Pilne!
Aneta Karłowicz - zdjęcie główne

PILNE❗️Aneta – samotna mama walczy o życie, by być przy swoim chorym synu!

Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne, dojazdy, rehabilitacja

Zgłaszający zbiórkę:
Aneta Karłowicz, 49 lat
Zielona Góra, lubuskie
Guz zatoki czołowej prawej - agresywny chłoniak z komórek B o wysokim stopniu złośliwości
Rozpoczęcie: 8 kwietnia 2025
Zakończenie: 4 kwietnia 2026
57 259 zł(26,91%)
Brakuje 155 507 zł
WesprzyjWsparły 532 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0801431
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0801431 Aneta

Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne, dojazdy, rehabilitacja

Zgłaszający zbiórkę:
Aneta Karłowicz, 49 lat
Zielona Góra, lubuskie
Guz zatoki czołowej prawej - agresywny chłoniak z komórek B o wysokim stopniu złośliwości
Rozpoczęcie: 8 kwietnia 2025
Zakończenie: 4 kwietnia 2026

Aktualizacje

  • Z całego serca błagam Was o pomoc❗️ Musze żyć dla mojego syna...

    Myślałam, że to koniec walki… wtedy usłyszałam: radioterapia

    Gdy włosy zaczęły odrastać, a ja uwierzyłam, że najgorsze już za mną, los znów zadał cios. Kolejne leczenie, kolejne skutki uboczne i pytanie, które wraca każdej nocy: czy moje ciało jeszcze się podniesie? Walczę dalej – bo muszę. Dla siebie. I dla mojego syna.

    Jeszcze niedawno żyłam nadzieją, że zamknęłam najtrudniejszy rozdział. Po 8 cyklach chemioterapii – 6 podstawowych i 2 profilaktycznych – cicho wierzyłam, że to już koniec inwazyjnego leczenia. Zaczęłam powoli wracać do siebie. Włosy odrastały, wizyty kontrolne miały być już tylko formalnością, a ja skupiałam się na tym, by odzyskać siły po miesiącach wyniszczającej terapii.

    Niestety, ta nadzieja nie trwała długo.

    Podczas wizyty kontrolnej we wrześniu 2025 roku dowiedziałam się, że konieczna będzie radioterapia. Decyzja zapadła szybko, a ja znów znalazłam się na starcie kolejnego etapu leczenia. 15 naświetlań, cztery tygodnie walki, strach przed kolejnymi skutkami ubocznymi – utratą włosów w miejscu naświetlań, pogłębieniem zaćmy i wyniszczeniem organizmu, który i tak był już na granicy.

    Dziś jestem po radioterapii. Grudzień 2025 roku – dokładnie rok po tym, jak w Wigilię przyjęłam pierwszą chemię. Formalnie zakończyłam leczenie onkologiczne. W praktyce… codziennie mierzę się z jego konsekwencjami.

    Mam odrętwiałe dłonie, brak czucia w stopach, opuchnięte kończyny, torbiele, problemy neurologiczne i hormonalne. Moje ciało odmawia posłuszeństwa, a najprostsze czynności potrafią być ogromnym wyzwaniem. Do tego dochodzą nocne poty, uderzenia gorąca, bezsenność i ciągła niepewność – czy i kiedy to minie?

    Mimo wszystko nie poddaję się. Chcę wrócić do pracy. Przez całe życie pomagałam innym – w laboratorium oraz jako opiekun medyczny. Moje dłonie były moim narzędziem pracy. Dziś właśnie one najbardziej potrzebują ratunku. Przede mną intensywna, długotrwała i niestety kosztowna rehabilitacja oraz turnusy usprawniające.

    Aneta Karłowicz

    Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę się załamać.

    Jestem mamą – dlatego nie poddam się mimo chemio i radioterapii. Jestem jego jedynym oparciem, całym światem, bezpieczeństwem. To dla niego każdego dnia wstaję, prostuję plecy i walczę, nawet jeśli bardzo boli. Staram się nie pokazywać choroby, bo on musi widzieć we mnie siłę.

    Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy są ze mną – za każdą wpłatę, dobre słowo, udostępnienie i modlitwę. Wasze wsparcie daje mi siłę w chwilach, gdy brakuje jej najbardziej. Dzięki Wam wiem, że w tej walce nie jestem sama.

    Proszę – pomóżcie mi stanąć na nogi. Dla mnie. Dla mojego syna. Dla przyszłości, o którą wciąż walczę.

    Anetka

  • BARDZO PILNA AKTUALIZACJA❗️

    Zostaliśmy bez środków na leczenie – błagam o pomoc!

    Mój organizm jest wycieńczony, a każdy dzień to walka – nie tylko z chorobą, ale i z dramatycznym brakiem środków. Jednak nie mogę przerwać leczenia, to byłoby jak podpisanie na siebie wyroku. A ja mam dla kogo żyć - mój syn mnie bardzo potrzebuje!

    Niestety bez Waszej pomocy nie dam rady…

    Aneta Karłowicz

    Nieustannie się leczę, w lipcu rozpoczęłam terapię profilaktyczną, która ma pomóc mi w dalszej walce z chorobą. To trudna droga, ale się nie poddaję. Jestem w najtrudniejszym momencie mojego życia – nie pracuję z powodu choroby, nie mam dochodów, a muszę utrzymać siebie i mojego syna. Zgromadzone środki wyczerpały się, nie mam z czego zapłacić za nierefundowane leczenie, dojazdy na leczenie, czy rehabilitację.

    Każdego dnia czuję ogromne wsparcie – zarówno ze strony mojego dziecka, jak i od Was, Darczyńców. To daje mi siłę, by iść dalej. Dlatego dziś, z całego serca, proszę: nie pozwólcie mi zostać bez nadziei. Nie pozwólcie, bym musiała wybierać między leczeniem a jedzeniem. Potrzebuję Was jak nigdy dotąd.

    Dołączam filmik z podziękowaniami, bo chcę Wam pokazać, jak bardzo jestem wdzięczna za każdą wpłatę. To dzięki Wam jeszcze walczę. Ale teraz potrzebuję Waszego wsparcia ponownie – natychmiast.

    Liczy się każda złotówka! Udostępnij, wpłać, pomóż mi przeżyć!

    Z ogromną nadzieją i wdzięcznością,
    Aneta

Opis zbiórki

Aneta – samotna mama, która walczy o życie, by być przy swoim chorym synu! Potrzebuje naszej pomocy, by wrócić do życia i być przy ukochanym dziecku!

Nazywam się Aneta, mam 49 lat, a przez całe swoje życie poświęcałam się pomaganiu innym. Byłam pracownikiem medycznym, zawsze gotowa nieść pomoc tym, którzy jej potrzebowali. Dziś jednak to ja muszę prosić o pomoc… I to nie dla siebie, ale dla mojego dziecka, Piotra. Jestem samotną matką, która wychowuje syna z Zespołem Aspergera. Ma orzeczenie o niepełnosprawności i jest całym moim światem. Przez lata byłam dla niego mamą, terapeutką, przewodnikiem i jedynym żywicielem naszej małej rodziny.

Aneta Karłowicz

Wszystko zmieniło się nagle, gdy choroba przyszła bez zapowiedzi. Jesienią, po zwykłym opuchnięciu oka, trafiłam do szpitala. Diagnoza była jak cios w serce — agresywny chłoniak z dużych komórek B, nowotwór, który nie dał nam czasu na przygotowanie się, który nie zapytał, czy jestem gotowa, czy dam radę. Po prostu zaatakował.

Dziś jestem po kilku cyklach intensywnej chemioterapii, ale przede mną jeszcze kolejne dawki, a później najprawdopodobniej radioterapia i długa rehabilitacja. Mój organizm jest wycieńczony, straciłam włosy, a sterydy, które przyjmuję, wywołały początki zaćmy. Z każdym dniem czuję, jak ta walka staje się coraz trudniejsza.

Ale nie mogę się poddać. Nie dla siebie – dla mojego syna. Tylko ja jestem przy nim, tylko na mnie może liczyć. Piotruś potrzebuje mnie zdrowej, silnej i obecnej. Potrzebuje mamy, która porozmawia z nim, przytuli go, pomoże odnaleźć się w świecie, który i bez choroby jest dla niego niełatwy.

Aneta Karłowicz

Każdy dzień to nie tylko walka z rakiem, ale i strach o to, jak przetrwamy. Koszty leczenia, dojazdy, leki, rehabilitacja – to wszystko wiąże się z ogromnymi wydatkami, które sama nie jestem w stanie unieść. Nie mam nikogo poza Wami.

Dziś błagam Was o pomoc. O szansę na powrót do życia, na powrót do mojego syna, na bycie matką, którą Piotruś tak bardzo potrzebuje.

Proszę, pomóżcie mi. Dajcie nam nadzieję na przyszłość...

Aneta

Wybierz zakładkę
Sortuj według