Zbiórka zakończona
Joanna Raczkowska - zdjęcie główne

Oddałam nogę, by pokonać śmierć. Teraz pragnę znów żyć...

Cel zbiórki: proteza nogi - szansa Joanny na powrót do życia po nowotworze

Zgłaszający zbiórkę:
Joanna Raczkowska, 39 lat
Sokółka, podlaskie
Stan po amputacji nogi
Rozpoczęcie: 7 stycznia 2019
Zakończenie: 26 kwietnia 2019
27 495 zł(100%)
Wsparło 612 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0045419 Joanna

Cel zbiórki: proteza nogi - szansa Joanny na powrót do życia po nowotworze

Zgłaszający zbiórkę:
Joanna Raczkowska, 39 lat
Sokółka, podlaskie
Stan po amputacji nogi
Rozpoczęcie: 7 stycznia 2019
Zakończenie: 26 kwietnia 2019

Rezultat zbiórki

Asia ma już protezę! 


We wtorek wróciłam z Warszawy z protezą. Oto filmik z pierwszych godzin na protezie. Od 10 maja zaczynam rehabilitację już z protezą :) Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi odzyskać sprawność! 



Po trudnej walce z rakiem, po amputacji nogi Asia wreszcie otrzymała szansę na normalne życie! Proteza nie tylko pozwoli jej samodzielnie chodzić, ale odciąży też zdrową nogę, z którą Asia miała coraz większe problemy. 

Dziękujemy wszystkim, którzy dołączyli do walki o nowe, lepsze życie Asi!

Aktualizacje

  • Wspaniałe nowiny - mamy już wszystkie środki na protezę dla Asi!

    Kończymy zbiórkę! Ze środków uzbieranych na Siepomaga.pl oraz podczas akcji charytatywnych udało się uzyskać całą kwotę, niezbędna do zakupu protezy nogi! 

    Asia rozpoczyna protezowanie już 6-7 maja. Dotychczasowa rehabilitacja przebiegła pomyślnie, dlatego wierzymy, że już wkrótce Asia będzie chodziła sama, bez kul!

    Dziękujemy! 

  • Zmniejszamy kwotę zbiórki!

    Aktualizacja 12.03.2019:

    Zmiana daty protezowania!

    Wiadomość od Pani Joanny:

    Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i wsparcia oraz za modlitwę. U mnie nie jest źle. Codziennie dojeżdżam ponad 40km (w jedną stronę) na rehabilitację, ale odległość nie jest ważna. Ważne jest to, że już widać efekty ciężkiej pracy, nie tylko mojej, ale i moich rehabilitantów i fizjoterapeutów. Mój organizm jeszcze trochę szwankuje przez niedobory potasu, ale nie jest źle. Przyjmuję leki (znowu), wprowadziłam dietę i działam dalej.

    Niestety protezowanie zostało przełożone na początek maja, dlatego, że kość udowa się jeszcze nie zrosła i nie mogę jeszcze obciążać kikuta. Na szczęście im ładniejsza pogoda, tym mam więcej energii, aby funkcjonować!

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za każdą przekazaną złotówkę!


    Proszę, bądźcie ze mną dalej w walce o zdrowie i szansę na normalną przyszłość po raku!

    Joanna


    *******

    Dobre wieści - Pani Joannie i jej najbliższym, także dzięki ogromnemu wsparciu mieszkańców gminy Sokółka, udało się zebrać 90 tysięcy złotych. Dzięki temu możemy zmniejszyć kwotę zbiórki!

    Wpłacona jest już zaliczka za protezę. Jej przymiarka ma się odbyć 4-5 marca. Jeśli uda nam się do tego czasu dozbierać brakującą kwotę, Pani Joanna wróci do domu z nową nogą! 

    Musi się udać! Walczymy dalej! 

    Joanna Szyłak

Opis zbiórki

Rak, wznowa, niezliczone operacje, ból nie do opisania, w końcu amputacja nogi - myślę, że wyczerpałam już limit nieszczęść za kilka osób. Wierzę, że jestem teraz na starcie do nowego, lepszego życia. Chociaż nie mam nogi, to żyję - mam wspaniałego męża, kochaną córeczkę, dla których każdego dnia walczę! Do pełni zwycięstwa brakuje mi nowej nogi. Tym razem takiej, której nie zaatakuje rak… Dzięki protezie będę mogła nadal być aktywną mamą i cieszyć się życiem, które choroba chciała mi ukraść. Czy pomożesz mi znów chodzić, by pokonywać kolejne przeszkody?

Joanna Raczkowska

Miałam 13 lat, gdy zaczął się ten bolesny okres mojej historii. Pamiętam tylko, że rodzice powiedzieli mi o “brzydkiej” chorobie, konieczności jechania do szpitala i o tym, że wypadną mi włosy. Zapytałam tylko, czy odrosną… Nie drążyłam tematu. Mama płakała nieustannie, tata miał łzy w oczach, ale nikt nic nie mówił. Widziałam, że mają obolałe serca, nie chciałam ich jeszcze bardziej ranić. Powiedziałam tylko, że jeśli nie będą płakać, to ja też nie. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, jak wiele będę musiała znieść...

Warszawa, szpital. Już pierwszego dnia przyszedł do mnie lekarz i powiedział, że mam złośliwy nowotwór kości - potwór umiejscowił się w prawej nodze. Dowiedziałam się też, ile procent pacjentów umiera, ilu trzeba amputować kończynę. Dla mnie, wówczas trzynastoletniej, to był wyrok. Odchyliłam tylko głowę do tyłu, a po policzkach pociekły łzy…

Pierwsza operacja, ból, chemia. Tata przyjeżdżał za każdym razem, gdy miałam podawaną chemioterapię, to mi pomagało. Mama nie mogła - musiała opiekować się bratem z mukowiscydozą. Czasami, jak już byłam w szpitalu w Sokółce, leżeliśmy na sąsiednich oddziałach. Brat zmarł 3 lata temu. Miałam dwie siostry, jedna odeszła w dzieciństwie - też prawdopodobnie na tę samą chorobę, chociaż wtedy nikt nie umiał jej rozpoznać. Było mi żal rodziców, że na swoich barkach niosą tak ogromny ciężar, a mimo wszystko nadal stać ich na uśmiech, wsparcie, dobre słowo.

Joanna Raczkowska

Po roku leczenia wymarzona wiadomość - rak odpuścił! Jeździłam tylko na kontole, mając nadzieję, że nic nie wykażą. Niestety, po kolejnym roku wiadomość o wznowie, tym razem w płucach, kolejny raz zachwiała moim nastoletnim światem. Wszystko zaczęło się od nowa… Na szczęście, po dwunastu miesiącach walki, i tym razem wymodlona wiadomość - wygrałam! Sądziłam, że to koniec i w końcu będzie lepiej! Niestety, jak bardzo byłam w błędzie, okazało się trzy lata po zakończeniu leczenia…

W prawej nodze, tej, od której wszystko się zaczęło, zrobił się stan zapalny. Każdy bał się ruszać, mówili, że samo przejdzie. Nie przeszło… Miałam wymianę implantu, która się nie powiodła, po niej znowu otworzyły się przetoki. W czasie kolejnej operacji przeżyłam to, czego boimy się w najgorszych koszmarach. Obudziłam się na stole operacyjnym…

To była już 10 operacja, może trochę udporniłam się na środki usypiające? Byłam zwiotczała, nie mogłam ruszyć ręką ani nogą, nie mogłam otworzyć oczu. Chciałam krzyczeć! Nie mogłam - byłam zaintubowana. Czułam tylko tak ogromny ból, że modliłam się o śmierć. Lekarze musieli zauważyć na odczycie, że coś jest nie tak. Pociekła mi tylko łza, dzięki Bogu znowu zasnęłam…

Joanna Raczkowska

To wydarzenie bardzo odbiło się na mojej psychice, jeszcze bardziej się bałam. Operacja znowu się nie powiodła, otworzyły się przetoki. Najpierw ropa wycieka przez maleńką dziurkę, która z czasem się powiększała. Walka o nogę, pełna bólu, cierpienia i wyrzeczeń, trwała 13 lat… W międzyczasie starałam się żyć w miarę normalnie. Wyszłam za mąż, urodziłam piękną, mądrą i co najważniejsze, zdrową córeczkę. “Psująca się” noga cały czas jednak nie pozwalała mi cieszyć się życiem i macierzyństwem...

W końcu, w listopadzie zeszłego roku, razem z lekarzem prowadzącym podjęliśmy decyzję o amputacji. Wcześniej wytłumaczyliśmy z mężem wszystko córeczce. Powiedziałam, że mama nie będzie miała nogi, ale dzięki temu będzie w domu, a nie w szpitalach! Będziemy mogły się bawić, a nawet tańczyć i jeździć razem na rowerze! O ile tylko uda mi się kupić protezę…

Najbardziej bałam się w dniu amputacji. Gdy przyszli i owinęli mi nogę folią, wpadłam w panikę. Wcześniej, gdy jechałam na operację, śmiałam się i żartowałam z anestezjologami do czasu, aż nie usnęłam. Teraz panowała grobowa cisza…

Joanna Raczkowska

Obudziłam się na sali, z kikutem zamiast nogi. Wiedziałam, że będzie bolało, ale nie, że aż tak… Długo byłam podłączona do morfiny, 24 godziny na dobę. Na szczęście Julitka, moja córeczka, dobrze przyjęła “zmianę”. Teraz trzeba było skupić się tylko na tym, że w końcu będzie lepiej… Przed Świętami Bożego Narodzenia mogłam wyjść do domu, od kilku dni już nie czuję bólu. Jestem wdzięczna i szczęśliwa, jednak nadal walczę o to, by po prostu szczęśliwie żyć… Proszę o pomoc w zakupie protezy. Tak bardzo chcę spełnić obietnicę daną córeczce…

Asia

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Joanna Raczkowska dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj