Gaja walczy o ŻYCIE!

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Gaja ma 17 miesięcy i złośliwy guz mózgu Chordoma! Pilnie potrzebuje prawie miliona złotych na kontynuację leczenia w USA, i pokrycie kosztów pobytu. Ameryka to jedyne miejsce na świecie, gdzie można ją ocalić. Nie wolno przerwać leczenia, które trwa od lutego. Pomóżmy ocalić ŻYCIE.

To oznacza, że w ciągu kilku dni musimy uzbierać ponad pół miliona złotych." - tak pisaliśmy na zbiórce w lutym tego roku. Dzięki wielu dobrym sercom udało nam się w błyskawicznym tempie zebrać te pieniądze i wylecieć do Stanów po ocalenie Gai. Dzisiaj mamy grudzień, wiele miesięcy walki o życie córeczki za sobą i najważniejszą informację - Gaja wciąż jest z nami. Niestety, nasz pobyt i leczenie córeczki tutaj potrwa jeszcze minimum rok, a pieniądze z pierwszej zbiórki właśnie się skończyły. Dlatego raz jeszcze musimy prosić Was o pomoc.

Oto nasza historia:
Piszę te słowa z oddziału, gdzie najdzielniejsze maluchy na świecie walczą o każdy dzień. Z miejsca, w którym strach unosi się gęsto w powietrzu i wdycha się go z każdym oddechem. Widzę łyse główki, delikatne ciała wymęczone chorobą, niekończące się metry kabelków i rurek, chemię sączącą się do cieniutkich żył. Rodziców, którzy wykorzystują każdą sekundę, żeby pobyć ze swoimi dziećmi, bo nigdy nie wiadomo, czy obecna chwila nie okaże się jedną z ostatnich...
“Dla Państwa córki nie ma żadnych szans. Jest drugim dzieckiem na świecie z takim nowotworem. Guz jest nieoperacyjny, a choroba tak zaawansowana, że nie mamy dla was żadnej propozycji leczenia, powinniście ją zabrać do hospicjum.” Takie słowa usłyszeliśmy od lekarza w listopadzie 2019 roku, kiedy Gaja miała 4 miesiące. Powiedzieć, że świat nam się wtedy zawalił, to jak nic nie powiedzieć.

W jej maleńkiej główce jest guz struniak (chordoma) wielkości cytryny, wyginający pień mózgu, który odpowiada za wszystkie funkcje życiowe. Był tam od urodzenia i początkowo mocno mylił lekarzy, kierując diagnostykę w stronę guzków podskórnych i choroby genetycznej. W dodatku jest, jak to określili amerykańscy specjaliści, “extremly rare and difficult”, czyli kosmicznie rzadki i trudny. Co gorsze, właściwie niewystępujący u dzieci…
W następnych godzinach spływały na nas kolejne ciosy: guza nie da się operować, na radioterapię jest za mała, przerzuty są zbyt liczne. Pozostała tylko chemia, której efektów nikt nie był w stanie przewidzieć… Mogła dać nadzieję i równie dobrze mogła zabić Gaję. Podpisując zgodę w szpitalu, nie wiedziałam, czy podpisuję ułaskawienie, czy wyrok śmierci...
Córeczka jest drugim na świecie dzieckiem, u którego zdiagnozowano wrodzoną chordomę w takiej postaci. Przeszukaliśmy cały Internet w poszukiwaniu ratunku dla Gai, dzięki czemu udało nam się dotrzeć do historii wyjątkowego chłopca, u którego w wieku 11 tygodni lekarze wykryli tego samego guza. Dziś ten chłopiec jest zupełnie zdrowy, a innowacyjne leczenie, któremu został poddany w USA, to nasza jedyna i ostatnia szansa.
Dzisiaj wiemy, że podjęcie leczenia po drugiej stronie świata było najlepszą decyzją w naszym życiu. Mamy poczucie, że oszukaliśmy przeznaczenie – wiemy jednak, że każdy wspólnie spędzony dzień jest na wagę złota. Dzięki Waszej pomocy z guza wielkości cytryny zostało małe ziarenko, a przerzuty z narządów wewnętrznych zniknęły. Nadal utrzymują się przerzuty na skórze, wierzymy, że znikają jako ostatnie, bardzo powoli. Gaja skończyła 17 miesięcy i nadal jest tu z nami, biegnie cały czas w kierunku zdrowia i powrotu do Polski, do Babci i Dziadków, Cioci i Wujków, których zna tylko z jaskrawego obrazu wyświetlacza telefonu.
Teraz, ponownie straciliśmy grunt pod nogami słysząc, że leczenie potrwa jeszcze minimum rok. Walizki ponownie wracają do szafy – będą musiały jeszcze poczekać. Koszty kolejnych 12 miesięcy leczenia przytłaczają ogromem. Brak wpłaconej na rzecz szpitala kwoty skutkuje natychmiastowym przerwaniem leczenia, co będzie z pewnością tragiczne w skutkach.
9 miesięcy temu dobroć Waszych serc zapaliła dla Gai światełko w tunelu. Nie pozwólmy, aby to światło zgasło. Prosimy o pomoc, bez Was nie damy rady. Pomóżcie Gai wygrać wyścig po zdrowie i cieszyć się już w Polsce beztroskim dzieciństwem.
Za każdą złotówkę z całego serca dziękujemy.
Rodzice Gai - Julia i Kamil
Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiły
bezpośrednio na subkonto Podopiecznej:
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku

Gaja ma 17 miesięcy i złośliwy guz mózgu Chordoma! Pilnie potrzebuje prawie miliona złotych na kontynuację leczenia w USA, i pokrycie kosztów pobytu. Ameryka to jedyne miejsce na świecie, gdzie można ją ocalić. Nie wolno przerwać leczenia, które trwa od lutego. Pomóżmy ocalić ŻYCIE.

To oznacza, że w ciągu kilku dni musimy uzbierać ponad pół miliona złotych." - tak pisaliśmy na zbiórce w lutym tego roku. Dzięki wielu dobrym sercom udało nam się w błyskawicznym tempie zebrać te pieniądze i wylecieć do Stanów po ocalenie Gai. Dzisiaj mamy grudzień, wiele miesięcy walki o życie córeczki za sobą i najważniejszą informację - Gaja wciąż jest z nami. Niestety, nasz pobyt i leczenie córeczki tutaj potrwa jeszcze minimum rok, a pieniądze z pierwszej zbiórki właśnie się skończyły. Dlatego raz jeszcze musimy prosić Was o pomoc.

Oto nasza historia:
Piszę te słowa z oddziału, gdzie najdzielniejsze maluchy na świecie walczą o każdy dzień. Z miejsca, w którym strach unosi się gęsto w powietrzu i wdycha się go z każdym oddechem. Widzę łyse główki, delikatne ciała wymęczone chorobą, niekończące się metry kabelków i rurek, chemię sączącą się do cieniutkich żył. Rodziców, którzy wykorzystują każdą sekundę, żeby pobyć ze swoimi dziećmi, bo nigdy nie wiadomo, czy obecna chwila nie okaże się jedną z ostatnich...
“Dla Państwa córki nie ma żadnych szans. Jest drugim dzieckiem na świecie z takim nowotworem. Guz jest nieoperacyjny, a choroba tak zaawansowana, że nie mamy dla was żadnej propozycji leczenia, powinniście ją zabrać do hospicjum.” Takie słowa usłyszeliśmy od lekarza w listopadzie 2019 roku, kiedy Gaja miała 4 miesiące. Powiedzieć, że świat nam się wtedy zawalił, to jak nic nie powiedzieć.

W jej maleńkiej główce jest guz struniak (chordoma) wielkości cytryny, wyginający pień mózgu, który odpowiada za wszystkie funkcje życiowe. Był tam od urodzenia i początkowo mocno mylił lekarzy, kierując diagnostykę w stronę guzków podskórnych i choroby genetycznej. W dodatku jest, jak to określili amerykańscy specjaliści, “extremly rare and difficult”, czyli kosmicznie rzadki i trudny. Co gorsze, właściwie niewystępujący u dzieci…
W następnych godzinach spływały na nas kolejne ciosy: guza nie da się operować, na radioterapię jest za mała, przerzuty są zbyt liczne. Pozostała tylko chemia, której efektów nikt nie był w stanie przewidzieć… Mogła dać nadzieję i równie dobrze mogła zabić Gaję. Podpisując zgodę w szpitalu, nie wiedziałam, czy podpisuję ułaskawienie, czy wyrok śmierci...
Córeczka jest drugim na świecie dzieckiem, u którego zdiagnozowano wrodzoną chordomę w takiej postaci. Przeszukaliśmy cały Internet w poszukiwaniu ratunku dla Gai, dzięki czemu udało nam się dotrzeć do historii wyjątkowego chłopca, u którego w wieku 11 tygodni lekarze wykryli tego samego guza. Dziś ten chłopiec jest zupełnie zdrowy, a innowacyjne leczenie, któremu został poddany w USA, to nasza jedyna i ostatnia szansa.
Dzisiaj wiemy, że podjęcie leczenia po drugiej stronie świata było najlepszą decyzją w naszym życiu. Mamy poczucie, że oszukaliśmy przeznaczenie – wiemy jednak, że każdy wspólnie spędzony dzień jest na wagę złota. Dzięki Waszej pomocy z guza wielkości cytryny zostało małe ziarenko, a przerzuty z narządów wewnętrznych zniknęły. Nadal utrzymują się przerzuty na skórze, wierzymy, że znikają jako ostatnie, bardzo powoli. Gaja skończyła 17 miesięcy i nadal jest tu z nami, biegnie cały czas w kierunku zdrowia i powrotu do Polski, do Babci i Dziadków, Cioci i Wujków, których zna tylko z jaskrawego obrazu wyświetlacza telefonu.
Teraz, ponownie straciliśmy grunt pod nogami słysząc, że leczenie potrwa jeszcze minimum rok. Walizki ponownie wracają do szafy – będą musiały jeszcze poczekać. Koszty kolejnych 12 miesięcy leczenia przytłaczają ogromem. Brak wpłaconej na rzecz szpitala kwoty skutkuje natychmiastowym przerwaniem leczenia, co będzie z pewnością tragiczne w skutkach.
9 miesięcy temu dobroć Waszych serc zapaliła dla Gai światełko w tunelu. Nie pozwólmy, aby to światło zgasło. Prosimy o pomoc, bez Was nie damy rady. Pomóżcie Gai wygrać wyścig po zdrowie i cieszyć się już w Polsce beztroskim dzieciństwem.
Za każdą złotówkę z całego serca dziękujemy.
Rodzice Gai - Julia i Kamil
Wpłaty
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Jola Zdeb10 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
+
- Wpłata anonimowa1 zł
