Wiktorek Kaczka - zdjęcie główne

Wiktorek miał być zdrowy... Ale los miał inny, okrutny plan! Potrzebna pomoc!

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Wiktorek Kaczka, 5 lat
Kielce, świętokrzyskie
Padaczka, torbiele mózgu, inne zaburzenia układu nerwowego, autyzm dziecięcy, upośledzenie słuchu przewodzeniowe i czuciowo-nerwowe, niewydolność trąbek słuchowych obustronna, szmery serca niewinne
Rozpoczęcie: 7 marca 2025
Zakończenie: 12 września 2026
25 760 zł(24,21%)
Brakuje 80 623 zł
WesprzyjWsparło 701 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0792804
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%0792804 Wiktor

Stała pomoc

1 wspierający co miesiąc
Regularne wsparcie daje Wiktorowi poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.
Dowiedz się więcej o Stałej Pomocy
Wspieraj wygodnie przez:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo

Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.

Wspieraj co miesiąc
  • Anonimowy Pomagacz
    Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Wiktorek Kaczka, 5 lat
Kielce, świętokrzyskie
Padaczka, torbiele mózgu, inne zaburzenia układu nerwowego, autyzm dziecięcy, upośledzenie słuchu przewodzeniowe i czuciowo-nerwowe, niewydolność trąbek słuchowych obustronna, szmery serca niewinne
Rozpoczęcie: 7 marca 2025
Zakończenie: 12 września 2026

Aktualizacje

  • Pewnego dnia będzie za późno... Musimy natychmiast znaleźć odpowiedź, jak pomóc synkowi!

    Każdego dnia pęka mi serce, gdy patrzę na syna, który cierpi coraz bardziej. Za każdym razem piszę to przez łzy. Jako matka 5-letniego chłopca powinnam być kimś, kto ochroni go przed wszystkim, co złe. Niestety, nie potrafię…

    14.05.2026 r. Wiktor miał dwa ataki, a następnego dnia aż trzy. Do trzeciego doszło, gdy bawił się z bratem. Młodszy syn przybiegł do mnie z krzykiem: „Mamo, Wiktor, atak!”. Na moment zamarłam, a po chwili już dzwoniłam po pogotowie.

    W szpitalu spędziliśmy cztery dni, walcząc z kolejnymi atakami. Przeżywałam koszmar, którego nie życzę żadnemu rodzicowi. Znów zawisła nad nami groźba zaintubowania Wiktora. Na szczęście badania kontrolne wyszły w porządku i mogliśmy wrócić do domu.

    Wiktor Kaczka

    Spokój nie trwał długo. Miesiąc później, w dniu swoich urodzin, podczas wycieczki z przedszkolem, Wiktor dostał kolejnego ataku. Pamiętam, że pojechałam po niego, tuliłam go do siebie i myślałam „Czemu to się znów dzieje? Dlaczego mój syn?”. Nie byłam w stanie pohamować łez.

    6.07.2026 r. byliśmy u neurologa. Musimy udać się do poradni genetycznej i porozmawiać z genetykiem na temat badań WES. Niestety, te badania nie są refundowane. Wizytę w poradni mamy zaplanowaną na 21.07, później czeka nas pobyt na oddziale chorób metabolicznych oraz wizyta u neurochirurga w Krakowie.

    Obecnie znów walczymy z epizodami. Nieraz zastanawiam się, co będzie dalej, jeśli na czas nie zdążymy uratować Wiktora przed najgorszym. Dlatego, kochani, zwracamy się do Was z prośbą o pomoc dla naszego synka!

    Rodzice i Brat Wiktora

  • Tkwię w zawieszeniu i bólu, czekają nas kolejne badania i wyniki. Proszę, pomóż mojemu synowi!

    Zastanawiam się, ile jeszcze chorób zniesie Wiktor. 24.02.2026 r. kolejny raz przeżyliśmy chwilę grozy. Tego dnia Wiktor miał aż trzy ataki padaczki. Trzeci atak był koszmarem. Nigdy czegoś takiego nie widziałam.

    O 17:30 Wiktor miał drugi atak padaczki. Podałam mu lek i po dziesięciu minutach poszedł spać. Myślałam, że to koniec ataków na dziś, ale o 22:30 przeżyliśmy koszmar, którego żadna matka nie chciałaby przeżyć.

    Synek leżał tuż obok. Coś mnie tknęło, żeby zapalić światło. Ale to, co zobaczyłam… Zamarłam. Wiktor był w trakcie trzeciego ataku. Nie zastanawiając się, szybko obudziłam tatę Wiktora. Podałam synowi lek, by przerwać atak, ale był tak silny i niebezpieczny, że lek nie pomógł.

    Atak trwał za długo. Zadzwoniliśmy po pogotowie. Natychmiast zabrano nas do szpitala. Nikt o nic nie pytał. W tej chwili liczyło się życie mojego dziecka. W karetce Wiktor nadal był w trakcie napadu. Podłączono go pod tlen, ponieważ saturacja i ciśnienie spadły. 

    Na SOR-ze przeprowadzono badania i zdecydowano o umieszczeniu Wiktora w sali ze sprzętem do intubacji. Widok tej sali doprowadzał mnie do łez. Modliłam się, żeby synek nie miał ataku.

    Wiktor Kaczka

    Niestety następnego dnia mój synek znów przeszedł aż trzy ataki. „Przykro mi, ale u Wiktora prawdopodobnie będzie kolejna diagnoza, tym razem wada serduszka. To nie wszystko. Jeśli Wiktor jak dostanie czwartego ataku, niestety będziemy musieli go intubować dla jego bezpieczeństwa i dobra. Trafi na OIOM i zacznie się walka o jego życie” – takie słowa usłyszałam od lekarza. Zamarłam wtedy. Nie widziałam, co odpowiedzieć.

    Patrząc na moje dziecko, które bawi się na łóżku szpitalnym, mogłam tylko sobie wyobrażać, co może je czekać. I mnie jako matkę, która wchodzi na salę, gdzie małe dzieci walczą o życie i oddech każdego dnia. Bałam się tego czwartego ataku.

    W szpitalu spędziliśmy ponad tydzień. Synowi wykonano podstawowe badania. Na szczęście wyniki wyszły dobrze. Natomiast torbieli pajęczynówki ma już ponad 6 cm.

    Mieliśmy wizytę u kardiologa. Kolejna czeka nas w lipcu. Wiktorek leżał również na oddziale przeciwko chorobom metabolicznym. Kolejny pobyt mamy w maju. Do tego mamy skierowanie na odział audiologiczny.

    Drodzy Darczyńcy, zwracam się do Was o pomoc. Sami nie dam rady uzbierać tak dużej kwoty na leczenie, ale już niewiele brakuje. Dziękuję za Wasze dotychczasowe zaangażowanie. Proszę Was – pomóżcie mojemu synowi.

    Z wdzięcznością Rodzice i Brat Wiktorka

  • Każdego dnia pytamy, kiedy ten koszmar się skończy? Prosimy, pomóż naszemu dziecku!

    Drodzy Darczyńcy!

    Mija kolejny miesiąc naszej walki, a my wciąż nie możemy pogodzić się z tą poważną chorobą synka. Są takie chwile, w których wierzymy, że on wyzdrowieje, że jeszcze będzie dobrze. Niestety coraz częściej czujemy bezsilność...

    Wiktor Kaczka

    Kilka tygodni temu ponownie przeżyliśmy chwile grozy. Ataki padaczki cały czas się utrzymują u Wiktorka, jednak na tak silny nie byliśmy gotowi! Podaliśmy mu leki, ale nie pomagały. W pełnym momencie synek wyciągnął ręce w górę, wykrzywiał palce... Byliśmy przerażeni! Kilka dni spędziliśmy w szpitalu.

    Żyjemy w ciągłym lęku o zdrowie naszego dziecka. Ataki są coraz dłuższe i coraz bardziej niebezpieczne. Niektóre trwają nawet 10-15 minut! Dlatego potrzebujemy dodatkowych badań. Musimy dowiedzieć się, co jest przyczyną tego wszystkiego. Co gorsza, stale dochodzą nam kolejne problemy, a to jeszcze bardziej utrudnia Wiktorkowi codzienne funkcjonowanie.

    Wiktor Kaczka

    Nie wiemy, co będzie dalej. Nasi synowie są dla nas całym światem. Nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy stracić któregoś z chłopców. Dlatego tak trudna jest dla nas choroba Wiktorka. Każdy pobyt w szpitalu łamie nam serca, również jego braciszek cierpi i wyczekuje chwili, gdy wrócimy do domu.

    Nie możemy się poddać, ale wizyty u specjalistów i leki tak dużo kosztują... Bez tego jednak nie mamy żadnych szans! Dlatego raz jeszcze zwracamy się do Was z wielką prośbą o wsparcie! Prosimy, nie zostawiajcie nas teraz!

    Rodzice

Opis zbiórki

Los nie oszczędzał naszego Wiktorka. Okazało się, że Wiktor ma wrodzoną epilepsję i torbiel pajęczynowy. O obu diagnozach nie mieliśmy pojęcia. Epilepsja zaczęła ujawniać się około 1,5 roku temu. Pierwsze napady naprawdę miał rzadko, ale w pewnym momencie zaczęły się zwiększać. Dochodziły nawet do 3-5 napadów dziennie! Ale to nie były drgawki...

Napady wyglądały tak, jakby go ktoś mocno uderzył w plecy. Wiktorek zginał się i upadał. W styczniu 2025 roku wylądowaliśmy w szpitalu i epilepsja się potwierdziła. Po podaniu leków mieliśmy nadzieję, że to już za nami, że teraz będzie już dobrze. Ale po 2 tygodniach synek miał kolejny napad, tym razem drgawkowy. Był krótki, ale już kolejny trwał dobre 20 minut!

To była dosłownie chwila. Syn po prostu mi zesztywniał to takiego stopnia, że nie mogłam mu nawet podać leku doustnie. Na obserwacji lekarze zwiększyli dawkę leków. Na razie napadów nie ma, ale to nie koniec naszych problemów.

Torbiel pajęczynowy obecnie ma 4 cm, ale może urosnąć... Boję się o zdrowie mojego synka. Nie wiem, co może być za kilka dni, czy napady wrócą, czy coś się zmieni. A jeśli tak, to na lepsze czy na gorsze? Wciąż jesteśmy diagnozowani na nowe rozpoznania, a do tego czasu jedyne, co możemy zrobić, to kontynuować leczenie i rehabilitację.

Ale koszty przeważają nasze finansowe możliwości. Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc, bo to w niej leży szczęście i przyszłość naszego kochanego Wiktorka. Za wszelką pomoc ogromnie dziękujemy.

Rodzice Wiktora

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Marta
    Marta
    20 zł

    Udostępnij

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    20 zł

    Udostępnij

  • Patryk z Gdańska
    Patryk z Gdańska
    40 zł

    Udostępnij

    Trzymaj się wojowniku . Rok temu osobiście zbierałem na ciebie do puszki

  • Ciocia Justyna
    Ciocia Justyna
    20 zł

    Udostępnij

    Trzymaj się kochany mały wojowniku

  • Ciocia Ania
    Ciocia Ania
    20 zł

    Udostępnij

    Trzymaj się mały wojowniku . Dużo wytrwałości dla ciebie i rodziców

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    30 zł

    Udostępnij