
Gdy jej serce umrze, nasze pękną z rozpaczy... Ratujmy Marysię❗️
Cel zbiórki: Poród i operacje serca w Munster
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Poród i operacje serca w Munster
Aktualizacje
Marysiu, witamy na świecie!
Mamy dla Was wspaniałą wiadomość!
24 listopada, siłami natury, na świat przyszła Marysia! Dużo emocji, jeszcze więcej miłości i sama radość! Najważniejsze, że stan malutkiej jest dobry i na razie połowa serduszka dzielnie bije. Operacja została zaplanowana na 2-3 tydzień życia.

"Jesteśmy w Munster, pod najlepszą możliwą opieką, na oddziale kardiologii. Troszkę już ochłonęliśmy z emocji związanych z porodem i spieszymy Was poinformować, że u nas jest dobrze! Marysia jest dzielna i taka śliczna!
Czekamy na operację, a nasze serca wypełnia nieopisana wdzięczność - dziękujemy Wam, każdemu z osobna i wszystkim razem za to, że możemy być właśnie tu, w miejscu, gdzie Marysia dostanie szansę na życie.
Córeczka jest pod stałą kontrolą, ma wykonywane badania, a my możemy być z nią cały czas.
Trzymajcie kciuki za powodzenie operacji!
Ściskamy Was!"
Marysia z rodzicamiMama Marysi już w Munster! Poród nawet za kilka dni, pomocy!
Jesteśmy już w Munster. Czekamy na pierwsze badania, a potem przyjście na świat naszej córeczki. Bardzo się boję...
Mamy jeszcze tyle do zebrania, by opłacić operację, którą Marysia przejdzie kilka dni po porodzie! Operację, która ocali jej życie...Mamy czas tylko do 13 listopada, by wpłacić środki na konto kliniki. Martwię się o moją córeczkę, o to, co będzie, co nas czeka... A jeszcze bardziej obawiam się tego, że nie zdążymy...

Dziękujemy za wszystko, co dla nas robicie. To niesamowite, jak wiele osób o wspaniałych sercach spotkaliśmy na swojej drodze. Dziękujemy, że chcecie ocalić to jedno, bardzo chore serduszko naszej Marysi...
Cały czas błagamy o pomoc, bo musimy walczyć do końca. Jeśli możesz, udostępnij nasz apel, powiedz jeszcze komuś o Maryni, która z chwilą przyjścia na świat stoczy bój o życie...
Ania, mama
Opis zbiórki
Nie jest tak, jak być powinno… Nie ma radosnego oczekiwania, mnóstwa zdjęć, gratulacji. Jest strach. Nasza córeczka, która niczego nieświadoma rośnie pod moim sercem, w chwili narodzin zacznie umierać. Jesteśmy zrozpaczeni i przerażeni… Jedyna nadzieja dla Marysi czeka w klinice w Munster. Poród, a kilka dni później operacja ratująca serce, ratująca życie - to nasz cel. Błagamy o pomoc! Mamy tak mało czasu...
Początkowo nic nie wskazywało na dramat, który nas czeka. Jesteśmy młodym, zdrowym małżeństwem. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, to był najpiękniejszy dzień mojego życia. Dbałam o siebie, zdrowo się odżywiałam, unikałam wszelkich używek, stosowałam suplementy. Początek ciąży przebiegał wzorowo. A potem przyszła ta wiadomość...

W 16 tygodniu ciąży mój lekarz prowadzący zasugerował, że coś jest nie tak z serduszkiem maluszka. Łzy kapały mi ciurkiem, nie mogłam wydusić z siebie słowa. Skierował nas na dodatkowe badania. Dni upływały mi na płaczu i rozmyślaniu, co jest źle. Czułam strach, którego nie da się opisać, który został ze mną do tej pory...
Po echu serca przyszła diagnoza, która zwaliła nas z nóg. Okazało się, że nasza malutka kruszynka ma szereg wad serca: bardzo duży ubytek w przegrodzie międzykomorowej, przełożenie wielkich pni tętniczych, zwężenie zastawki płucnej oraz zwężenie zastawki trójdzielnej z niedorozwojem prawej komory... Wtedy jeszcze te słowa były dla nas niezrozumiałe, nie widzieliśmy, co to oznacza. Dziś po przeczytaniu setek artykułów w Internecie oraz poznaniu wielu rodzin, które zmierzyły się z podobną wadą, już wiemy... Ta wiedza paraliżuje. Jest źle.

Zjeździliśmy wielu specjalistów w całej Polsce. Wszyscy twierdzili, że taki zespół wad może być leczony tylko paliatywnie i polegać na szeregu operacji prowadzących do serca jednokomorowego... A przecież nasza córeczka ma dwie pracujące komory! Tak to prawda, że prawa komora stanowi 1/3 wielkości lewej, że zastawka trójdzielna jest dwukrotnie za mała... Ale Marysia ma dwie komory... Z nimi ma większą szansę na życie!
Postanowiliśmy walczyć. Zdecydowaliśmy, że się nie poddamy i zrobimy wszystko, wszystko, co w naszej mocy, by uratować naszą córeczkę, by dać jej szanse na normalne życie. Pomoc znaleźliśmy 600 km od domu, w Krakowie. Po konsultacjach z Panem Profesorem Edwardem Malcem znów płakaliśmy, tym razem po raz pierwszy ze szczęścia. Pan Profesor Malec na podstawie badań uznał, że nasza Marysia może mieć zachowane dwie komory! Dał nam niesamowitą nadzieję i siłę do dalszej walki.
Niestety taka operacja może się odbyć tylko w Niemczech, w klinice w Munster. Nie jest ona w żaden sposób finansowana, a jej koszt znacznie przekracza nasze możliwości...
To był kolejny cios, bo co mogą czuć rodzice, którym ktoś w końcu daje nadzieję na to, że może być dobrze, że dziecko po szeregu operacji, miesiącach spędzonych w szpitalu może wrócić do domku i mieć wyjątkowe, połatane, ale dwukomorowe serduszko, ale nie ma pieniędzy na to wszystko? Są to niewyobrażalne koszty…

Jestem teraz w 35 tygodniu ciąży i drżę na samą myśl o porodzie... Ostatnie miesiące splatają się w jedność, w głowie wciąż tkwi tylko jedna myśl, co możemy zrobić, by pomóc naszej córeczce. Z wiadomością o tym, że dziecko urodzi się chore, pogodzić się nie da...
Na skraju depresji postanowiłam działać. Nie mogę się poddać, muszę walczyć dla mojego dziecka. Nie mamy pojęcia, co wydarzy się po porodzie. Jakie będą faktyczne wady, a co okaże się nieprawdą. Dlatego błagamy Was o pomoc. Muszę urodzić w klinice w Munster. Tylko tam otrzymamy od razu pomoc, tylko tam nasze maleństwo ma szansę. Nie wiemy, z jaką wadą przyjdzie nam się zmierzyć, jaki będzie stan naszej córeczki. Nie możemy pozwolić sobie na poród w Polsce i późniejszy transport do Niemiec, bo nasza kruszynka może tego nie przeżyć…
Musimy zapewnić jej najlepszą z możliwych opiekę tuż po narodzinach. Zegar nieubłaganie tyka. Mijają dni, tygodnie. Do porodu została już tylko chwila. Prosimy, z całych sił prosimy Was o wpłaty. O pomoc. O modlitwę. Wierzymy, że razem damy radę, że pasek zbiórki szybko się zazieleni. Jesteśmy już spakowani i czekamy. Gdy tylko uda się uzbierać środki wyruszamy w drogę do Niemiec, w drogę po zdrowie i życie dla naszego Skarbka, który siedzi u mnie w brzuszku. Jeszcze. Bo nigdy nie wiadomo kiedy zdecyduje się przyjść na świat... Na świat, w którym od razu będzie musiała toczyć walkę o życie!
Jej jedno serduszko samo nie da rady, ale dzięki Waszym dobrym sercom otrzyma niesamowitą szansę. Nasza Marysia to całe nasze życie. Błagam, dajmy jej wspólnie szansę…
Ania, mama
- Wpłata anonimowa3000 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Michał20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł