Zbiórka zakończona
Stefan i Ignacy Gut - zdjęcie główne

Ochronić podwójnie kruche życie

Cel zbiórki: pokrycie kosztów 12-miesięcznej rehabilitacji

Zgłaszający zbiórkę:
Stefan i Ignacy Gut, 10 lat
Świdnica, dolnośląskie
Mózgowe Porażenie Dziecięce, wcześniactwo
Rozpoczęcie: 11 sierpnia 2016
Zakończenie: 24 października 2016
41 492 zł(100%)
Wsparło 2276 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0077487 Stefan, Ignaś

Cel zbiórki: pokrycie kosztów 12-miesięcznej rehabilitacji

Zgłaszający zbiórkę:
Stefan i Ignacy Gut, 10 lat
Świdnica, dolnośląskie
Mózgowe Porażenie Dziecięce, wcześniactwo
Rozpoczęcie: 11 sierpnia 2016
Zakończenie: 24 października 2016

Rezultat zbiórki

Podziękowania od mamy chłopców:

Gdy urodzili się nasi synowie, byliśmy bardzo szczęśliwi. Potem usłyszeliśmy diagnozę.  Zaczęliśmy rehabilitację zaraz po wyjściu ze szpitala, ale miesięczny koszt był praktycznie równy naszym dochodom. Byliśmy załamani, bo wiedzieliśmy ze nie będziemy mogli pomóc naszym dzieciom. 

Wszystko, co robimy — robimy dla nich, dlatego postanowiliśmy poprosić o pomoc. Nie spodziewaliśmy się, ze tyle osób nas wesprze! Przez pierwsze dni zbiórki byliśmy w szoku, ponieważ zielony pasek rósł bardzo szybko.

Stefan Gut

Teraz po zakończeniu zbiórki chcemy bardzo podziękować za możliwość niesienia pomocy naszym synom, bo wszystko to dzięki Wam. Jest taki film "Chce się żyć' - jego bohater ma dziecięce porażenie mózgowe takiego typu, jak u Stefanka. Stefek miał więcej szczęścia, bo urodził się w czasie, gdzie może być rehabilitowany, a dzięki Wam możemy zapewnić mu każdy rodzaj terapii.  Teraz chce nam się żyć jeszcze bardziej, bo widzimy jakie postępy robi!

Mówimy DZIĘKUJĘ, bo tylko tyle i aż możemy powiedzieć... Nasza radość jest ogromna, a chęć do walki jeszcze większa. Mamy nadzieje, że za kilka lat pokażemy Wam, ze niemożliwe nie istnieje!

Mama

Opis zbiórki

Nasze dzieci mogą nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić. Nikt tak naprawdę nie wie, jakie będą skutki niedotlenienia i przedwczesnego porodu. Przez wiele tygodni walczyliśmy o to, by ochronić te kruche życia, o to, by Ignaś i Stefanek pojawili się na świecie, bo śmierć chciała odebrać nam ich, zanim w ogóle przyszli na świat… Dzisiaj walczymy o ich sprawność, bo wierzymy, że nasze dzieci mogą być zdrowe, jedyne, co nas ogranicza, to pieniądze. Dlatego prosimy o pomoc – nie dla siebie, lecz dla nich…

 

Stefan Gut


Kiedy zaszłam w ciążę, nie posiadaliśmy się z radości. W 10 tygodniu ciąży dowiedzieliśmy się, że los obdarzył nas podwójnym szczęściem – zamiast jednego synka na świat miała przyjść od razu dwójka. Wiedzieliśmy, że czeka nas podwójne wyzwanie, ale ten podwójny dar życia sprawił też, że jeszcze bardziej cieszyliśmy się na powiększenie rodziny. Przez cały czas byłam oczywiście pod opieką lekarzy, wszystkie badania i wyniki były w normie. Kontrola robiona w 20 tygodniu ciąży wykazała, że wszystko jest w porządku, a dzieci rozwijają się prawidłowo. 3 tygodnie później znów udałam się na badania kontrolne. Tam dowiedziałam się, że zaczęły się skurcze i pojawiło się rozwarcie. Był to dla nas ogromny szok. Mieszkaliśmy wtedy w Anglii, więc natychmiast pojechałam do szpitala w Manchesterze. Tam powiedziano mi, że nic się da zrobić, bo to za wczesny tydzień ciąży. W Anglii są inne procedury odnośnie ratowania życia wcześniaków, według nich nikt nie starałby się nawet ratować naszych synków. Odesłano mnie do domu. Miałam wybór, mogłam siedzieć tam i czekać na nieuniknioną śmierć naszych dzieci albo zaryzykować wszystko i polecieć do Polski, do szpitala, gdzie mogli je uratować.

 

Decyzja była dla mnie oczywista. Zrobiłabym wszystko, żeby mieć chociaż cień szansy, że Ignacy i Stefanek przeżyją.

 

Stefan Gut


Z lotniska w Polsce pojechałam prosto do szpitala, gdzie natychmiast zaczęto podawać mi leki na podtrzymanie ciąży. Dzieci ważyły wtedy tylko 420 i 400 g i nie miały żadnych szans na przeżycie, gdyby zaczął się poród. Spędziłam w szpitalu 7 tygodni. Boże Narodzenie, Nowy Rok… wszystko wśród szpitalnych ścian. Codziennie prosiłam tylko o kolejny dzień, odwlekający poród, to to zwiększało szansę na to, że moje dzieci przeżyją. W końcu nie można było jednak dłużej czekać. Stefan i Ignacy przyszli na świat 13 stycznia, w 29 tygodniu ciąży. Ważyli 1300 i 1340 g. Gdy leżąc na łóżku na oddziale porodowym usłyszałam ich płacz, pierwszy krzyk, świadczący o tym, że moje dzieci urodziły się żywe, płakałam tak mocno, że lekarze myśleli, że znieczulenie nie działa.

 

Dopiero następnego dnia mogłam zobaczyć dzieci. Chłonęłam każdy szczegół, byli tacy malutcy, a jednocześnie tacy dzielni. Nadal walczyli o życie, lekarze mówili, że ich stan jest krytyczny. W końcu z krytycznego stał się stabilny. Radość z przyjścia dzieci na świat przysłonił jednak kolejny lęk. Dowiedzieliśmy się, że bliźnięta mają nieodwracalne zmiany w mózgu, spowodowane niedotlenieniem w czasie ciąży. Że mogą być niewidome, głuche, nieme, mogą nigdy nie chodzić. Nasz świat się zawalił, ale musieliśmy wziąć się w garść i zacząć walczyć.

 

Stefan Gut


Dzieci są pod opieką kardiologa, okulisty, audiologa, neurologa i chirurga. Ignaś ma problemy z oczami, miał już laseroterapię, ma też wrodzoną wadę rozwojową przegrody serca. Stefek ma dziecięce porażenie mózgowe. Synkowie przeżyli już wylewy dokomorowe, mieli przetaczaną krew, mają niedokrwistość. Strach o ich życie nie skończył się wraz z wyjściem ze szpitala, nie skończy się chyba nigdy. Kiedy przywieźliśmy nasze dzieci do domu, takie malutkie, wystraszone, bojące się przewijania, kąpieli, umieraliśmy z przerażenia. Ale potem nastąpiły pierwsze uśmiechy – najpierw uśmiechnął się Stefan, potem Ignaś. Ich uśmiech wynagradza nam cały trud wychowania.

 

Wierzymy w to, że nasze maluchy będą same chodzić, mówić, przytulać się do nas. Robimy wszystko, aby im to umożliwić. Nie poddajemy się, nie tracimy nadziei, szukamy wszelkich możliwych rozwiązań. Chcemy patrzeć, jak nasze dzieci rosną, rozwijają się i cieszą z każdego dnia. Prosić o pomoc dla naszych dzieci jest naszym obowiązkiem, ponieważ sami nie zawalczą o siebie.

 

Stefan Gut


Bycie rodzicem wcześniaka to ciągła walka, okupiona niewyobrażalnym bólem, wysiłkiem, łzami. Walka o to, co zdrowym dzieciom przychodzi naturalnie – o pierwsze słowo, pierwszy krok. To też walka pochłaniająca ogromną ilość czasu i pieniędzy. Czeka nas kosztowna rehabilitacja i leczenie. Terminy ustalane przez NFZ są kosmiczne. Nie możemy czekać wielu miesięcy, musimy rehabilitować dzieci już teraz, bo każdy dzień zwłoki odbiera nam szansę na to, że nasze dzieci będą kiedykolwiek zdrowe. Dlatego błagamy o pomoc.

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest zakończona, ale Stefan i Ignacy Gut wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj