Zbiórka zakończona
Wojtuś Radosz - zdjęcie główne

"Bóg się, mamo, nie pomylił" - walka trwa

Cel zbiórki: intensywna rehabilitacja, turnusy, leczenie i specjalistyczny wózek dziecięcy

Wojtuś Radosz, 10 lat
Żarki, śląskie
Encefalopatia niedokrwienno-niedotleniowa
Rozpoczęcie: 30 października 2017
Zakończenie: 30 listopada 2018
31 189 zł(41%)
Wsparło 1140 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0000125 Wojciech

Cel zbiórki: intensywna rehabilitacja, turnusy, leczenie i specjalistyczny wózek dziecięcy

Wojtuś Radosz, 10 lat
Żarki, śląskie
Encefalopatia niedokrwienno-niedotleniowa
Rozpoczęcie: 30 października 2017
Zakończenie: 30 listopada 2018

Rezultat zbiórki

Wojtek to dzielny chłopiec pod każdym względem. Jego rodzice przesłali dla Was - drodzy darczyńcy, piękne podziękowania:

Wzruszeni i pełni wdzięczności bardzo gorąco dziękujemy Państwu za ponownie okazaną pomoc w leczeniu, rehabilitacji, jak również zakupie niezbędnego sprzętu codziennego użytku. To właśnie dzięki Wam, Kochani zakupiliśmy wózek Discovery — najlepszy pod każdym względem dla naszego syna, kombinezon There togs — dzięki któremu Wojtuś może poczuć swoje ciało.

Byliśmy też trzy razy na turnusie rehabilitacyjnym oraz kilkanaście razy na zabiegach w komorze hiperbarycznej. Dzięki tym działaniom i profesjonalnemu sprzętowi obserwujemy kroczki do przodu. Dla nas rodziców, osób, które codziennie widzą jego ciężką pracę, często łzy, zmęczenie a w rezultacie radość i pełne rozluźnienie są to ogromne postępy.

Wojciech Radosz

Dziękujemy Kochani, że jesteście, za Waszą empatię, miłe słowa... za Wasz podziw i zrozumienie, że jesteście z nami i kibicujecie naszemu Wojownikowi.


Z całego serca DZIĘKUJEMY.
Z wyrazami należnego szacunku rodzice Malwina i Tomasz Radosz

Opis zbiórki

Miałam mieć dwóch ślicznych, zdrowych chłopców. Oczami wyobraźni widziałam ich w wózku dla bliźniąt, ubranych w identyczne spodenki i koszulki. Tymczasem mojego synka zabrała śmierć, a drugi cudem uwolnił się z jej szponów. Zostawiła jednak swoje znamię - ciężką niepełnosprawność. To mogło spotkać każdego, dlaczego zatem przydarzyło się właśnie nam? Dziś już nie mam siły się nad tym zastanawiać. Walczę z całych sił o zdrowie mojego syneczka, który jest dla mnie całym światem. Pomóżcie… 

 Wojciech Radosz

Za jego życie dziękuję Bogu każdego dnia. Cieszę się, że tu jest, że uszczęśliwia nas każdym uśmiechem. Chyba tam na górze spodziewali się, że damy sobie radę, dlatego nasz chłopczyk jest inny, niezwykły. Wiem, że Bóg się nie pomylił. Tylko tutaj, na ziemi, potrzebne są pieniądze... Miłość i wiara są ważne, ale za nie nie kupimy rehabilitacji, dzięki której mój syn nadal żyje. Dlatego musimy prosić o pomoc…

Gdy byłam w ciąży zdawało mi się, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu nosiłam w sobie bliźniaki - dwóch identycznych chłopców, którzy skradli nasze serca od chwili, gdy zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Wszystkie badania wychodziły książkowo, nikt nie spodziewał się tragedii, która wydarzyła się potem. To był 30 tydzień ciąży, zwykła kontrolna wizyta. To wtedy skończył się świat, spokojny, szczęśliwy i bezpieczny. Lekarz powiedział:

Jedno dziecko nie żyje. Drugie ledwo. Musi pani natychmiast rodzić.

Szok sparaliżował moje ciało, a słowa nie docierały. Nie wierzyłam, chciałam się obudzić. Czułam na zmianę gorące i zimne dreszcze, zapadałam się i sądziłam, że ja także umieram. Moje dziecko nie żyło, drugie mogło umrzeć… Jak? Jeszcze 5 minut wcześniej byłam taka szczęśliwa! Miałam iść tylko potwierdzić, że wszystko jest w porządku…

Wojciech Radosz

Zamiast wrócić do domu, do męża i dwójki starszych dzieci, trafiłam na stół operacyjny. Okazało się, że u bliźniaków doszło do TTTS V stopnia - zespołu przetoczenia między płodami. Nie został wcześniej wykryty, dlatego zabił mojego synka, drugiego skazując na kalectwo. Wojtuś jednak przeżył - to był prawdziwy cud. Nie dostałam go w ramiona, bo musiał trafić do inkubatora, gdzie walczył o każdy oddech. Nikt nie dawał mu szans - za bardzo uszkodzony mózg, wręcz dziurawy. Encefalopatia niedokrwienno-niedotlenieniowa spowodowała ubytki w mózgu, potem doszła padaczka, małogłowie oraz zaburzenia widzenia.  

Do domu wróciliśmy po ponad 2 miesiącach. Dali nam tylko skierowanie do neurologa, a ze wszystkim innym musieliśmy sobie radzić sami. Postanowiłam jednak, że mój synek będzie szczęśliwy, że wcale nie jest gorszy - jest wyjątkowy! Życie Wojtusia to prawdziwy cud, a ja ze wszystkich sił będę się starała, by trwał. Każdą złotówkę inwestowaliśmy w rehabilitację. To dzięki niej mój synek żyje, nie jest roślinką. Codziennie też modliłam się o to, by znaleźć jeszcze jakiś sposób, by mój synek w końcu zobaczył moją twarz, powiedział “mamo”, usiadł o własnych siłach…

Gdy jest źle, gdy zaczynam się załamywać, przypomina mi się ta piosenka:

Ja, który nigdy nie powiem mama,
ja, który nigdy nie zawołam tata,
ja, który pozostanę dzieckiem
tylko wzrokiem powiem wam dziękuję.
W twoich ramionach mamo, czuję się bezpiecznie,
a jeśli jestem zbyt ciężki, to połóż mnie na ziemi
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty, która myślałaś o mnie pięknie, później pytałaś się kim będę,
w twoich oczach widziałem smutek, zagubienie,
ale później zwyciężyła miłość, mamo.
I wiedziałaś, że musisz dać więcej miłości,
przycisnęłaś mnie do serca
i obdarzyłaś pocałunkiem, którego nie otrzyma inne dziecko.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty jesteś moją przyjaciółką mamo,
ty kochasz tak jak kocha Bóg.
Nie potrafię mówić, ale ty słuchaj mojego serca, które bije tylko dla ciebie, przede wszystkim dla ciebie mamo.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości...

Może to banalne, ale wtedy odzyskuję siły i wiarę w to, że będzie dobrze. Znowu szukam sposobu na to, by mój syn był szczęśliwy, by mógł być zdrowy... 

 Wojciech Radosz

I w końcu znalazłam ten sposób! Przeszczep komórek macierzystych - eksperymentalna terapia w Lublinie, która może pomóc mojemu synkowi! Dzięki Waszej pomocy przeszczep mógł dojść do skutku! Spełniło się nasze największe marzenie, nie byliśmy już bezradni! Dokonaliście cudu, bo sami nigdy nie uzbieralibyśmy tak ogromnej kwoty. 10 października Wojtuś otrzymał pierwszą dawkę w postaci 10 mln komórek, przed nami kolejne cztery. Przeszczep przeszedł szczęśliwie bez żadnych powikłań. Jednak to nie koniec walki. By utrwalić efekty przeszczepu, konieczna jest długotrwała, intensywna rehabilitacja. Bardzo droga, a my już nie mamy pieniędzy...

Jesteśmy rodzicami, którzy się nie nigdy nie poddają i z ogromnej miłości każdego dnia szukamy wszelkiego rodzaju sposobów leczenia naszego skarba cierpiącego na MPD. Nasze dziecko tak wiele by chciało powiedzieć, tak wiele chciałoby zrobić, ale nie może, bo zamknięte jest w swoim maleńkim ciele... Chcemy go uwolnić, sprawić, by był szczęśliwy, ale sami nie damy sobie rady... Bardzo prosimy o pomoc - pozwólcie trwać cudowi, którym jest Wojtuś. 

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest zakończona, ale Wojtuś Radosz wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj