Chłopiec jeden na milion i szansa największa w jego życiu...

Zbiórka na cel: Pilna operacja u dr Paleya
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
13 dni do końca
Wsparło 660 osób
14 782 zł (5,99%)
Brakuje jeszcze 231 874 zł
Wesprzyj

Wojciech Biliński , 7 lat

Żyrardów, mazowieckie

Tibial hemimelia - wrodzony brak kości piszczelowych

Rozpoczęcie: 6 Grudnia 2018
Zakończenie: 30 Grudnia 2018

Zobacz poprzednie zbiórki

Walczymy z czasem. Wojtuś rośnie i z dnia na dzień jest coraz wyższy. Nóżka nie nadąża, tracimy to, o co walczyliśmy ze łzami w oczach. Na początku roku Wojtuś dostanie niepowtarzalną szansę, bo dr Paley przyjedzie do Polski. Wojtuś nie dostał refundacji i za operację musimy zapłacić ogromne pieniądze. Choć suma stopniała, w chwili, kiedy okazało się, że nie musimy wyjeżdżać, to nadal jest dla nas ogromna. 

Wojtuś musi przejść operację wydłużania nóżki o 8 cm, dr Paley musi wyprostować też stopę i poprawić kolano. Jeśli przegapimy tę szansę, następnej może nie być…

Taka wada jak ta, którą ma mój Wojtuś, zdarza się raz na milion urodzeń...
Moje dziecko jest wyjątkowe — tak powie chyba każda matka. Ja chciałabym jednak móc powiedzieć, że moje dziecko jest zupełnie zwyczajne. Wyjątkowość mojego dziecka poparta jest bowiem smutną statystyką.

Wojciech Biliński

O tym, że z nóżką naszego synka jest coś nie tak, dowiedzieliśmy się jeszcze podczas ciąży. Czwarty miesiąc, rutynowe badanie USG i ta zaniepokojona mina lekarza. Pamiętam to tak, jakby było wczoraj. Po narodzinach okazało się, że wada jest znacznie bardziej skomplikowana, niż można było przypuszczać. Poskręcana i wykrzywiona stópka naszego maluszka w niczym nie przypominała stopy zdrowego dziecka. Odesłano nas do Warszawy. To tam zdiagnozowano u Wojtusia stopę końsko-szpotawą. Rokowania były niezłe, tyle tylko, że lekarze się mylili i to bardzo…

O tym, co tak naprawdę dolega naszemu synkowi, dowiedzieliśmy się przypadkiem. W telewizji leciała akurat "Sprawa dla Reportera", a w niej historia chłopca, który miał jechać na leczenie nogi do USA. Zrobiliśmy głośniej i słuchaliśmy w totalnym otępieniu — przecież to była jakby historia naszego Wojtka!

Natychmiast skontaktowaliśmy się z rodzicami chłopca, którzy odesłali nas do doktora Paleya z USA. Wysłaliśmy do niego zdjęcia RTG naszego dziecka, a on nie miał wątpliwość — Wojtuś urodził się z wyjątkowo rzadką wadą — hemimelią piszczelową.

Chodziliśmy od lekarza do lekarza, ale wszyscy tylko rozkładali ręce. Nikt nie wiedział, w jaki sposób można pomóc Wojtusiowi. Coraz częściej słyszeliśmy, o amputacji… Po tygodniach poszukiwań okazało się, że jedynym lekarzem gotowym, by podjąć się operacji naszego syna jest sam doktor Paley.

Wojciech Biliński

Warunkiem refundacji zabiegu w Stanach przez NFZ było zaświadczenie, że w Polsce nie można Wojtkowi pomóc. Po miesiącach próśb i wielu zwątpieniach udało nam się otrzymać taki dokument. Świstek papieru, który otworzył Wojtkowi drogę do innego życia — życia na własnych nogach.
Operacja odbyła się w styczniu 2015 roku. Zabieg się udał, ale okupiony był potwornym cierpieniem Wojtusia, który odczuwał olbrzymi ból i skurcze. Nóżka była cała opuchnięta, a Wojtuś krzyczał, że nie chcę chodzić na nogach, tylko na kolankach. Nie pomagały silne środki przeciwbólowe. Jego cierpienie rozdzierało mi serce. Podczas pierwszego spaceru łzy lały się strumieniami.

W październiku, po 8 miesiącach rehabilitacji w USA, Wojtek wrócił do domu. Wszystko było wspaniałe, ale od początku wiedzieliśmy, że naszemu synkowi potrzebna będzie jeszcze jedna operacja.
W kwietniu 2016 roku spotkaliśmy się ponownie na konsultacji z dr Paleyem. Okazało się, że nie ma ani chwili do stracenia. Potrzebna była kolejna operacja stopy i to na już. Z każdym dniem rosło ryzyko zwichnięcia nogi bądź pęknięcia kości. Stópka synka wymaga natychmiastowego ratunku. Nie po to walczyliśmy o tę nóżkę tyle lat, by teraz cała praca poszła na marne.

Każdy dzień to strach o to, ile jeszcze wytrzyma stópka Wojtusia. Każdego dnia sprawdzamy jej stan, pełni lęku przed powrotem Wojtka na wózek. Tymczasem Wojtek marzy o kaloszach. O tym, żeby poskakać wreszcie w kałuży. Zrobić coś, czego mimo swoich 6 lat jeszcze nigdy w życiu nie robił. Wieczorami opowiada mi o tym, a ja siadam, całuję jego małą stópkę i płaczę, bo nie wiem, jak długo jeszcze mój synek będzie mógł chodzić…

Wojciech Biliński

Wojtek boi się operacji. Ja zresztą też. Boję się bólu i płaczu. Boję się krzyku Wojtusia, ale wiem, że ta operacja jest jedynym sposobem, by ocalić go przed kalectwem. Ludzie mają różne marzenia, ja mam tylko jedno: by mój syn znów biegał tak, jak wtedy, krótko po pierwszym zabiegu. Przekleństwem Wojtusia jest to, że wciąż rośnie. Jego nóżka wymaga ciągłej korekty, inaczej wszystkie te cierpienia pójdą na marne.

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
13 dni do końca
Wsparło 660 osób
14 782 zł (5,99%)
Brakuje jeszcze 231 874 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość