Nowy wózek to dla mnie jedyna szansa na wydostanie się z domu!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 801 osób
85 183 zł (100%)
Zbiórka na cel
wózek elektryczny

Sławomir Szymski , 55 lat

Goślinowo, wielkopolskie

złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym C6, porażenie czterokończynowe i brak czucia od mostka w dół

Rozpoczęcie: 26 Października 2017
Zakończenie: 25 Listopada 2019

02 Lipca 2019, 10:19
Dramat Pana Sławomira❗️Od czerwca nie opuścił własnego łóżka

Tak oczekiwany przeze mnie wózek, okazał się całkowitą porażką, ponieważ kompletnie nie spełniał warunków, abym mógł go użytkować jako wózek terenowy, do jazdy w trudniejszych warunkach, do pokonywania dłuższych odległości. Ja mieszkam na wsi i wszędzie mam daleko...

Sławomir Szymski

Wózek Juvo, na którym podczas prezentacji przeprowadziłem jazdę próbną, to typowy wózek pokojowy, a nie jak go reklamują terenowo pokojowy, gdyż ze swoją wielkością nadaje się bardziej dla dzieci niż dla dorosłych...

Szanowni Państwo, Otto Bock w swojej ofercie ma dla mnie odpowiedni wózek C1000DS, ale on jest jeszcze droższy od tego Juvo, na który była prowadzona moja zbiórka na Siepomaga, bo ten model kosztuje aż 80 tysięcy złotych i na jego zakup brakuje mi 15 tys. zł.

Chciałbym jeszcze w tym roku wyjechać z domu, dlatego jeszcze raz proszę o pomoc. 

Sławek

Marzę o tym, żeby być częścią świata, a nie oglądać go tylko zza okna z tym samym widokiem na kawałek podwórka. Nie wiem, obiektywnie czy to wiele – dla mnie to wszystko.

Życie zamknęło mnie w czterech ścianach. Dlatego proszę Was o pomoc.
Wiem, że potrzebujących ludzi jest wielu. Ja jestem jednym z nich. Nie wyróżnia mnie nic szczególnego – moja historia nie ma w tle nic romantycznego, nie ma drugiego dna. Ot, przyziemnie prozaiczna opowieść o tragicznych skutkach wypadku i trudach życia. No i prośba o pomoc. Bo bez niej się nie uda.

Nie będę chodził – wypadkowi uległem, kiedy miałem 20 lat. Uszkodzony rdzeń, czterokończynowe porażenie z całkowitym brakiem czucia od mostka w dół. To były przerażające informacje, w swojej bezterminowości i docierającej powoli świadomości, co oznaczają. Bo głowa przecież wciąż była zupełnie sprawna. Nie będę mógł chodzić, już nigdy samodzielnie nie wstanę, nie będę mógł poruszać rękoma, nie poruszę nawet jednym palcem dłoni, nie sięgnę po szklankę wody. Do końca życia będę zależny od innych.

Wszystko od nowa, wszystko inaczej...

Wszystko od nowa, wszystko inaczej...

Nie było heroicznej walki o sprawność, nie było bowiem sposobu, aby ją odzyskać. Jedyne, co zostało, to znaleźć sposób na to, żeby życie „jakoś” wyglądało. Uczyłem się żyć od nowa. Mogłem liczyć na opiekę mamy i taty. Tata jednak nagle zmarł, po przeprowadzonym zabiegu koronarografii, od 15 maja 2009 roku opiekuje się mną tylko mama. Jest jednak poważnie schorowana, gdyż jest po dwóch operacjach i od wielu lat ma cukrzycę, która została zbyt późno zdiagnozowana. Obecnie boryka się z problemami kardiologicznymi, nie może wykonywać ciężkich prac. Pochylanie się i dźwiganie narażają mamę również na całkowitą utratę wzroku w prawym oku, jak to się stało w lewym. Stan zdrowia oraz podeszły wiek utrudniają mamie wykonywanie nawet codziennych czynności — zrobienie zakupów to dla niej wyprawa, związana ze zbyt dużym ryzykiem, przerasta mamy możliwości, a teraz  już nie może mi towarzyszyć, jak to jeszcze było do 2014 roku, gdy jeździliśmy na wspólne wycieczki.

Sławomir Szymski

Złe spojrzenia

Mieszkam na wsi, nie ma tu właściwie żadnych warunków do transportu takich osób jak ja. Zaraz po wypadku, po powrocie ze szpitala, miałem ogromne opory psychiczne. Wstydziłem się, nie umiałem się przełamać, nie chciałem być widziany w swojej wsi.
W końcu jednak udało mi się pokonać wewnętrzne bariery i dzięki pomocy dobrych ludzi o wielkim sercu, zdobyć przekraczające moje możliwości środki na wózek. Droga do „samodzielności” była wyboista i długa – pierwszy wózek nie był odpowiedni, spowodował wiele wywrotek i problemów – był dobry, ale nie w mojej sytuacji.
Przekazałem go szesnastoletniemu chłopcu, który – podobnie jak ja – był uwięziony we własnym domu. 

Mercedes pośród wózków

Kolejny wózek był dla mnie spełnieniem marzeń. Mogłem żyć – zrobić zakupy, załatwić sprawy, zobaczyć ludzi, pomóc mamie.
Umożliwił mi wyjście z domu. Jedno ładowanie baterii pozwalało mi pokonać odległość około 40 km. Jako jedyny w Polsce przejechałem na tym modelu ponad 19 tysięcy km.

Pojawiły się jednak kolejne przeszkody. Wózek jest awaryjny, przez 7 lat jego użytkowania, same silniki napędowe musiałem oddać do naprawy (wymieniać) trzy razy, baterie dwa razy. Każda naprawa to odcięcie mnie od świata i pozbawienie mnie kontaktu z otoczeniem na wiele tygodni. Najdłuższa przerwa serwisowa trwała 5 miesięcy – wózek trafił do samego producenta w Niemczech. Przez te 5 miesięcy byłem przykuty do łóżka.

Wózek jest niestety tak wyeksploatowany, że jego dalszy serwis i remonty stały się nieopłacalne i na tyle drogie, że nie mogę sobie na nie pozwolić. Znowu tylko 4 ściany?
Wszystko to oznacza w praktyce, że znowu jestem uziemiony w domu. Po domu – choć z trudem – mogę się względnie poruszać (w niewielkim zakresie), poza domem, nie mogę wcale. Podobnie, jak przez pierwszych 19 lat po wypadku, nie mogę wyjść poza 4 ściany.

Sławomir Szymski

Rozwiązanie? Nowy wózek

Jest tylko jedno rozwiązanie – nowy wózek. Musi mieć żyroskopowe sterowanie, umożliwiające przejazd skrzyżowań i skręt z większą prędkością, musi pozwolić na utrzymanie kierunku jazdy na wprost, blisko krawędzi jezdni bez konieczności ciągłej korekty toru jazdy, elektrycznie regulowaną wysokość podnóżków do przejazdu przez krawężniki i progi, wyprofilowane siedzisko z regulacją kąta oparcia, który pozwoli mi dostosować go do potrzeb podczas wielogodzinnego siedzenia, kiedy nikt nie może przesadzić mnie do łóżka. Taki wózek produkuje Otto Bock. Otrzymałem nowy kosztorys, na bardziej nowoczesny wózek, który sprawdzi się znacznie lepiej.
Potrzebna kwota, absolutnie przekracza moje możliwości i dzieli od świata.

Przyziemna bariera nie do pokonania?

Jak to w życiu bywa – pieniądze okazują się zasobem krytycznym, bez którego moje życie będzie się toczyć wokół łóżka. Miesiącami, latami. Jestem rencistą, a renta ledwo wystarcza na pokrycie kosztu leków, nie jest łatwo na co dzień związać koniec z końcem. Nowy wózek jest daleko poza granicami moich możliwości. Nie mam najmniejszej szansy na zdobycie tych środków.
Ludzie marzą o locie w kosmos, wielkim domu, luksusowym samochodzie, karierze muzycznej i zawodowych sukcesach. Ja nie łudzę się myślami o odzyskaniu sprawności, wiem, że nie stanę na nogach, nie wykonam ani jednego kroku i że do końca życia będę sparaliżowany. Marzę tylko o tym, żeby móc żyć – usiąść na wózku, wyjechać z domu, kupić gazetę i móc wysłać samodzielnie list na poczcie.

Tylko i aż tyle.

Jedyną możliwością powrotu do życia, wyjścia z domu i uzyskania częściowej samodzielności, jest zakup wózka. A jedyną możliwością zakupu wózka jest uzyskanie pomocy ludzi o wielkich sercach. Dlatego proszę Cię o pomoc. Proszę o wsparcie mnie w walce o możliwość względnie normalnego funkcjonowania i wydostania się z domu.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 801 osób
85 183 zł (100%)