
3-latek i dramatyczna wojna z nowotworem❗️Pomóż uratować Jasia!
Cel zbiórki: Leczenie nowotworu w Szwajcarii i rehabilitacja Jasia
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie nowotworu w Szwajcarii i rehabilitacja Jasia
Aktualizacje
❗️Rak zabiera mu dzieciństwo - potrzebna pomoc dla malutkiego Jasia!
Walka z nowotworem trwa… Tygodnie zamieniają się w miesiące, a te w lata, które upływają na onkologii, w cieniu naszego dramatu, jakim jest choroba Jasia. 11 października synka czekały kolejne badania. Za każdym razem drżymy ze strachu, jakie przyniosą wieści…
Jaś pod koniec lata skończył cztery lata, a nadal nie mówi. Za każdym razem, gdy już zaczyna sylabizować, wraca na onkologię… Znów badania, leczenie nowotworu, szpital i strach. Ciągłe narkozy… Już jedna z nich to ogromne obciążenie dla organizmu… W ciągu miesiąca Jaś miał blisko 40 narkoz, trwających 1,5 godziny. To wiąże się dla niego z takim stresem, że za każdym razem przestaje mówić…

Za trzy miesiące wracamy do szpitala w Szwajcarii. Mamy nadzieję, że przez ten czas uda nam się sprawić, że Jaś się rozwinie… Walczymy nie tylko o zdrowie, ale też o to, by synek miał przyszłość, by nowotwór nie zabrał mu już nic więcej. Przed nami rehabilitacja - musimy zwiększyć kwotę zbiórki o jej koszt. Tak bardzo chcielibyśmy, by Jaś dogonił rówieśników…
Nowotwór zabrał nam wiele, zabrał Jasiowi szczęśliwe dzieciństwo, a nam beztroskę i nadzieję na przyszłość, bo żyjemy w strachu przed jutrem… Boimy się marzyć, planować, bo nowotwór niejednokrotnie pokazał nam, że potrafi zniszczyć wszystko w sekundę…
Jan jest wspaniałym chłopcem, bardzo pracowitym, tydzień temu nauczył się jeździć na rowerze, z czego jest bardzo dumny… Przed nimi zajęcia z pedagogami i logopedami, a potem ciąg dalszy leczenia nowotworu. Dziękujemy że jesteś z nami i naszym synkiem w tej walce i bardzo prosimy Cię o dalszą pomoc.
❗️Z oddziału onkologii krzyczymy o ratunek... Pomóż uratować Jasia!
Znów szpital, oddział, którego sama nazwa budzi lęk - onkologia… Znów ten straszny zapach - chemii, leków i strachu. Trzymam rączkę Jasia i tak bardzo się boję, co pokażą kolejne wyniki badań…
Nowotwór - usłyszeliśmy ponad 2 lata temu i od tego czasu nasze życie toczy się w cieniu tego strasznego słowa… Walce o zdrowie i życie Jasia podporządkowaliśmy wszystko, bo czyż jest coś ważniejszego niż życie własnego dziecka?

Co miesiąc latamy do Szwajcarii, co miesiąc przekraczamy próg szpitala, a wspomnienia koszmaru wracają… Co miesiąc kurczowo trzymamy się nadziei, że będzie dobrze. Boimy się planować cokolwiek, bo rak pokazał nam, jak bardzo życie jest nieprzewidywalne… Boimy się tez o koszty, bo leczenie Jasia kosztuje ogromne pieniądze. Robimy, co możemy, ale bez pomocy nie damy sobie rady…
Dziękujemy Ci, że wspierasz naszą walkę i że jesteś z nami i naszym synkiem w najważniejsze walce jego życia. I prosimy - bądź z nami dalej, uratuj naszego Jasia.
Opis zbiórki
Rak – usłyszałam, trzymając mojego rocznego synka w ramionach. Ziemia osunęła mi się spod stóp… Nagle zrobiło się zimno i ciemno, a dalsze słowa lekarza zagłuszył mój głośny szloch. W jednej chwili znaleźliśmy się w środku onkologicznego koszmaru… Jaś ma nowotwór w IV, najgorszym stopniu zaawansowania. Nigdy nie myślałam, że takie nieszczęście spadnie właśnie na moją rodzinę, na ukochanego synka, nasz największy skarb… Zrozpaczona, błagam o ratunek!

2 lata - tyle trwa już nasza walka. Tyle trwa życie na onkologii, podporządkowane tylko jednemu – temu, by pokonać okrutnego przeciwnika… Jak pogodzić się z faktem, że twoje małe dziecko stanęło oko w oko z nowotworem? Nie wiem. Nigdy się z tym nie pogodziłam i nigdy nie pogodzę. Nie zgadzam się na to i będę walczyć, do utraty tchu... Tulę Jasia, jestem z nim w szpitalnej sali. Głaszczę pokłute rączki. Zgarniam z poduszki włoski, które wypadają po chemii… I modlę się, bo tylko to mi zostało…
Od momentu diagnozy nasze życie to walka. O życie, o zdrowie, o wzrok, bo nowotwór zaatakował oczy mojego maleństwa… To w nich znajduje się ognisko raka. Retinoblastoma to nowotwór złośliwy, występujący u dzieci. Często odbiera wzrok, powodując, że maluszki na zawsze pogrążają w ciemności… Nieleczony może prowadzić do przerzutów, a te – do najgorszego. Boję się, że Jaś straci wzrok. Jeszcze bardziej boję się jednak, że to ja go stracę…

Kiedy Jaś przyszedł na świat, nie miałam pojęcia, co nas czeka. Nasz chłopczyk rósł jak zwykłe, wesołe dziecko. Zachorował, gdy miał roczek i 10 miesięcy. W świetle zauważyłam dziwną poświatę na źrenicy synka… Zaniepokojona, zabrałam go do okulisty. Nawet przez chwilę nie podejrzewałam, jak straszną diagnozę tam usłyszymy.
Jaś był w narkozie już ponad 30 razy… 7 razy robiono mu rezonans, 1 raz tomografię komputerową, dostał 3 zastrzyki do oczka, przyjął 3 cykle chemioterapii miejscowej, 2 razy chemioterapii ogólną, miał też krioterapię oka. Za tymi cyframi, nazwami kryje się wiele bólu i łez, i to, co najgorsze – dramat mojego dziecka, walczącego z okrutnym nowotworem…
Leczenie zaczęliśmy na Ukrainie. Tam Jaś przeszedł pierwszą serię chemioterapii, która nie pomogła. Nasz maleńki synek gasł każdego dnia. Wtedy, właściwie w jednej chwili zmieniliśmy całe nasze życie, bo czy jest coś ważniejszego niż zdrowie własnego dziecka? Sprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy – mieszkanie, samochód… Przeprowadziliśmy się do innego kraju, by znaleźć choć cień szansy na zdrową przyszłość Jasia.

Wydawało się, że trzeba będzie amputować oczko, że nowotwór zajął je już w takim stopniu, że jest stracone… Na szczęście trafiliśmy do kliniki w Szwajcarii. Tamtejsi lekarze uratowali oczko synka! Jednak to nie koniec naszej walki... Jaś wciąż potrzebuje skomplikowanego i kosztownego leczenia. Przepuklina w jego oczku wciąż jest aktywna, przez co miesiąc musimy latać do Szwajcarii. Brakuje nam już pieniędzy, by leczyć dalej synka, a nowotwór w każdej chwil może zaatakować ponownie
Każdego dnia szukam nowych sposobów, by uratować moje dziecko! Zrobimy z mężem dla niego wszystko, jednak nasze „wszystko” to za mało! Tyle już za nami... Przed nami wciąż jednak długa i wyboista droga. Wiem, że chorobę Jasia można pokonać. O niczym innym nie marzę niż o tym, że usłyszę, że synek jest zdrowy. Ze szpitalnego oddziału krzyczę o ratunek: proszę, pomóż nam…
Julia, mama Jasia
- Wpłata anonimowa5 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa27 zł
- 50 zł