotwór złośliwy piersi. Zanim wraca do domu, Renata płacze w aucie przez godzinę.

„Mamusia jest chora, ale nie martw się, nic mi nie będzie” – obiecuje Markowi przed wyjściem do szpitala. Lekarz patrzy na jej wyniki z niedowierzaniem. „Nie mamy czasu, pani ma zaawansowaną zmianę, że trzeba natychmiast usunąć pierś” – krzyczy. 6 grudnia, w Mikołajki, Renata przechodzi operację. Kiedy się budzi, chce jej się płakać, wyć. Rozpoczyna się koszmar leczenia. Po pierwszej chemii, w samego Sylwestra wypadają jej włosy, jej piękne, długie włosy. Płacze, patrząc na swoje odbicie w lustrze, gdy za oknami wybuchają fajerwerki. Chemia źle na nią działa – słania się na nogach, wymiotuje. Marek jest przerażony, nie wie, co się dzieje z mamą.

Renia przechodzi 4 cykle chemii, operację wycięcia 2 guzów i węzłów chłonnych. Czeka na wynik badań, który znowu jest jak śmiertelny cios, spychając ją tam, gdzie jest tylko ciemność i rozpacz. Są przerzuty do 11 węzłów chłonnych. Lekarze kręcą głowami, rokowania są bardzo złe. Szaleństwo uczuć, myśli. Byłam przekonana, że to mój bliski koniec. Nikt zresztą, z lekarzy i personelu medycznego, nie mówił mi nic innego. Mój syn przytulał się do mnie i ciągle powtarzał tylko "mamusiu obiecaj, że nie umrzesz".




Te słowa brzmią w głowie Renaty do dziś. Brzmią jej też wtedy, gdy przechodzi 4 kolejne cykle chemii, kolejny miesiąc radioterapii. Gdy zwija się z bólu. Gdy musi zrezygnować z pracy, zadłużyć się, żeby mieć za co się leczyć. Ówczesny partner zostawia ją w obliczu choroby.

Po roku ciężkiej walki o życie nadzieja wraca. Renia dochodzi do siebie, jest słaba, ale szczęśliwa. Ma to, co najważniejsze – żyje, może być z synkiem i z mamą. Wraca do pracy, zaczyna planować wszystko od nowa. Jeździ na badania kontrolne i ma nadzieję, że wszystko, co najgorsze jest już za nią. To magiczny czas, w którym rak staje się tylko wspomnieniem.

Śmierć wraca w czerwcu 2015 roku, tym razem wyciągając ręce po mamę Reni. Staje się to tuż po mszy w intencji urodzin jej synka. Gdy wychodzą z kościoła, mama słabnie, sinieje, wykręca jej twarz, jest bezwładna. Do dzisiaj Renia czuje rozpacz i przeraźliwą niemoc, gdy wraca do niej tamten dzień – telefony po karetkę, której dyspozytor nie chce wysłać, a gdy w końcu wysyła, to pielęgniarze mylą miejscowości. Procesja zatrzymująca się pod kościołem niemal nie pozwala Renacie wezwać karetki. Ludzie krzyczą, że to zesłanie Ducha Świętego, podczas gdy mama Renaty niemal umiera jej na rękach. W szpitalu okazuje się, że to rozległy zawał, przechodzi parę operacji, ledwo udaje się ją odratować. Dzisiaj wymaga stałej opieki.

Choroba mamy sprawia, że Renia odchodzi od zmysłów ze stresu. Zaczyna boleć ją prawa ręka i łopatka. Markery rosną w górę. Kilka miesięcy czeka na badanie tomografem komputerowym. Kiedy wraz z synkiem jedzie kupić mu nowe buty, zahacza o przychodnię, by odebrać wynik. Otwiera kopertę w drodze do auta. Czyta diagnozę, koperta wylatuje z rąk, czarne litery wirują jej przed oczami. Nowotwór znów zaatakował. Wznowa, przerzut do kości prawej łopatki oraz rozległe nacieki na mięśni.

Przez cały dzień, jeżdżąc z Markiem po sklepach, Renata uśmiecha się, nie chcąc pokazywać synkowi, że coś jest nie tak. Płacze dopiero wieczorem, kiedy syn nie widzi.

Onkolog mówi jej, że ta zmiana jest nieoperacyjna. Proponuje leczenie paliatywne. Daje maksymalnie dwa lata życia. Za dwa lata Marek będzie mieć dopiero 11 lat. 




Renata ponownie zaczyna walczyć. Szuka ratunku na własną rękę, konsultuje się z wieloma lekarzami z kraju i świata.  Po długich i żmudnych poszukiwaniach udaje jej się znaleźć klinikę w Marburgu, specjalizującą się w leczeniu nowotworów innowacyjną metodą  krioablacji, polegająca na zamrożeniu komórek nowotworowych. Następnie planowane jest badanie genetyczne wycinka guza, mające ustalić, z jakim dokładnie przeciwnikiem Renia ma do czynienia. To pozwoli przeprowadzić chemioterapię celowaną, przystosowaną dokładnie do takiego nowotworu, jaki zaatakował Renatę. Pierwszy cykl chemii musi być przeprowadzony bezpośrednio po wynikach badania.

Wg lekarzy, Renata na 100% kwalifikuje się do tej terapii. Twierdzą, że jest ogromna szansa na wyleczenie i uratowanie życia. Nigdzie indziej jej nie ma. Renia wie, że ma szansę na wygraną w pojedynku z rakiem. Ma ogromną wolę walki i życia. Jest tylko jeden problem – pieniądze. Jeśli się nie znajdą, Renata umrze.

Rak postępuje, wraz z każdym dniem jest bliżej zwycięstwa w tym nierównym pojedynku. Ale Renata może i chce żyć, bo ma dla kogo. Jeśli nic nie zrobi, nigdy nie zobaczy, jak Marek kończy szkołę, nie wyprawi mu osiemnastych urodzin, nie zobaczy jego pierwszej dziewczyny. Pragnie tylko jednego: żeby nie umrzeć. Każda złotówka może być właśnie tą, która ocali jej życie.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 17 477 osób
238 212,12 zł (118,71%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość