
Walczymy o życie Wojtusia❗️Białaczka dała przerzuty do płuc – guz miał 14 cm❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dobudowanie pokoju dla Wojtusia
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dobudowanie pokoju dla Wojtusia
Aktualizacje
Od chemii Wojtuś traci zęby... Ból jest coraz większy❗️Pomóż❗️
Wojtuś walczy z białaczką limfoblastyczną typu T oraz guzem śródpiersia. Mamy ogromną nadzieję, że rozbicie guza na małe cząstki jest krokiem w dobrą stronę. Niestety białaczka nadal jest obecna i to właśnie z nią Wojtuś musi teraz przede wszystkim walczyć.
Nasza codzienność wciąż podporządkowana jest chorobie i leczeniu. Wojtuś część czasu spędza w domu, a dwa razy w tygodniu jeździ do szpitala na morfologię, a co 6 tygodni na zabieg biopsji (sprawdzanie guza) oraz pobranie szpiku kostnego. W domu przyjmuje chemię w tabletkach oraz wiele innych leków.
Niedawno Wojtuś został zabrany karetką pogotowia z powodu silnej reakcji alergicznej. Spędził cztery dni na oddziale zakaźnym... Był to dla nas kolejny bardzo trudny i pełen strachu czas. Chemia bardzo mocno daje się Wojtusiowi we znaki. Pojawiają się liczne dolegliwości i skutki uboczne leczenia. Wojtusia często boli głowa. Ma bolący i swędzący język, pleśniawki w buzi i pod językiem, bolą go zęby oraz stópki. Ból jest tak duży, że Wojtuś często chodzi na palcach.

Często boli go również brzuszek, ma problemy z apetytem i bywa bardzo nerwowy – wiemy, że to również może być skutkiem intensywnego leczenia. Chemioterapia spowodowała także stłuszczenie wątroby, a lekarze obserwują niewielkie zmiany ogniskowe w nerce. Każda kolejna informacja medyczna jest dla nas ogromnym przeżyciem, ale staramy się nie tracić wiary i nadziei. Wojtuś stracił też kilka zębów od chemii!
Najważniejsze jest dla nas to, aby Wojtuś miał możliwość kontynuowania leczenia i żeby jego organizm jak najlepiej zniósł kolejne etapy terapii. Niestety choroba bardzo mocno obciąża nie tylko Wojtusia, ale również naszą rodzinę finansowo. Pojawiają się ciągłe wydatki na lekarstwa, chemię domową, środki potrzebne podczas leczenia oraz rzeczy, których Wojtuś potrzebuje na co dzień. Chcemy również stworzyć Wojtusiowi jak najlepsze warunki do życia i leczenia. W domu budowany jest dla niego nowy, sterylny pokój oraz dostosowana łazienka, aby mógł korzystać z niej możliwie wygodnie i bezpiecznie.
Czasami trudno znaleźć słowa, żeby opisać to, co przeżywamy. Patrzymy na naszego Wojtusia, który powinien biegać, bawić się, śmiać i cieszyć dzieciństwem, a zamiast tego musi mierzyć się z bólem, chemią, lekami, szpitalami, badaniami i kolejnymi trudnymi dniami. Są chwile, kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni i zwyczajnie się boimy. Ale Wojtuś walczy każdego dnia, mimo bólu i wszystkich przeciwności. Dlatego my również nie możemy się poddać.
Z całego serca prosimy Was, abyście nadal byli z nami. Każda wpłata, każde udostępnienie, dobre słowo, modlitwa i każda forma pomocy dają nam poczucie, że nie jesteśmy sami. Wierzymy, że jeszcze przyjdzie dzień, w którym Wojtuś będzie mógł odłożyć leki, wyjść ze szpitala i po prostu być dzieckiem!
Rodzina Wojtusia
PILNE❗️Białaczka wciąż atakuje organizm Wojtka❗️
Kochani, Wojtuś jest bardzo słaby, a po ostatnim zabiegu zaczął wymiotować. Bolały go też brzuszek i głowa. Guz się zmniejszył, ale to nie koniec walki. Wręcz przeciwnie...
Największe trudności Wojtusiowi sprawia chodzenie. Bolą go kości, mięśnie, często narzeka na ból główki. Jest nam bardzo ciężko. Gdy patrzymy na synka na zdjęciach i nagraniach sprzed choroby, widzimy małego, uśmiechniętego chłopczyka pełnego życia, energii.

Teraz choroba zmieniła życie Wojtusia nie do poznania. Przede wszystkim kiedyś synek mógł bawić się z dziećmi. Dziś nie może jeździć na wycieczki jak dawniej i mieć kontaktu z większą liczbą osób.
Tak ciężko jest patrzeć na własne dziecko, gdy cierpi... Wierzymy w cud modlitwy. Wierzymy, że jeszcze kiedyś wrócimy do wspólnych zabaw, wakacji i wycieczek. Wojtuś jest bardzo dzielnym chłopcem. Pomimo bólu, cierpienia, łez i licznych, bolesnych zabiegów jest silny i zawsze uśmiechnięty.
Jednak sam nie da rady wygrać z tym przeciwnikiem. Dlatego prosimy, jeżeli tylko możecie, wesprzyjcie naszego synka!
Rodzice Wojtusia
Opis zbiórki
Wojtuś zachorował. Bolał go brzuch, miał duszności, silny kaszel i wysoką gorączkę – ponad 39 stopni. Czuliśmy, że dzieje się coś złego… Trafiliśmy na SOR, najpierw w Wieliczce, a później w Krakowie, gdzie lekarze znaleźli podczas badania ogromny guz na płucu!
Guz w płucach Wojtusia miał 14 centymetrów! Byliśmy w szoku, jak taka wielka zmiana urosła w ciele naszego małego dziecka? Wojtuś przeszedł serię kolejnych badań i lekarze przekazali nam diagnozę, która brzmiała jak wyrok: ostra białaczka limfoblastyczna. Okazało się, że choroba rozprzestrzeniła się już po organizmie i guz w płucach jest przerzutem białaczki!

Od listopada 2025 roku Wojtuś przebywa w szpitalu. Przeszedł już liczne bolesne zabiegi i przyjął kilka cykli chemioterapii. Święta Bożego Narodzenia w tym roku były zupełnie inne… Naszego synka na oddziale też odwiedził św. Mikołaj, ale rozpakowywanie prezentów w intensywnym świetle szpitalnej sali, zamiast przy lampkach choinkowych, straciło całą magię.
Intensywne, wycieńczające leczenie sprawiło, że guz jest mniejszy niż kiedyś. Ale wciąż jesteśmy na początku walki o życie! Wojtuś jest już tak bardzo wyczerpany wielomiesięczną terapią, a jego ciało spuchło od sterydów. Nie poznajemy własnego synka! Nasz uśmiechnięty, pełen energii chłopiec zniknął i boimy się, że już nigdy go nie odzyskamy!

Jest coś jeszcze… We wczesnym dzieciństwie u Wojtusia zdiagnozowano autyzm. Przez lata myśleliśmy, że największym wyzwaniem będzie właśnie walka ze skutkami zaburzenia. Terapia była naszą codziennością, a największym zmartwieniem prawidłowy rozwój Wojtusia. Dziś widzimy, jak naiwni byliśmy!
Terapia i zajęcia rozwojowe sprawiły, że dziś Wojtuś potrafi się z nami dobrze komunikować, przekazać co czuje. Jednak przez to jego ból jest jeszcze trudniejszy do zniesienia. Mówi nam, jak bardzo bolą go nóżki po chemii i sterydach, jak bardzo jest zmęczony. Chcemy ulżyć mu w cierpieniu, a jesteśmy bezradni!

Myśleliśmy, że istnieje limit nieszczęść. Że na jedno małe dziecko nie może spaść jeszcze więcej. A teraz obawa o prawidłowy rozwój synka zamieniła się w strach czy nasze dziecko w ogóle przeżyje! Białaczka odebrała Wojtusiowi prawie wszystko – siły, radość i beztroskę dzieciństwa. Zabrała mu też szansę na rozwój!
Chcielibyśmy wierzyć, że miłość rodziców może zwyciężyć wszystko. Robimy co w naszej mocy, by zadbać o Wojtusia i zapewnić mu bezpieczne warunki, gdy wraca między cyklami chemii do domu, jednak koszty leczenia, terapii i dostosowania mieszkania znacznie przekraczają nasze możliwości. Problemem są też warunki mieszkaniowe...
Nasz dom jest niewielki, wymaga gruntownego remontu, a synek nie ma w nim własnego pokoju. Dotychczas nie było to takim problemem, jednak teraz Wojtuś potrzebuje sterylnego i bezpiecznego miejsca, aby móc przebywać tam podczas przerw w leczeniu. Dlatego musimy dobudować z zewnątrz nowe pomieszczenie, które spełni wszystkie standardy bezpieczeństwa,
Boimy się każdego dnia – w dzień i w nocy. Od lęku nie ma przerwy. Wojtuś cierpi i płacze z bólu. A my jesteśmy bezradni! Dlatego prosimy Was z całego serca o wsparcie, o nawet niewielką pomoc. Wasz gest to szansa na życie i przyszłość naszego dziecka!
Wdzięczni rodzice i rodzeństwo Wojtusia
- Anonimowy Pomagacz10 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł