Zbiórka zakończona
Adrian Jarosz - zdjęcie główne

Jeszcze kiedyś pójdziemy na piwo

Cel zbiórki: Rehabilitacja, schodołaz i łóżko rehabilitacyjne - by dalej walczyć o Adriana

Zgłaszający zbiórkę:
Adrian Jarosz, 34 lata
Giżycko, warmińsko-mazurskie
Śpiączka, stan minimalnej świadomości, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 11 maja 2017
Zakończenie: 15 sierpnia 2017
66 269 zł(100,15%)
Wsparło 3068 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0000968 Adrian

Cel zbiórki: Rehabilitacja, schodołaz i łóżko rehabilitacyjne - by dalej walczyć o Adriana

Zgłaszający zbiórkę:
Adrian Jarosz, 34 lata
Giżycko, warmińsko-mazurskie
Śpiączka, stan minimalnej świadomości, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 11 maja 2017
Zakończenie: 15 sierpnia 2017

Rezultat zbiórki

Adrian dzięki Państwu rozpoczął rehabilitcję i mógł wreszcie zdobyć wymarzone łóżko, które z pewnością pomoże mu w ciężkiej pracy. Dziękujemy, że jesteście z nami w najtrudniejszych chwilach. Teraz będzie łatwiej...

Adrian Jarosz

Opis zbiórki

Synu, chociaż mi nie odpowiadasz, to wierzę, że mnie słyszysz. Wierzę też, że wciąż pamiętasz, jak powtarzałem Ci, że zawsze możesz na mnie liczyć, że nigdy nie zostaniesz sam. Wiedz, że dotrzymam słowa…

Wszystko miało być inaczej. Powinniśmy siedzieć teraz gdzieś nad jeziorem, gadać i śmiać się. Wspólnie planować jakiś wypad na żagle. Tymczasem leżysz z przykurczonymi rękoma na łóżku, a z twojej krtani wystaje ta paskudna rurka. Nic nie mówisz, nie żartujesz. Pogrążony w półśnie wodzisz za mamą i za mną oczami, gdy się przy Tobie krzątamy.

Adrian Jarosz

Chciałeś być ratownikiem wodnym. Większość czasu spędzałeś nad jeziorem. Tu, na Mazurach, warunki ku temu miałeś świetne. Żaglówki, windsurfing... nie widziałeś świata poza sportami wodnymi. Potem cały Twój świat przysłoniła ta młodzieńcza miłość. Uczucie, z którym Ty, wrażliwy chłopak, nie dałeś sobie rady. Życie, którym tak pięknie potrafiłeś się niegdyś cieszyć, straciło dla Ciebie sens.

Zdążyłem. Jeszcze żyłeś, ale do dziś zastanawiam się, jak mogłoby się to wszystko potoczyć, gdybym wrócił tego dnia do domu wcześniej. Wszystko działo się tak szybko. Reanimacja, karetka, szpital i uciekający wzrokiem lekarze, kiedy pytaliśmy ich o to, co będzie z Tobą dalej. Dla mnie najważniejsze było jedno - czy będziesz żył. Lekarka powiedziała, że tak, tylko że to życie będzie inne. Zupełnie inne…

Adrian Jarosz

Szybko z 80 kilogramów schudłeś do 40. Na ciele miałeś odleżyny aż do kości. Wyglądałeś inaczej i tylko gdzieś głęboko w Twoich oczach można było dostrzec tego Adriana sprzed wypadku. Wiedzieliśmy, że musimy wyciągnąć Cię ze szpitala, że jedyną nadzieją dla Ciebie będzie prywatna rehabilitacja. Po kilku miesiącach sądowych batalii o ubezwłasnowolnienie, udało nam się wypisać Cię ze szpitala. W domu było nam dużo łatwiej walczyć o Twój powrót do formy.

Nie dawano nam nadziei na wiele. Mówiono, że już nigdy do nas nie wrócisz, że możemy liczyć tylko na cud. Ale znasz mnie przecież. Wiesz, że będę walczył o Ciebie do utraty sił. Ja jeszcze daję sobie radę. Kawał chłopa ze mnie, wiesz o tym, ale mamie jest coraz trudniej. Siada jej kręgosłup, a stawy odmawiają posłuszeństwa. Cóż, jesteśmy coraz starsi… Nigdy nie byłem bojaźliwy, ale teraz boję się naprawdę, bo nie wiem co będzie z Tobą dalej, gdy nas zabraknie.

Adrian Jarosz

W życiu mam jedno marzenie. Usiąść z Tobą pewnego dnia nad brzegiem jeziora, otworzyć piwo, pośmiać się, pogadać i mieć tę pewność, że dalej dasz sobie radę sam. Wtedy będę spełniony i będę mógł umrzeć w spokoju... Wierzę, że się uda. Przez te cztery trudne lata udało nam się osiągnąć wiele. Dzięki setkom godzin poświęconym na rehabilitację i całej masie specjalistycznych urządzeń powoli odzyskujesz świadomość. Kiedy włączam Ci “Sen o Warszawie”, ruszasz ustami, z całych sił próbujesz śpiewać. Wiem, że jeszcze kiedyś pojedziesz na mecz ukochanej Legii, której kibicowałeś na przekór wszystkim i zaśpiewasz tę pieśń razem z całym stadionem, a na drugi dzień pójdziesz na spacer i ujrzysz ten nadwiślański świt.

Adrian Jarosz

Tego fatalnego dnia zdążyłem. Byłeś jedną nogą na tamtym świecie, ale udało mi się Ciebie stamtąd wyrwać. Mam nadzieję, że zdążę i tym razem i że wyprowadzę Cię na prostą, zanim sam odejdę. Robię, co mogę. Żeby się udało, proszę o pomoc innych ludzi, bo sami z mamą ledwo już wiążemy koniec z końcem. Chcemy Cię dalej rehabilitować. Potrzebujemy specjalistycznego łóżka i schodołazu, bo mama nie ma już sił Ciebie przenosić, a i mnie wkrótce ich zabraknie. Wierzę, że się uda, bo choć kiedyś w to zwątpiłeś, to ludzie są dobrzy i mają wielkie serca...

Kocham Cię,
Tata

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Adrian Jarosz dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj