Operacja serduszka to dla Zosi gwarancja życia! Rodzice błagają o pomoc.

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 077 osób
171 418,61 zł (100,45%)
Zbiórka na cel
Operacja serca w Klinice Uniwersyteckiej w Munster - III etap leczenia

Zofia Rozalia Fedorowicz, 2 latka

Nidzica, warmińsko-mazurskie

Wada serca AT, VSD, PDA, niedosłuch

Rozpoczęcie: 25 Października 2019
Zakończenie: 25 Lutego 2020

28 Lutego 2020, 13:57
Dziękujemy za Wasze zaangażowanie i pomoc w ratowaniu serduszka Zosi!

Jesteśmy niezwykle szczęśliwi i bardzo wdzięczni, że udało się zebrać potrzebne środki na ratowanie życia naszej Zosieńki.

Dziękujemy każdemu kto przyczynił się do osiągnięcia ważnego celu, który do niedawna wydawał nam się nieosiągalny.  Zosia dzięki Wam dostała niepowtrzalną szansę, a znając jej charakter, radość i chęć życia szansę tą na pewno wykorzysta.

Jeszcze DZIĘKUJEMY Z CAŁEGO SERCA! Jesteście wielcy, a Wasze wsparcie nieocenione. 

Prawie 2 tygodnie z otwartym sercem. Szpitalna sala, która przez wiele tygodni była jej pierwszym domem… Dziecko, które od pierwszego oddechu walczyło o każde uderzenie malutkiego serduszka. Życie, które przypadkiem udało się uratować. Walka, którą prowadzimy do dziś. 

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że moja wyczekiwana córeczka jest poważnie chora. Teraz jestem pewna, że tylko splot szczęśliwych przypadków uratował jej życie. To był 33 tydzień ciąży, czas, kiedy wszystko miało być już gotowe na jej przyjście na świat. Mały pokoik, bezpieczna przystań i nieskończona miłość mamy, taty i starszej siostry. Nagle wszystko się zatrzymało. Czas przestał istnieć…  

Zofia Rozalia Fedorowicz

Jeszcze w ciąży modliłam się o jedno: o zdrowie i siły dla mojej kruszynki. Nie jestem jedną z tych mam, które wszystkie diagnozy lekarskie sprawdzają w internecie. Boję się, co może tam na mnie czekać. Wiedziałam, że stres i niepotrzebne nerwy to ostatnie, co w tej sytuacji potrzebne. Wizyty u kolejnych specjalistów pozwoliły mi się przekonać, że to tam najlepiej szukać pomocy. Poród był dla mnie jednocześnie spełnieniem marzeń i czasem potwornych obaw. Lekarze byli dobrej myśli, Zosia dostała 10 punktów w skali Apgar, jednak zaledwie kilkadziesiąt minut później sytuacja stała się krytyczna. Świat poza brzuchem mamy okazał się niebezpieczny dla mojej kruszynki. 

Przez kilka dni mąż nie mówił mi, co się dzieje, że córeczka jest w innym szpitalu i właściwie to walczy o każdy oddech. Operacja ratująca życie odbyła się zaledwie kilka godzin po przyjściu na świat. Dopiero kiedy wyszłam ze szpitala mój mąż mi wszystko wyjaśnił. Powiedział, że skończył się okres kwarantanny, że czas bym dowiedziała się, co się dzieje z naszą córeczką. Świat stanął. Nie wierzyłam w to, co słyszę. Dotarła do mnie powaga sytuacji. Moje dziecko, malutka kruszynka toczyła niesamowitą walkę. Dobra informacja była taka, że jest bardzo silna. Zła taka, że wciąż może wydarzyć się wszystko.

Wiele tygodni w szpitalu, leki zwiotczające, niemożliwość, poruszania się sprawiła, że wszystkie organy mojej córeczki zaczęły się poddawać. Lekarze znów musieli ratować to, co mogli. Leczenie doprowadziło do tego, że Zosia przez 2 tygodnie leżała na oddziale z otwartą klatką piersiową, jej serce było widoczne, dosłownie, jak na dłoni. Kiedy po wielu próbach w końcu udało się pozbyć rurki do intubacji to był dla nas ogromny sukces, choć to za wcześnie by świętować zwycięstwo...

Zofia Rozalia Fedorowicz

Ta pierwsza droga, dni, tygodnie, miesiące były dla nas prawdziwym testem. Do dziś pamiętam te emocje. Każdego dnia coraz bardziej docierało do mnie, jak wygląda walka o ratowanie dziecka. Druga operacja miała być początkowo zwykłą kontrolą. Tuż po pierwszym badaniu usłyszeliśmy, że jedziemy na oddział. Ten zabieg powinien być wykonany, kiedy dziecko skończy 9 miesięcy, Zosia miała 14 miesięcy, gdy się odbył. Nie byliśmy świadomi, co się dzieje w malutkim organizmie. A ona znów otarła się o śmierć...

Nie chcemy ryzykować po raz kolejny. Nie możemy czekać w kolejkach i pukać od drzwi do drzwi, kiedy na szali stoi życie i zdrowie naszego dziecka. Zawsze będziemy wdzięczni za to, co zrobili dla nas polscy lekarze, ale podjęliśmy decyzję o kontynuacji leczenia, u polskiego kardiochirurga profesora Malca, w klinice w Munster. Tam wykwalifikowani specjaliści przeprowadzą trzecią, mamy nadzieję ostatnią, operację serduszka Zosi. Po drugiej operacji do zdrowotnych komplikacji dołączył głęboki niedosłuch. Nie spodziewaliśmy się, że terapia farmakologiczna i znieczulenia doprowadzą do takich konsekwencji. Teraz jesteśmy pod opieką kolejnych lekarzy, którzy pomagają nam walczyć z niedosłuchem.

Cena operacji serduszka jest ogromna, ale by ratować dziecko, jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Niestety, sami sobie nie poradzimy. Potrzebujemy pomocy! Wasze wsparcie to nasza jedyna szansa na to, by Zosia w kolejnych latach mogła cieszyć się życiem, a my przestaniemy drżeć o każdy dzień. 

Doświadczenie po ostatniej operacji nas przeraziło, nawet nie chcemy myśleć co by było gdybyśmy w szpitalu zjawili się za późno. Teraz nie pozwolimy sobie na takie ryzyko. Pojawiła się jedna jedyna szansa na to, by serduszko biło zdrowym rytmem. Nie możemy się poddać, nie teraz. Każda pomocna dłoń jest dla nas na wagę złota. 

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 077 osób
171 418,61 zł (100,45%)