
Wiktorek miał być zdrowy... Ale los miał inny, okrutny plan! Potrzebna pomoc!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Aktualizacje
Tkwię w zawieszeniu i bólu, czekają nas kolejne badania i wyniki. Proszę, pomóż mojemu synowi!
Zastanawiam się, ile jeszcze chorób zniesie Wiktor. 24.02.2026 r. kolejny raz przeżyliśmy chwilę grozy. Tego dnia Wiktor miał aż trzy ataki padaczki. Trzeci atak był koszmarem. Nigdy czegoś takiego nie widziałam.
O 17:30 Wiktor miał drugi atak padaczki. Podałam mu lek i po dziesięciu minutach poszedł spać. Myślałam, że to koniec ataków na dziś, ale o 22:30 przeżyliśmy koszmar, którego żadna matka nie chciałaby przeżyć.
Synek leżał tuż obok. Coś mnie tknęło, żeby zapalić światło. Ale to, co zobaczyłam… Zamarłam. Wiktor był w trakcie trzeciego ataku. Nie zastanawiając się, szybko obudziłam tatę Wiktora. Podałam synowi lek, by przerwać atak, ale był tak silny i niebezpieczny, że lek nie pomógł.
Atak trwał za długo. Zadzwoniliśmy po pogotowie. Natychmiast zabrano nas do szpitala. Nikt o nic nie pytał. W tej chwili liczyło się życie mojego dziecka. W karetce Wiktor nadal był w trakcie napadu. Podłączono go pod tlen, ponieważ saturacja i ciśnienie spadły.
Na SOR-ze przeprowadzono badania i zdecydowano o umieszczeniu Wiktora w sali ze sprzętem do intubacji. Widok tej sali doprowadzał mnie do łez. Modliłam się, żeby synek nie miał ataku.

Niestety następnego dnia mój synek znów przeszedł aż trzy ataki. „Przykro mi, ale u Wiktora prawdopodobnie będzie kolejna diagnoza, tym razem wada serduszka. To nie wszystko. Jeśli Wiktor jak dostanie czwartego ataku, niestety będziemy musieli go intubować dla jego bezpieczeństwa i dobra. Trafi na OIOM i zacznie się walka o jego życie” – takie słowa usłyszałam od lekarza. Zamarłam wtedy. Nie widziałam, co odpowiedzieć.
Patrząc na moje dziecko, które bawi się na łóżku szpitalnym, mogłam tylko sobie wyobrażać, co może je czekać. I mnie jako matkę, która wchodzi na salę, gdzie małe dzieci walczą o życie i oddech każdego dnia. Bałam się tego czwartego ataku.
W szpitalu spędziliśmy ponad tydzień. Synowi wykonano podstawowe badania. Na szczęście wyniki wyszły dobrze. Natomiast torbieli pajęczynówki ma już ponad 6 cm.
Mieliśmy wizytę u kardiologa. Kolejna czeka nas w lipcu. Wiktorek leżał również na oddziale przeciwko chorobom metabolicznym. Kolejny pobyt mamy w maju. Do tego mamy skierowanie na odział audiologiczny.
Drodzy Darczyńcy, zwracam się do Was o pomoc. Sami nie dam rady uzbierać tak dużej kwoty na leczenie, ale już niewiele brakuje. Dziękuję za Wasze dotychczasowe zaangażowanie. Proszę Was – pomóżcie mojemu synowi.
Z wdzięcznością Rodzice i Brat Wiktorka
Każdego dnia pytamy, kiedy ten koszmar się skończy? Prosimy, pomóż naszemu dziecku!
Drodzy Darczyńcy!
Mija kolejny miesiąc naszej walki, a my wciąż nie możemy pogodzić się z tą poważną chorobą synka. Są takie chwile, w których wierzymy, że on wyzdrowieje, że jeszcze będzie dobrze. Niestety coraz częściej czujemy bezsilność...

Kilka tygodni temu ponownie przeżyliśmy chwile grozy. Ataki padaczki cały czas się utrzymują u Wiktorka, jednak na tak silny nie byliśmy gotowi! Podaliśmy mu leki, ale nie pomagały. W pełnym momencie synek wyciągnął ręce w górę, wykrzywiał palce... Byliśmy przerażeni! Kilka dni spędziliśmy w szpitalu.
Żyjemy w ciągłym lęku o zdrowie naszego dziecka. Ataki są coraz dłuższe i coraz bardziej niebezpieczne. Niektóre trwają nawet 10-15 minut! Dlatego potrzebujemy dodatkowych badań. Musimy dowiedzieć się, co jest przyczyną tego wszystkiego. Co gorsza, stale dochodzą nam kolejne problemy, a to jeszcze bardziej utrudnia Wiktorkowi codzienne funkcjonowanie.

Nie wiemy, co będzie dalej. Nasi synowie są dla nas całym światem. Nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy stracić któregoś z chłopców. Dlatego tak trudna jest dla nas choroba Wiktorka. Każdy pobyt w szpitalu łamie nam serca, również jego braciszek cierpi i wyczekuje chwili, gdy wrócimy do domu.
Nie możemy się poddać, ale wizyty u specjalistów i leki tak dużo kosztują... Bez tego jednak nie mamy żadnych szans! Dlatego raz jeszcze zwracamy się do Was z wielką prośbą o wsparcie! Prosimy, nie zostawiajcie nas teraz!
Rodzice
Ataki padaczki nie odpuszczają❗️Wyniki płynu mózgowo-rdzeniowego są niepokojące! Pomóż Wiktorowi!
Drodzy darczyńcy jestem bardzo wam niezmiernie wdzięczna za każdą dotychczas wpłacona kwotę. Niestety po raz kolejny (i przypuszczam, że nie ostatni) muszę zwrócić się do was o pomoc dla mojego synka Wiktorka!
Syn do dziś zmaga się z atakami epilepsji, ale też zaczynają się pokazywać większe objawy autyzmu. Myślałam, że to koniec koszmaru, ale ostatnio przyszły nam wyniki z płynu mózgowo-rdzeniowego i są one niepokojące. Czekamy jeszcze na badania słuchu.

Kolejny lekarz, kolejna diagnoza prawdopodobnie kolejny pobyt w szpitalu. Ja jako mama staram się być silna i nie pokazywać Wiktorowi, że sytuacja jest poważna. Czasem staram się tłumaczyć samej sobie, że on jeszcze wyzdrowieje, że będzie normalnie funkcjonować, że będzie biegać z rówieśnikami i bawić się ze swoim bratem.

Wiktor uczęszcza przedszkola, ataki są mniejsze, ale jednak nadal się pojawiają. W dalszym ciągu boję się, że ktoś z przedszkola zadzwoni i przekaże mi najgorszą wiadomość, której żadna mama nie chciałaby usłyszeć.
Nie raz zastanawiam się, ile tak małe i niewinne dziecko będzie jeszcze cierpiało... Kiedy ten koszmar się w końcu skończy... Z całego serca proszę Was, nie zostawiajcie nas w tej walce! Każda złotówka ma znaczenie!
Z wdzięcznością i nadzieją,
Mama Wiktorka
Opis zbiórki
Los nie oszczędzał naszego Wiktorka. Okazało się, że Wiktor ma wrodzoną epilepsję i torbiel pajęczynowy. O obu diagnozach nie mieliśmy pojęcia. Epilepsja zaczęła ujawniać się około 1,5 roku temu. Pierwsze napady naprawdę miał rzadko, ale w pewnym momencie zaczęły się zwiększać. Dochodziły nawet do 3-5 napadów dziennie! Ale to nie były drgawki...
Napady wyglądały tak, jakby go ktoś mocno uderzył w plecy. Wiktorek zginał się i upadał. W styczniu 2025 roku wylądowaliśmy w szpitalu i epilepsja się potwierdziła. Po podaniu leków mieliśmy nadzieję, że to już za nami, że teraz będzie już dobrze. Ale po 2 tygodniach synek miał kolejny napad, tym razem drgawkowy. Był krótki, ale już kolejny trwał dobre 20 minut!
To była dosłownie chwila. Syn po prostu mi zesztywniał to takiego stopnia, że nie mogłam mu nawet podać leku doustnie. Na obserwacji lekarze zwiększyli dawkę leków. Na razie napadów nie ma, ale to nie koniec naszych problemów.
Torbiel pajęczynowy obecnie ma 4 cm, ale może urosnąć... Boję się o zdrowie mojego synka. Nie wiem, co może być za kilka dni, czy napady wrócą, czy coś się zmieni. A jeśli tak, to na lepsze czy na gorsze? Wciąż jesteśmy diagnozowani na nowe rozpoznania, a do tego czasu jedyne, co możemy zrobić, to kontynuować leczenie i rehabilitację.
Ale koszty przeważają nasze finansowe możliwości. Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc, bo to w niej leży szczęście i przyszłość naszego kochanego Wiktorka. Za wszelką pomoc ogromnie dziękujemy.
Rodzice Wiktora
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Kuba20 zł
- Agnieszka Urbańczyk50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł