

Wybuch miny-pułapki❗️Ciężko ranny żołnierz, 3 ofiary śmiertelne❗️Dwoje dzieci chce odzyskać tatusia!
Cel zbiórki: leczenie i intensywna rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: leczenie i intensywna rehabilitacja
Opis zbiórki
"Wyślij mi zdjęcia dzieci" - to były ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział. Dodał, że musi się żegnać, bo zaraz będzie ostrzał... Kilka miesięcy temu mój mąż poszedł na wojnę, by bronić ojczyzny. Chciał chronić nasze dzieci i dom przed rosyjskim atakiem. Przez ostatnie 4 miesiące przebywał na pierwszej linii frontu.
Starałam się nie martwić. Takich ostrzałów było już sporo. Wiedziałam, że zawsze oddzwoni, że będzie dobrze. Taki los żony żołnierza. Wysłałam zdjęcia, ale czas mijał, a wiadomości wciąż wisiały jako nieodczytane... Telefon nie odpowiadał.
Kiedy w końcu rozległ się dzwonek, była to żona kolegi... "Nasi mężowie są w szpitalu, kod 300" - usłyszałam spanikowany głos w słuchawce. Kod 300 oznacza bycie rannym. Świat zawirował... Mąż znał mój numer na pamięć. Jeśli nie mógł zadzwonić, to znaczyło, że jest bardzo źle...

Przerażona, dzwoniłam do wszystkich szpitali w okolicy. Po wielu godzinach poszukiwań go znalazłam - w nazwisku była literówka. Usłyszałam, że mój ukochany Serhii jest na oddziale intensywnej terapii, w stanie krytycznym. Był w śpiączce i stracił dużo krwi... Amputowano mu nogę. Transportem medycznym wysłano go do Kijowa.
Zadzwoniłam do mamy, błagając, by została z dziećmi i natychmiast ruszyłam do męża. Mój Serhii - zawsze silny, zawsze będacy oparciem - był nieprzytomny i walczył o życie. Potem dowiedziałam się, że doszło do wybuchu miny... Trzech kolegów męża zginęło na miejscu. Serhii miał złamane obie nogi, kości miednicy, żebra (12 po prawej i 12 po lewej stronie), nos, pęknięte jelita... Oprócz licznych złamań i urazów, wybuch uszkodził nerki. Jedną lekarze musieli usunąć, druga przestała sobie radzić. Ucierpiał też mózg.

Lekarze przygotowywali mnie na najgorsze. Kazali nam się żegnać... Codziennie powtarzałam mężowi, że nie może się poddać. Że musi do nas wrócić. Modliłam się codziennie, przez cały czas. Mówiłam mu o dzieciach, które tak na niego czekają, które boją się o jego życie. Nasza 9-letnia córeczka popadła w depresję. Całymi dniami siedziała tylko i patrzyła w okno. Z nikim nie rozmawiała, nic nie chciała. 6-letni synek ciągle pytał o tatę.
Serhii walczył o życie przez 2 miesiące... A potem stał się cud. Mąż się wybudził. Jedyna nerka samoistnie zaczęła działać. Lekarze byli zdziwieni, że chcę zabrać do domu chorego, który - według nich - jest paliatywny. Nawet poprosili mnie, żeby zrobić zdjęcie na pamiątkę... "Żeby ludzie nie mówili, że u nas tylko umierają". Powiedziałam, że mój mąż nie jest żadnym pacjentem paliatywnym, że będzie żył długo i szczęśliwie. Kiedy go zabierałam do domu, ważył 35 kilo.
Od tamtej pory każdy dzień jest podporządkowany walce o zdrowie męża. Serhii wciąż nie mówi, nie może sam jeść, karmię go przez sondę. Potrafi siedzieć, jeśli go przytrzymam lub stać w pionizatorze. Wszystko natomiast rozumie, reaguje. Jest z nim logiczny kontakt. Płakał, kiedy zmarł jego tata. Rozpoznaje ludzi, których zna, przyjaciół. Na większość pytań odpowiada, mrugając.

Skończyłam kurs z pielęgniarstwa, żeby wiedzieć, jak zajmować się męzem Uczę go mówić. 2 razy w tygodniu wożę go na rehabilitację, przyjeżdża też do nas fizjoteraputa i masażysta. Rehabilituję też go sama. We wszystkich czynnościach pomagają mi dzieci. Mają dziś 12 lat (córka) i 9 lat (syn). Wierzą, że kochany tatuś wróci do sprawności i wszystko jeszcze będzie tak jak kiedyś.
Wierzę, że Serhii będzie mógł samodzielnie jeść, mówić, a może nawet chodzić.... Robimy wszystko, aby tak się stało. Potrzebujemy jednak pomocy - na same leki, pieluchy, artykuły medyczne itd. wydajemy 7 tysięcy złotych miesięcznie.
Wiele osób dziwi się, dlaczego tak walczę o męża... Dla mnie to nie jest dziwne. To proste, jeśli się kocha. Ślubowałam, że na zawsze, w zdrowiu i chorobie... Poznaliśmy się w 2000 roku, a od 2003 jesteśmy razem. Przeżyliśmy wspólnie tyle rzeczy: leczenie bezpłodności, dwa poronienia, narodziny długo wyczekiwanych dzieci, kryzysy, początek wojny... Przetrwamy i to. Cokolwiek by się działo — mamy siebie. Wspieraliśmy się i zawsze mogliśmy na siebie liczyć.
On jest moim najlepszym przyjacielem. Uratujcie go, proszę.
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa40 zł
- Wpłata anonimowa25 zł
- 20 zł
- Wpłata anonimowa25 zł
- Wpłata anonimowaX zł