Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Wituś pragnie być samodzielny... Pomóż!

Witold Lokowandt

Wituś pragnie być samodzielny... Pomóż!

16 313,00 zł ( 73,72% )
Brakuje: 5 815,00 zł
Wsparły 452 osoby

Wpłać wysyłając SMS

Numer 72365
Treść 0027565
Koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0027565 Witold
Cel zbiórki:

Roczna specjalistyczna rehabilitacja

Witold Lokowandt, 15 lat
Chojnice, pomorskie
mózgowe porażenie dziecięce, padaczka, dysplazja, wnętrostwo, wady rozwojowe wrodzone
Rozpoczęcie: 11 Czerwca 2021
Zakończenie: 27 Lutego 2022

Poprzednie zbiórki:

Witold Lokowandt
17 874,00 zł ( 100% )
Wsparło 857 osób
20.02.2017 - 24.03.2018

roczna rehabilitacja

17 874,00 zł ( 100% )

roczna rehabilitacja

Opis zbiórki

Może gdyby nie tragedia po porodzie, miałabym teraz zdrowe dziecko. Może grałby w piłkę, jeździł na kolonie… Takie myśli nachodzą często, jednak staram się je szybko odganiać. Najważniejsze, że go mam - mojego jedynego, wyczekanego i ukochanego syna. Dziękuję za to każdego dnia! Dzięki Waszej pomocy w zbiórce, która zakończyła się 3 lata temu, Wituś mógł być rehabilitowany i zrobił naprawdę duże postępy! Niestety, walka wciąż trwa i pochłania naprawdę ogromne środki. Dlatego ponownie prosimy o pomoc każdego, komu los mojego synka - skrzywdzonego chłopca - nie jest obojętny. 

Nasza historia:

Tyle lat starań, zawodu na zmianę z rodzącą się nadzieją, aż w końcu się udało! Gdy okazało się, że będziemy mieli dziecko, świat oszalał. Nie było chyba na tej ziemi szczęśliwszej osoby. Czułam, że mogę góry przenosić! Ciąża przeszła bez komplikacji, jednak długo wyczekiwany poród okazał się dramatem. Gdy lekarz krzyknął “widać główkę”, a ja chciałam już płakać ze szczęścia i zmęczenia, okazało się, że był w błędzie… To nie była główka - Wituś się odwrócił, w wyniku czego przyszedł na świat porodem pośladkowym. Jednak gdy w końcu usłyszałam jego silny głosik, wiedziałam, że wszystko się dobrze skończyło.

Witold Lokowandt

Kiedy stała się tamta tragedia? Do dzisiaj nie mam na to odpowiedzi. Nareszcie mogłam tulić w ramionach moje małe szczęście, całować każdy paluszek i włosek na jego główce. W pewnym momencie zauważyłam coś niepokojącego. Spory siniak na pośladku, krwiak na ramieniu, dodatkowo dostrzegłam plamkę w oczku. Zaniepokojona od razu zawołałam lekarza. Ten zbagatelizował sprawę, tłumacząc wszystko porodem pośladkowym. Jednak serce matki wie lepiej… Niepokoiłam się cały czas, a moją chwilową radość zasłoniła ciemna chmura obaw o zdrowie mojego ukochanego dziecka. Witek nie chciał jeść, cały czas płakał, był niespokojny… nie tak wyobrażałam sobie pierwsze chwile po porodzie. W drugiej dobie jego życia miałam już dosyć postawy lekarzy i pielęgniarek, które traktowały mnie jak namolną muchę. Wymusiłam, by ktoś w końcu obejrzał moje dziecko. Mały płakał tak błagalnie, a ja razem z nim. W końcu lekarze się nade mną zlitowali i zabrali synka na badania. I w tej chwili nastąpił koniec bezpiecznego, spokojnego życia, które znałam do tej pory…

Wszystko działo się błyskawicznie - zabrali Witka, a ja go nie mogłam nawet zobaczyć. Zamiast ciepłego, miękkiego ciałka wręczyli mi długopis i kazali podpisywać niezliczoną ilość papierów, w tym zgodę na szpitalny chrzest. Wpadłam w panikę. Wiedziałam, co to oznacza - że życie mojego syna jest zagrożone. Nie wiedziałam, jak to się mogło stać - przecież urodziłam zdrowego chłopca, teraz w końcu miało być jak w bajce. Zamiast tego był horror, w którym, jak niczego innego, obawiasz się śmierci własnego dziecka. Postawili szybką diagnozę - niedotlenienie - i przetransportowali Witusia z Chojnic do Gdańska. Zamiast w bezpiecznych ramionach mamy, synek pędził w karetce na sygnale. Dopiero w Gdańsku lekarze orzekli, że moje dziecko ma krwiaka w główce. Dodatkowo lekarze stwierdzili mózgowe porażenie dziecięce, padaczkę, dysplazję, wnętrostwo, wady rozwojowe. Niektóre z tych chorób są wrodzone, ale nie wiadomo, jakby rozwijał się Wituś, gdyby ktoś nie upuścił go zaraz po porodzie.

Witold Lokowandt

Specjaliści byli zdania, że to, co się stało mojemu synkowi, nastąpiło w wyniku upadku. Do tej pory ściska mi się żołądek gdy pomyślę, że ktoś tak skrzywdził moją kruszynkę. Ktoś go upuścił jak torbę cukru, podniósł i udawał, że nic się nie stało. Ktoś prawie zabił mi dziecko! Szpital w Gdańsku skierował sprawę do prokuratury, a ja przeżyłam załamanie nerwowe. Nie interesowały mnie wtedy kwestie prawne. Ważniejsze od dochodzenia winy było życie i zdrowie mojego synka, chociaż i z moim było kiepsko. Moja psychika się załamała, bo i kto udźwignie na raz tyle nieszczęść. Byłam taka słaba, a mój synek potrzebował przecież silnej mamy. Nieustanne napady płaczu, tęsknota rozrywająca serce, wielkie poczucie żalu i krzywdy… Gdyby nie bliscy, którzy otoczyli mnie opieką, nie wiem, co by ze mną było. Dzisiaj, na myśl o tych dramatycznych momentach, często płaczę. Ale tylko wtedy, gdy Witek nie widzi. Gdy jest ze mną, staram się sprawiać, by zawsze był szczęśliwy.

Lekarze kazali mi przestać się łudzić i pożegnać z marzeniami. Ich zdaniem Witek nie miał szans na przeżycie. Ja jednak wiedziałam, że będzie inaczej. Już raz się przekonałam, że serce matki się nie myli i tym razem też tak było. Po dwóch miesiącach wróciliśmy w końcu do domu. Tylko to się liczyło - że syn jest z nami, że już nikt go nie skrzywdzi, nikt nie upuści, nikt nie zada mu bólu. Obiecałam mu to i choćby nie wiem co, słowa dotrzymam. Postanowiłam, że mój syn będzie po prostu szczęśliwy.

Prokuratura umorzyła postępowanie, chociaż miała zeznania lekarzy - dziecko musiało zostać upuszczone, dowodziły tego ślady tylko po jednej stronie ciała - duże siniaki oraz krwiak w mózgu, który, jak się okazało, widziałam już wtedy po porodzie w oczku mojego dziecka. Chciałam walczyć o sprawiedliwość dla syna, jednak co może zrobić zwykła rodzina w walce z układami i brakiem chęci prokuratora do współpracy? Powiedział mi wprost: Po co pani teraz po sądach się włóczyć, z biegłymi będzie problem. Ma pani chore dziecko, niech lepiej się nim pani zajmie. Dałam spokój. Dzisiaj musiałabym założyć sprawę z powództwa cywilnego i chociaż mam dowody, nie mam środków i siły, by stanąć do tej nierównej walki. W jednym prokurator miał rację - to mój syn jest dla mnie najważniejszy.

Witold Lokowandt

To nic, że Witek nie jest taki, jak inne dzieci. Dla mnie to najcudowniejsze dziecko na świecie i nie wyobrażam sobie, by był inny. Osiąga coraz więcej postępów - wszystko dzięki prywatnej rehabilitacji, na którą możemy sobie pozwolić dzięki hojności ludzi o dobrych sercach. 

Mojemu synkowi nie brak miłości, odwagi i radości życia. Jedyne, czego potrzebujemy, to pieniędzy na rehabilitację, która pozwoli mu osiągnąć jak największą sprawność i samodzielność. Niby tak niewiele, a tak wiele… Robię wszystko, żeby mój syn był szczęśliwy, bo zasługuje na to, jak każde dziecko. Jednak by spełnić jego największe marzenie - nie o smartfonie, nie o quadzie albo tablecie - o tym, by mógł chodzić i być sprawny, potrzebna mi Twoja pomoc. Proszę, pomóż Witkowi stanąć na nogi!

Gabriela, mama

16 313,00 zł ( 73,72% )
Brakuje: 5 815,00 zł
Wsparły 452 osoby

Wpłać wysyłając SMS

Numer 72365
Treść 0027565
Koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0027565 Witold

Pomóż mi nagłośnić zbiórkę

Baner na stronę

Obserwuj ważne zbiórki