Justyna umiera - guz mózgu odbiera jej życie ❗️Pilnie potrzebna pomoc!

PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 10 273 osoby
712 652,51 zł (94,64%)
Brakuje jeszcze 40 342,49 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
ratowanie życia: terapia ONC201 i Bosvene i leczenie guza mózgu w Monterrey

Justyna Stochel, 20 lat

Limanowa, małopolskie

Guz pnia mózgu - gwiaździak rozlany

Rozpoczęcie: 25 Października 2019
Zakończenie: 25 Stycznia 2020

12 Listopada 2019, 12:02
Justyna gaśnie w oczach❗️Pomocy!

Dramatyczna walka! Justyna jeszcze niedawno tańczyła na studniówce, robiła plany na życie… Dziś walczy o to, by to życie w ogóle trwało! Leczenie guza mózgu w Monterrey w Meksyku to jej ostatnia szansa!

Justyna źle się czuje, jest bardzo słaba…  Ma wysoką gorączkę, co jeszcze bardziej osłabia jej organizm! Ma coraz mniej czasu... Bardzo prosimy o wsparcie, o modlitwy i dobre słowa!

Justyna Stochel

Zazieleńmy pasek zbiórki dobrem i nadzieją! Strach o życie nie zniknie, ale możemy rozwiać inny strach – o brak pieniędzy, by to życie ratować. Justyna gaśnie w oczach… Nie pozwól jej odejść! 

Alert! Prosimy Was o pomoc, o ratunek, bo Justyna gaśnie w oczach! W głowie tej młodej, pięknej dziewczyny jest śmiertelny guz… Nowotwór chce zakończyć jej życie, które dopiero się zaczęło. Musimy działać szybko, nie ma czasu do stracenia! Prosimy – ratuj Justynę! 20 lat to powinien być początek dorosłego życia, nie jego koniec!

Justyna Stochel

Justyna: Budzę się ze strachem, że każdy dzień może być ostatnim. Mam dopiero 20 lat. Powinnam planować życie, a nie myśleć o śmierci. Guz mózgu mnie zabija, ale ja się nie poddam – chcę żyć! 

Agata, mama Justyny: Chciałam, by życie Justyny było takie jak ona – radosne, wspaniałe… Marzyłam, żeby się uczyła, zwiedzała świat… Nigdy nie myślałam, że miejscem, które pozna najlepiej, będzie oddział onkologii. Córka walczy z guzem pnia mózgu, a ja modlę się, by najgorsze nigdy nie nadeszło... 

Każdy, kto zna Justynę, wie, że to wulkan energii, dusza towarzystwa. Nie ma dla niej słów ,,nie da się”. Uczyła się języka migowego, gry na gitarze, tańczyła w zespole, grała w siatkówkę. Dziewczyna żywioł. Gdziekolwiek się pojawiała, zarażała optymizmem. Jej śmiech do tej pory dźwięczy wszystkim w uszach…

4 lata temu w jej młode życie brutalnie wdarła się śmiertelna choroba. Justynka nagle bardzo źle się poczuła. Ból głowy, wymioty… Wynik tomografu pokazał najgorszą prawdę. Guz pnia mózgu.

Justyna Stochel

Nie ma słów, by opisać, jak to jest – dowiedzieć się, że po twoje dziecko przyszła śmierć. Justyna od razu trafiła na salę operacyjną. Guza niestety nie udało się wyciąć w całości. Operacja skończyła się niedowładem prawej strony ciała. Potem córka przeszła radioterapię i chemioterapię… Bardzo ciężkie leczenie. Justyna miała długie, jasne włosy… Po chemii wszystkie wypadły. Każdy by się załamał, ale nie ona… Mamo, ja to pokonam! Jestem silna, wierzę w siłę naszej rodziny, razem przez to przejdziemy! Bóg ma dla mnie plan, on wie, co robi. Raz zapytałam ją, skąd ma siłę… Powiedziała mi: Kiedy widzę, jak na mnie patrzysz i prawie umierasz, muszę być silna za nas dwie.

Przechorowała całe liceum. Po wyjściu ze szpitala w rok nadrobiła 3 lata. Nauczyciele patrzyli z podziwem. Leczenie przynosiło rezultaty. Wydawało się, że Justyna pokonała raka, że wygrała walkę o życie. Powoli zaczynała żyć jak zwyczajna nastolatka. Uczyła się do matury. Bawiła na studniówce. Marzyła o studiach: architektura albo ekonomia na Uniwersytecie Warszawskim. Kiedy mówiłam jej, że tyle w życiu ją ominęło przez tę chorobę, ona odpowiadała ze śmiechem: Mamo, drugie tyle przede mną! Idę do przodu, pokonałam chorobę. Nic mnie nie załamie, ja mam tę moc!

Justyna czuła się wspaniale, dlatego to, co się stało, było dla nas szokiem. Luty, badania kontrolne. Wznowa.

Justyna Stochel

Justyna się podłamała. Dlaczego? Mamo, dlaczego Bóg dał mi nadzieję na zdrowie i znów ją zabrał? Nie rozumiem – powtarzała mi. Nie umiałam jej odpowiedzieć… Byłam pewna, że lekarze od razu wdrożą plan leczenia. Tymczasem kazano nam czekać… A czas to sprzymierzeniec nowotworu, nasz zabójczy wróg! Zostawiono nas samych sobie…

Dziś lekarze rozkładają ręce. A stan Justyny pogarsza się z dnia na dzień. Nie porusza się, z trudem mówi. Jeszcze w lipcu chodziła… Córka traci pamięć, kontakt z nią jest coraz bardziej ograniczony. Jest uwięziona we własnym ciele, zależna od innych.

Wyczerpaliśmy już wszystkie dostępne metody leczenia nie tylko w kraju, ale też w Europie. Naszą jedyną szansą jest klinika w Monterrey w Meksyku. Tam specjalizują się w leczeniu guzów mózgu i dają Justynie szansę… Chcą ją uratować. Nigdzie indziej już tej szansy nie ma.

Kiedy powiedziałam córce o tej terapii, pierwszy raz od dawna się uśmiechnęła. Znów zobaczyłam żar nadziei, jej oczy mówiły: nigdy się nie poddam, damy radę! Cena leczenia jest szokująca. To jednak nie cyfry… To cena za życie Justyny. Proszę o Twoją pomoc – ocal moją córkę, uratuj jej życie! Nie ma czasu do stracenia, bo Justyna gaśnie w oczach… Ratuj ją, póki nie jest jeszcze za późno. 

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 10 273 osoby
712 652,51 zł (94,64%)
Brakuje jeszcze 40 342,49 zł
Wesprzyj Wesprzyj