Na pomoc sercu, którego nikt w Polsce nie chce już operować

Zbiórka na cel: Pilna operacja serca, ratowanie życia
 Szymon Prus
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 191 osób
92 928 zł (65,79%)
Brakuje jeszcze 48 312 zł
Wesprzyj

Szymon, 6 lat

dwuujściowa prawa komora, ubytek przegrody międzykomorowej, małpozycja naczyń, hypoplastyczny łuk aorty, koarktacja aorty, niedomykalność zastawki mitralnej i trójdzielnej

Kietrz, opolskie

Rozpoczęcie: 18 Października 2017
Zakończenie: 22 Grudnia 2017

“Proszę szukać ratunku dla dziecka, bo nasze możliwości się już wyczerpały” Dyskwalifikacja Szymona do dalszego leczenia kardiologicznego po tym wszystkim, co razem przeszliśmy to cios, z którym nie umiałam sobie poradzić. Wiem, jak krótka jest droga od wielkiego szczęścia do skrajnej rozpaczy i boję się dnia w którym okaże się, że jest już za późno...

Pamiętam, dzień, kiedy Szymon przyszedł na świat, kiedy liczyłam jego paluszki, oglądam go z taką troską i szczęściem, które czuje tylko matka. Był piękny, cudowny, mój i nic nie mogło tego zmienić. Tak mi się wtedy wydawało. Potem usłyszałam, że mój synek ma wadę serca, że może umrzeć, że potrzebuje operacji i wszystko to, co sobie wymarzyłam, może przestać istnieć, zniknąć...

Odesłano nas do Katowic, byśmy w ogóle mieli szansę podjąć jakąś walkę. Tam zrobiło się okropnie, groźnie, bo nikt nie chciał z nami konkretnie rozmawiać. Lekarze tylko oglądali nerwowo wyniki, wbiegali i wybiegali z sali. Czułam, że pośpiech z czegoś wynika, ale nie chciałam wierzyć, że jest aż tak źle... W 6 dobie życia zabrano mi moje dziecko, rozebrano i przygotowano do operacji. Zaczęła się pierwsza walka o życie, która odbyła się za drzwiami, tam, gdzie nie mogłam być z nim, nie mogłam trzymać go za małą rączkę. Czekałam na cud, na najważniejszą informację w moim życiu, po której może już nie być niczego. 

Szymuś przeżył, ale niebezpieczeństwo nie minęło. 2 miesiące mój synek trwał w zawieszeniu między życiem i śmiercią. Wiedziałam, że każda najmniejsza infekcja może mi go zabrać. Chciałam go dotknąć, pocałować, przytulić. To straszne, widzieć swoje maleńkie dziecko w plątaninie kabelków, podłączone do tych wszystkich urządzeń, które tak groźnie piszczą, ale jednocześnie utrzymują go przy życiu.

Po tych dwóch miesiącach do domu wyszliśmy tylko na 3 dni. Wróciliśmy na oddział z zapaleniem płuc i oskrzeli, marząc tylko o tym, żeby nie było za późno. Udało się i tym razem, ale strach się potęgował. Czułam, że wykorzystuję limit szczęścia, jaki dostałam od losu, czułam, że kiedyś mogę nie zdążyć, że Szymek żyje w wielkim niebezpieczeństwie. Życie mojego synka trwało, ale było jak bąbelek na wodzie, w każdej chwili mogło wszystko się skończyć.

Dzisiaj synek ma 6 lat. W tym czasie dzieci beztrosko się bawią, jeżdżą na wakacje. Szymek przeszedł 4 operacje i dwa zabiegi na sercu. 4 razy modliłam się, by nie odchodził i 4 razy wygraliśmy. Dzisiaj, kiedy przeglądam dokumenty jego choroby, mam właściwie przed sobą zapis całego jego życia. 21 wypisów ze szpitala, setki epikryz, dokumentów, zaleceń, konsultacji. Na niektórych jeszcze wyschnięte łzy. Żadne dziecko nie powinno żyć tak, jak Szymek – na słowo honoru, bez gwarancji, że będzie dobrze, bez tej beztroski, która otacza każde dziecko w jego wieku. Żadna matka nie powinna płakać nad łóżkiem swojego dziecka i przez 6 lat drżeć ze strachu o to, co będzie dalej.

Jeśli już tyle lat wywalczyliśmy, jeśli zmarnowaliśmy całe dzieciństwo synka, drżąc ze strachu w domu albo płacząc pod jego salą w szpitalu, to powinno się wreszcie coś zmienić na lepsze.

Zmieniło się, ale na gorsze. Wiele razy operowane serce mojego synka zaczęło gasnąć, a lekarze porobili wszystkie możliwe badania i nie widzą już żadnych możliwości. Najpierw dostałam nieoficjalną informację, że mam szukać ratunku właściwie od zaraz. Po czasie miałam to już na papierze. Szymon musi mieć kolejną operację, bez której któregoś ranka po prostu się nie obudzi. Nie po to walczyłam o niego, nie poto on tyle cierpiał, by teraz czekać na najgorsze.

Wysłałam dokumenty synka do Profesora Edwarda Malca, stawiliśmy się na konsultacje i wreszcie mam upragnione zielone światło. Profesor chce zrobić to, czego nie chciał się już nikt podjąć. Żeby maksymalnie podnieść szansę mojego synka, operacja musi się odbyć na początku przyszłego roku, a to już tylko kilka miesięcy. Żeby w ogóle do niej doszło, potrzebujemy bardzo dużo pieniędzy, których nie mam. 

Mam tak mało czasu, ale ogromną nadzieję, że z Waszą pomocą uda się dać Szymkowi szansę  na życie! Piąta operacja to wielkie ryzyko, ale o niczym więcej nie marzę. Chcę oddać swoje dziecko w ręce człowieka, który uratował już tak wiele dziecięcych serc. Ten człowiek może uratować życie, o które od tylu lat toczy się ta beznadziejna walka. Błagam o pomoc i za każdą po stokroć dziękuję. Mama

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 191 osób
92 928 zł (65,79%)
Brakuje jeszcze 48 312 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość