
Sprzedałam wszystko, by ratować synka... To jednak za mało. Kostuś walczy ze WZNOWĄ NOWOTWORU❗️POMOCY❗️
Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia onkologicznego w Korei Południowej
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Darekwspiera już 5 miesięcy
Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia onkologicznego w Korei Południowej
Aktualizacje
Kostusiowi grozi sepsa❗️Prosimy o pomoc❗️
Każdego dnia wierzymy, że najtrudniejsze chwile są już za nami. Niestety, los po raz kolejny wystawia naszego synka na kolejną ciężką próbę. Zwracamy się do Was z prośbą o pomoc, bo znów znaleźliśmy się w sytuacji, w której czas ma ogromne znaczenie.
Pod koniec maja u Kostusia pojawił się bardzo poważny problem z podskórnym chemoportem. W miejscu, w którym igła codziennie przebijała skórę, powstał otwór, który nie chce się zagoić. Skóra stała się tak cienka i osłabiona, że utworzyło się wgłębienie, które z każdym dniem się powiększa. To niezwykle niebezpieczna sytuacja – nawet najmniejsza drobinka kurzu może doprowadzić do zakażenia, sepsy, a w najgorszym przypadku odebrać naszemu synkowi życie.

Przez długi czas mieliśmy nadzieję, że rana zagoi się samoistnie. Zdecydowaliśmy się nawet na przerwę w korzystaniu z chemoportu, wierząc, że skóra zdąży się odbudować. Niestety, szybko okazało się, że jest to niemożliwe.
Z powodu bardzo złych wyników morfologii krwi Kostuś nie może pozwolić sobie na dłuższą przerwę w leczeniu. Przed naszym synkiem kolejny cykl chemioterapii. Nie można podawać leków bezpośrednio do żył w rękach, ponieważ są zbyt delikatne i mogłyby ulec uszkodzeniu. Do bezpiecznego leczenia niezbędny jest sprawny chemoport.
Choć z całego serca chcieliśmy uniknąć kolejnej operacji, lekarze nie mają wątpliwości – konieczna jest pilna wymiana chemoportu. Zanim jednak będzie można przeprowadzić zabieg, musimy ustabilizować morfologię krwi. Kostuś ma bardzo niski poziom płytek krwi, co oznacza ogromne ryzyko krwawienia podczas operacji, co może znacznie utrudnić jej przeprowadzenie.

Koszty leczenia nieustannie rosną, a my po raz kolejny musimy zmierzyć się z wydatkami, których sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Dziś najpilniejszą potrzebą jest wymiana podskórnego chemoportu. Czas ucieka, a od tej operacji zależy możliwość kontynuowania leczenia naszego synka.
Z całego serca prosimy Was o wsparcie. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo przybliżają Kostusia do bezpiecznego leczenia i dają nam nadzieję, że będzie mógł dalej walczyć o zdrowie i dzieciństwo. Dziękujemy, że jesteście z nami.
Rodzice Kostii
Nowe informacje prosto z ONKOLOGICZNEGO PIEKŁA❗️Przeczytaj i wesprzyj zbiórkę❗️
Nasza walka trwa już tak długo… Każdy dzień naznaczony jest bólem, cierpieniem, strachem i niepewnością o to, co przyniesie jutro. Budzimy się z nadzieją, ale też z obawą przed kolejnymi wyzwaniami, które mogą stanąć na naszej drodze.
Mimo zmęczenia nie poddajemy się i każdego dnia znajdujemy w sobie siłę, by walczyć dalej. To niezwykle trudna droga, pełna wyrzeczeń i emocji, których nie sposób opisać słowami.
28 maja 2026 roku Kostia przeszedł rezonans magnetyczny prawej łydki, który wykazał stabilny stan. Przeszedł też badanie PET/TK całego ciała – tu czekamy na wyniki.

Pod koniec maja synek miał także wykonane EKG i USG serca. Kardiolog stwierdził poprawę funkcji serca. Przepisał leki na kolejne sześć miesięcy, ale zmniejszył dawkę. Przypomnijmy, że w lipcu 2025 roku Kostia przebywał na oddziale intensywnej terapii nie tylko z powodu sepsy, ale także problemów z sercem, dlatego od tego czasu przyjmuje leki poprawiające pracę serca. Wiadomość o poprawie, bardzo nas ucieszyła!
Od 1 do 4 czerwca 2026 roku Kostia przyjął kolejną dawkę chemii. Jak zwykle po takim podaniu pojawiają się spadki. Po tylu latach walki wiemy już czego się spodziewać. Dlatego Kostuś jest zwykle wtedy hospitalizowany.

Nasza zbiórka w ostatnim czasie niemal stanęła w miejscu, a koszty leczenia i rehabilitacji są ogromne. Bardzo się tym martwimy. Przerażająca jest myśl, że dziś, jutro czy pojutrze możemy nie mieć wystarczająco dużo pieniędzy na kontynuowanie leczenia naszego syna.
Dlatego z całego serca prosimy o wsparcie, udostępnienie zbiórki i pomoc w dotarciu do kolejnych osób. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje nam szansę, by walczyć dalej i nie rezygnować z nadziei na lepsze jutro.
Proszę, pomóżcie dziś, pomóżcie teraz. Dziękujemy wszystkim troskliwym osobom za pomoc i wsparcie w naszej trudnej sytuacji.
Rodzice Kostusia
Przeżyliśmy chwile grozy... Błagamy o pomoc❗️Brakuje pieniędzy na dalsze leczenie!
Kostia niedawno przeszedł badania – rezonans magnetyczny prawej nogi oraz tomografię komputerową PET/TK całego ciała. Wyniki są stabilne. Oznacza to, że guz utrzymuje swoje rozmiary. To dobrze...
6-8 kwietnia rozpoczęliśmy kolejną serię chemioterapii. 17 kwietnia nasz synek trafił do szpitala w celu przywrócenia morfologii krwi. Wyniki były bliskie zeru. Kostia otrzymał transfuzję krwi i płytek krwi, leki zwiększające liczbę białych krwinek i neutrofili oraz leki normalizujące czynność wątroby.
21 kwietnia podczas transfuzji płytek krwi, Kostia poczuł się źle. Jego twarz zrobiła się czerwona, bolał go brzuch i zaczął wymiotować żółtawymi wymiocinami, takimi samymi jak płytki krwi. Potem zaczął mieć trudności z oddychaniem...

Jego dolna warga i policzki były spuchnięte. Twarz miał opuchniętą... Był bardzo przestraszony, my również. Pielęgniarki i lekarz przybiegli, podali mu antyhistaminę i podłączyli do aparatu mierzącego saturację tlenu i ciśnienie krwi. Ciśnienie Kostusia było bardzo niskie, 77/53. Podali mu kroplówkę, aby unormować stan, a także sterydy i środki przeciwbólowe...
Do wieczora tego samego dnia wszystko wróciło do normy. W końcu zostaliśmy wypisany ze szpitala.
Kochani, nasz synek od 6 lat zmaga się z rzadką postacią raka w czwartym stadium. Aby kontynuować walkę, potrzebujemy pieniędzy, których niestety nie mamy skąd zdobyć.
Przez te lata walki sprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy, nawet nasz jedyny dom. Rachunek jest ogromny, a Wy jesteście naszą jedyną nadzieją. Nie damy rady bez troskliwych ludzi. Proszę, pomóżcie nam to przetrwać.
Rodzice Kostii
Opis zbiórki
Gdy dziecko umiera w mękach, choć tak dzielnie walczy o życie, rodzic porzuca wszelkie poczucie wstydu. Zostaje jeden cel – uratować najważniejszą osobę na świecie! Mój mały synek dostał tylko jedną szansę na pokonanie nowotworu – leczenie w Korei Południowej. Jeśli nie zbierzemy środków na terapię, która jest ostatnią nadzieją, Kostuś umrze…
Błagam Was, każdego, kto to czyta, o pomoc… Mogłabym przejść na kolanach od drzwi do drzwi, cały świat obejść, gdyby tylko to pomogło… Ale muszę być przy synku, bo nie wiem, czy patrząc na niego teraz, nie widzę go po raz ostatni…

Mój synek Kostia ma 8 lat. Większość swojego życia spędził w szpitalnych salach, walcząc z nowotworem… Najgorsze jest to, że nowotwór ciągle jest przed nami, zawsze o krok. Chce zabrać mi dziecko, a ja nie mogę na to pozwolić…
Zaczęło się w październiku 2020 roku – to wtedy po raz pierwszy usłyszeliśmy przerażającą diagnozę – mięśniakomięsak prążkowanokomórkowy prawej nogi. Od razu pochłonęła nas walka z chorobą. Chcieliśmy pomóc synkowi za wszelką cenę!
Leczenie było trudne, nieopisanie ciężkie chwile… Nie umiałam powstrzymać łez, gdy patrzyłam na to, jak małe, zmęczone dziecko – moje dziecko – tak zawzięcie walczy o życie, jaka w nim wola tego życia była!

W wieku, gdy większość maluchów płacze na sam widok igły i krzyczy przy szczepieniu, Kostuś igłę widział kilka razy dziennie… Przeszedł łącznie 9 cykli chemioterapii, operację, 23 kursy naświetlań. Wszystko w ciągu kilku miesięcy…
Niestety, jego odwaga nie została wynagrodzona. 3 miesiące od zakończenia leczenia guz wrócił.... Tym razem z przerzutami do węzłów limfatycznych!
Kliniki, jedna za drugą, odmawiały nam dalszego leczenia, skazując moje dziecko na śmierć, nie dając mu nawet cienia nadziei... Szansa na ratunek gasła, ale nieoczekiwanie znaleźliśmy klinikę w Korei Południowej, która wyciągnęła do nas pomocną dłoń.

Sprzedaliśmy wszystko, łącznie z naszym mieszkaniem, by móc opłacić leczenie. To jednak nie wystarczyło... Szukaliśmy pomocy wszędzie. Zorganizowaliśmy pierwszą zbiórkę i dzięki Waszej pomocy opłaciliśmy terapię w Korei. Nasz synek zyskał szansę na życie!
Niestety, przez kolejne lata Kostia musiał mierzyć się ze wciąż atakującym nowotworem – kolejny guz pojawił się na jądrze, które potem zostało usunięte, a także w przestrzeni zaotrzewnowej. Na szczęście szybko wdrożona chemia i radioterapia sprawiły, że guz przestał rosnąć i nie zagraża już Kostii.
Niestety, ostatnie kontrolne badania wykonane pod koniec lutego ujawniły nową zmianę w prawej nodze. Podczas biopsji udało się ją usunąć w całości, jednak krótko po tym guz odrósł i w tym momencie jest już dużo większy od poprzedniego! W zaledwie kilka tygodni!

Czujemy, że nowotwór nie daje nam wytchnienia i wciąż od wielu lat jest o krok przed nami. Ale lekarze nie załamują rąk. Przeanalizowali dotychczasowe leczenie, stworzyli nowy protokół i indywidualny plan leczenia. Oprócz tego wdrożona zostanie radioterapia i naświetlanie guza w nodze. Wszystko odbędzie się w reżimie light, gdyż organizm Kostii już jest bardzo zmęczony i nie wytrzyma inaczej.
Zebrane dotychczas pieniądze topnieją z każdym dniem. Nowe leczenie wiąże się z ogromnymi kosztami. Przez te wszystkie lata straciliśmy wszystkie możliwe oszczędności. Nasze życie to nieustanna walka o synka. Dlatego dziś nie mając innego wyboru znów musimy prosić Was o pomoc!
Kostulek widział i czuł zdecydowanie więcej, niż jakakolwiek osoba, jakiekolwiek dziecko jest w stanie znieść. Ale wciąż walczy! Boję się nawet pomyśleć, ile jest jeszcze przed nim...
Błagam o szansę dla Kostii... O szansę na normalne dzieciństwo, na życie bez lekarzy, strachu i bólu, jak już — po prostu o szansę na życie... Błagam, pomóżcie nam. Tak wiele mamy do stracenia...
Mama Kostii
- Wpłata anonimowa50 zł
- Dorota20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- WojtekX zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Grażyna M100 zł