Pilne!
Aleksandr i Tatiana Sirbu - zdjęcie główne

Śmierć chce zabrać dwoje moich dzieci - dramatyczna walka o życie rodzeństwa, RATUNKU❗️

Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie zagrażających życiu powikłań po przeszczepie szpiku

Organizator zbiórki:
Aleksandr i Tatiana Sirbu, 9 lat, 3 latka
Komrat
Pierwotny niedobór odporności
Rozpoczęcie: 26 września 2025
Zakończenie: 27 marca 2026
276 771 zł(84,47%)
Brakuje 50 889 zł
WesprzyjWsparły 5773 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0844415
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0844415 Sirbu
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Aleksandrowi i Tatianie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.

Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie zagrażających życiu powikłań po przeszczepie szpiku

Organizator zbiórki:
Aleksandr i Tatiana Sirbu, 9 lat, 3 latka
Komrat
Pierwotny niedobór odporności
Rozpoczęcie: 26 września 2025
Zakończenie: 27 marca 2026

Aktualizacje

  • Za nami ciężki czas... Walka o życie dzieci trwa. Tylko dzięki Tobie jeszcze się nie poddaliśmy...

    Piszę do Was ze szpitalnego korytarza, gdzie od wielu dni żyjemy między kroplówkami, wynikami badań i strachem, który nie opuszcza nas ani na chwilę. Dwoje moich dzieci, oboje po przeszczepie, oboje walczący na onkologii z powikłaniami, oboje potrzebujący więcej siły, niż ma jakiekolwiek dziecko na tym świecie...

    Tatiana przez 5 dni nie jadła i prawie nie piła. Jej organizm odmawiał współpracy, a wyniki badań gwałtownie spadły… Niektóre parametry, zamiast się poprawiać, rosły w alarmujący sposób. Córeczka przeszła gastroskopię, bo wymioty nie ustępują. Patrzenie na jej cierpienie rozdziera mnie na kawałki...

    Aleksandr Sirbu

    A kiedy myśleliśmy z mężem, że choć chwilę odetchniemy — Aleksander zwymiotował w nocy, a rano pojawiła się gorączka i biegunka. To wszystko przerasta zwykłe ludzkie możliwości… Tylko Wasze wsparcie trzyma nas przy nadziei. Wasze wiadomości i komentarze pod zbiórką — czytamy je wszystkie. To dzięki Wam jeszcze się nie załamaliśmy.

    Dziękujemy z całego serca za każdą wpłatę, każde udostępnienie, każde dobre słowo. Prosimy — bądźcie nadal z nami. Koszty leczenia i hospitalizacji rosną szybciej, niż jesteśmy w stanie to udźwignąć. Mam tylko jedno marzenie: żeby moje dzieci wyszły z tego piekła żywe.

    Błagam, nie zostawiaj nas teraz. Pomóż nam doprowadzić zbiórkę do końca... Dziękujemy z całego serca, że jesteś z nami.

Opis zbiórki

Co jest gorsze od śmiertelnej choroby własnego dziecka? Tylko choroba dwójki ukochanych dzieci! Przeżywamy właśnie najgorszy dramat naszego życia. Na onkologii, gdzie czuwam przy łóżku synka, a w sali obok mój mąż trzyma rączkę córeczki. Błagam o pomoc!

U Tatiany i Aleksandra wykryto chorobę, zwaną pierwotnym niedoborem odporności... Takie dzieci rodzą się z ciałem pozbawionym tarczy – świat jest dla nich niczym pole minowe. Wirus, który dla zdrowych maluszków kończy się zwykłym przeziębieniem, dla nich może być wyrokiem śmierci!

Aleksandr Sirbu

Chorobę wykryto najpierw u Tatianki. Później okazało się, że chory jest także Aleksander... Okazało się, że dzieci mają uszkodzony gen, który odpowiada za działanie układu odpornościowego... Każde kichnięcie, każdy kaszel u moich maluchów sprawia, że mój oddech zatrzymuje się na sekundę. A potem robię coś, co matki robią od zawsze: chowam strach za uśmiechem, mówię dzieciom, że będzie dobrze, i odmawiam w myśli wszystkie możliwe modlitwy świata. 

Odkąd dowiedziałam się o chorobie dzieci, intencja jest tylko jedna - żeby Tatianka i Aleksander żyli. To dramatyczna walka o ich życie. Walka, w której potrzebujemy Ciebie, bo sami nie mamy szans!

Aleksandr Sirbu

Niestety, takie dzieci często nie dożywają szkolnych lat... Umierają w bardzo młodym wieku. Pamiętam, kiedy po latach poszukiwań, okazało się, że Tatianka jest chora... Jeszcze nie zdążyłam opłakać diagnozy, kiedy przyszła informacja, że synek też... Stanęłam w obliczu strasznej myśli, że mogę pochować nie jedno, ale dwoje moich malutkich dzieci...

U dzieci nie zadziałało nic... Ani antybiotykoterapia, ani wiele innych metod leczenia. Okazało się, że są bardzo trudnymi przypadkami, a ich choroba jest bardzo ciężka... Jedyną szansą był przeszczep szpiku od zdrowego dawcy. Komórki zdrowego szpiku mogą wtedy rozwinąć się w komórki układu odpornościowego i odbudować go tak, by walczył z infekcjami.

Niestety przeszczep, choć daje nadzieję na życie, jest jak druga bitwa – równie wyniszczająca. Chemia, izolacja, kroplówki, sterylne sale, parząca skóra... To bitwa, której można nie przeżyć. 

Aleksandr Sirbu

Aleksander i Tatiana są już po przeszczepie... Trzymamy się tej nadziei, bo tylko to nam zostało. Trwa jednak kolejna i wykańczająca walka – czekanie, czy przeszczep się przyjmie, leczenie wszystkich skutków ubocznych i pogodzenie się z faktem, że choroba pozostanie w moich dzieciach na zawsze.

Z córką wciąż jesteśmy w izolacji po przeszczepie, w tzw. „boksie”. Niestety to synek potrzebuje najbardziej opieki. Po przeszczepie pojawiły się u niego powikłania – problemy z przewodem pokarmowym, wymioty i wysypka na całym ciele. Lekarze wciąż badają dokładne przyczyny, ale jedno pewne i potwierdzone: skórne GvHD (przeszczep przeciwko gospodarzowi).

To dramatyczna diagnoza – własny organizm staje się wrogiem, a przeszczepione komórki atakują ciało. W jego obecnym stanie te objawy zagrażają jego życiu!

Pakiet, za który zapłaciliśmy w szpitalu, obejmował obserwację i leczenie przez 6 miesięcy po przeszczepie. Niestety ten okres kończy się 2 października, a moje dzieci wciąż potrzebują specjalistycznej opieki! Nie mamy już pieniędzy, a musimy zapłacić szpitalowi za dalsze leczenie! To jedyny sposób, by nie dopuścić do najgorszego!

Aleksandr Sirbu

Jeśli przeszczep się przyjmie, wtedy przed nami kolejny etap: rehabilitacja, odbudowanie odporności i leczenie skutków ubocznych, które na pewno zostawiły ślad w małych ciałkach moich dzieci. To długa droga, ale jedyna, by mogły wrócić do życia, które choć trochę przypomina normalne dzieciństwo.

Nie proszę o nic dla siebie – proszę o szansę dla moich dzieci. Szansę, by mogły oddychać bez bólu, bawić się jak ich koledzy i po prostu żyć. Każda złotówka to dla mnie cegiełka nadziei, że będzie jeszcze dla nas światełko poza murami szpitala... Tak bardzo, ale to bardzo się boję.

Proszę, nie zostawiajcie nas samych... Pomóżcie nam!

Olga, zrozpaczona mama

Wybierz zakładkę
Sortuj według